-Okey, no więc... wyjeżdżam - w końcu wydusił z siebie to słowo. To był najgorszy moment w moim życiu, który powtórzył się już 2 raz. Na początku myślałam że to jakiś żart, ale gdy na jego twarzy zauważalna była tylko powaga, wiedziałam że nie żartuje.
Kilka łez zleciało mi po policzku.
-Kochanie, nie płacz. Przejdziemy przez to razem, przecież to twoje słowa - przytulił mnie mocno.
- Nie wierzę... znów to robisz, znów mnie zostawisz i nie będziesz się odzywał- pokręciłam przecząco głową.
- Proszę Cię, przestań -jego oczy także się zeszkliły.
- Ale czy to nie prawda, Justin ? - spytałam, a raczej wykrzyczałam. - Możesz mieć milion takich jak ja i być szczęśliwym, ale ja bez ciebie jestem nikim. - łzy spływały mi strumieniami.
Właśnie czułam jakby moje serce przestawało bić.
- Dlatego chcę żebyś pojechała ze mną ! - wydusił z siebie te słowa, które w pewnym sensie mnie uspokoiły, ale wtedy wydawało mi się to nonsensem.
- Co ? - dopytałam ocierając łzy.
- Chcę żebyś wyjechała ze mną. Nie jesteś kolejną ,,zwykłą dziewczyną". Jesteś moją miłością.- znów mnie przytulił na co ja wybuchłam jeszcze większym szlochem.
Staliśmy tak z 15 minut, aż w końcu Justin powiedział:
- Proszę Cię, przemyśl to. Wyjazd jest już jutro wieczorem, ale mam nadzieję że wybierzesz dobrą decyzję i wyjedziesz ze mną. Nie będę w stanie funkcjonować bez ciebie. - lekko mu przytaknęłam i poszłam do domu.
Nikogo już nie było, ale gdy spojrzałam na zegar, który wskazywał godzinę 00;00 moje zdziwienie się rozmyło.
Poszłam do swojego pokoju. Wzięłam prysznic. Przebrałam się w pidżamy i położyłam się do łóżka. Rozmyślałam nad propozycją Justina. Punktów za jak i przeciw było masakrycznie dużo, ale postanowiłam że porozmawiam o tym z mamą.
***
Wstałam o godzinie 9;00 rano. Cały czas chodziłam jak na szpilkach. Szybko się ubrałam i zbiegłam na dół. Nie chciałam zawlekać z pytaniem mamy o zdanie. Ta sytuacja mnie wykańczała.
Weszłam do salonu. Wszyscy siedzieli na kanapie oglądając świąteczne filmy i zajadając makowiec.
- Mamo, możemy porozmawiać ? - rzuciłam to pytanie od razu po wejściu.
- No jasne córciu, co tam ? - odwróciła się i spytała.
- Ale tak w cztery oczy - lekko się speszyłam, gdyż nie lubiłam mieć tajemnic w towarzystwie.
Mama podniosła się z kanapy i obie udałyśmy się do mojego pokoju.
- Co się dzieje cór... - nagle przerwała. - Chyba nie jesteś w ciąży ? - spytała o oczy prawie wyleciały jej z orbity.
- Nie mamo, nie jestem w ciąży - uspokoiłam ją i złapałam z rękę.- Chodzi o to że dostałam bardzo ważną propozycję i chcę ją podjąć razem z tobą. - lekko zestresowana z odruchu poprawiłam sobie grzywkę.
- Więc... co to za propozycja ? - dopytała nie zdając sobie z niczego sprawy.
- Justin chce abym z nim wyjechała- szybko wypowiedziałam te słowa tak, aby jak najmniej ją zraniły.
- Co? Ale gdzie ? - spytała. Ku mojemu zdziwieniu byłą bardzo spokojna.
- Chce żebym wyjechała z nim w trasę -wyjaśniłam.
Mama lekko przymknęła i powiedziała tylko :
- Zrobisz co uważasz za słuszne, ale pamiętaj nie podejmuj tej decyzji pochopnie. Skoro Justin Cię o to poprosił to pewnie znaczy że bardzo Cię kocha i powinnaś dać mu szansę, ale jeśli już tak zdecydujesz to będziemy za tobą bardzo tęsknić.- złapała mnie za ręce i mocno ścisnęła po czym wstała z łóżka i wyszła z pokoju.
Dalej nie wiedziałam co mam robić. Znów łzy zaczęły lecieć mi z oczu. Włożyłam twarz w poduszkę i zamknęłam oczy.
Nagle ktoś wszedł do mojego pokoju.
Podniosłam głowę i ujrzałam Justina.
- Cześć - powiedziałam bez emocji.
- Cześć , kochanie - przytulił mnie. Zawsze gdy to robił moje emocje znów wariowały. Wiedziałam że nie będę mogła go zostawić.
- Zastanawiałaś się już nad moją propozycją ? - spytał całując mnie w czoło.
- Szczerze ? To zastanawiałam się nad tym przez ostatnie 10 godzin - spuściłam głowę.
- I co wymyśliłaś, ślicznotko ? - lekko się uśmiechnął.
- To nie jest śmieszne - walnęłam go w ramię.
- Ałłł ... - udał ból. - No dobrze już nie będę - podniósł ręce w obronnym geście.
Matko! Jaki on był w tym momencie słodki. Tak mocno go kochałam, jego uśmiech, jego pocałunki, jego dotyk. Był idealny. Musiałam z nim wyjechać.
Bardzo będę tęsknić za rodziną, ale zawsze przecież mogę ich odwiedzić lub wrócić ...
- Czy to znaczy że ze mną wyjeżdżasz ? - spytał.
Nie chciałam mu od razu mówić, a poza tym miałam do niego jeszcze kilka pytań.
- A co ze szkołą ?
- Będziemy mieli prywatnych nauczycieli - uśmiechnął się.
- A co z twoimi fankami? Znienawidzą mnie !
- Skoro kochają mnie to pokochają także ciebie - znów bez zająknięcia odpowiedział na moje pytanie.
- A czy ja w ogóle mogę tak po prostu wejść do twojego życia z buciorami ? Co pomyślą sobie ludzie z twojej ekipy ? - zadałam kolejne pytanie.
- Kochanie ! Oni już od dawna Cię bardzo dobrze znają, a w moim życiu jesteś już od 3 roku życia jako najważniejsza osoba na świecie.- mówił po woli przysuwając się do mnie aż w końcu mnie pocałował.
- Okey, nie mam więcej pytań. Jesteś przygotowany jak na test - wymachnęłam rękoma.
- Czyli ze mną pojedziesz ? - jeszcze raz zadał to samo pytanie.
- Tak ! - uśmiechnęłam się.
Justin wziął mnie na ręce i zakręcił do okoła.
- Nawet nie wiesz jak mocno cię kocham - znów dał mi buziaka. - Pamiętaj wyjeżdżamy jutro o 20;00. A teraz idę oznajmić Scooterowi że jednak się zgodziłaś - powiedział i zadowolony wybiegł z pokoju.
Usiadła na łóżku i wzięłam do ręki swoje stare zdjęcie. Byłam na nim taka niewinna, bezproblemowa ...
Do mojego pokoju znów weszła mama.
- Czyli wyjeżdżasz? - spytała siadając obok.
Złączyłam usta w linię i przytakująco pokiwałam głową.
Lekko się uśmiechnęła i spojrzała na zdjęcie.
- Byłaś wtedy taka mała ...
- Wiem, mamo. Też chciałabym żeby te czasy wróciły, ale to niemożliwe. - przytuliłam ją.
- Nie chodzi mi o to żeby to wróciło, po prostu wtedy wiedziałam że zawsze mogę zapewnić ci bezpieczeństwo, że mogę w każdej chwili cię przytulić i że zawsze jesteś ze mną. A teraz kiedy wyjedziesz nie zobaczę cię przez długi czas. Ewidentnie nie mogę pogodzić się z tym że jesteś już dorosła ...
-Kocham cię! - przytuliłam ją raz jeszcze i dałam jej całusa w policzek.
- Ja ciebie też - szeroko się uśmiechnęła. -To kiedy wyjeżdżasz ? - spytała.
- Jutro na wieczór - spojrzałam na nią z przeprosinową miną.
- No cóż, w takim razie musimy jak najlepiej wykorzystać ten czas.- uśmiechnęła się z przymusu. - Zrobię babeczki, za 30 minut zejdź na dół, dobrze ? -spytała
- No jasne - puściła po woli jej rękę, gdy chciała wyjść z pokoju.
Wyjęłam z szafy swoje wielkie, różowe walizki i zaczęła pakować do nich ubrania. Gdy jedna była już pełna - miałam dość.
Zeszłam na dół w swoich Bożo Narodzeniowych pidżamach, w których moja rodzina chodziła zawsze w 1 dzień świąt i zasiadłam z Mikem, babcią i Kevinem przed telewizorem.
To był bardzo dobry moment żeby im także powiedzieć o moim wyjeździe.
- Chciałam wam o czymś powiedzieć ... - wszyscy się na mnie spojrzeli. - Jutro wyjeżdżam na długo - spuściłam głowę.
- Co? Gdzie wyjeżdżasz ? - spytała babcia.
- Jadę z Justinem w trasę. Tzn. ona się jeszcze nie zaczyna, ale musimy jechać już jutro. -wytłumaczyłam odpowiednio gestykulując rękoma.
- Nie, Perry nie zostawiaj mnie - powiedział Kev ze łzami w oczach.
- Nie chcę, ale muszę to zrobić. Widocznie tak miało ułożyć się moje życie - przytuliłam go.
Mały przez łzy, prawie się dusząc próbował powiedzieć mi że mnie kocha. To było słodkie i kochane.
***
Cały dzień spędziliśmy razem. Taki rodzinny dzień.
O 21:00 poszłam spać.
Odpoczywałam aż do 10:00. Gdy tylko wstałam wzięłam szybki prysznic, związałam włosy w niedbałego koka i ubrałam się.
Mama zrobiła mi pyszne śniadanie, a zaraz po nim poszłam spakować resztę ubrań.
Zajęło mi to 4 godziny, a o 14 zeszłam na obiad. Justin dzwonił do mnie ze 20 razy po to aby zapytać czy jestem już gotowa. Był bardzo podekscytowany...
____________________________________________________________________________
Perry zgodziła się na wyjazd z Justinem... Już niebawem zacznie się masa kłopotów, która uderzy w ich związek: pierwsze sprzeczki, pierwsze nieporozumienia... To będzie dla nich ciężkie.
CZYTAJCIE I KOMENTUJCIE !!!!
PS. Przepraszam że tak długo nie dodawałam rozdziałów, ale mam masę nauki i strasznie dużo godzin w szkole.
Pozdrawiam Julkę, która była chora żeby szybko wyzdrowiała bo musimy pisać nowe rozdziały i Natalkę, która pojechała do Warszawy i nie zajrzała do mnie w weekend - to przez nie między innymi mam napady śmiechu : D :P !!!
niedziela, 6 października 2013
Rozdział 18
Siedzieliśmy obok niego jakieś dobre 3 godziny aż lekarz po prostu nasz wyprosił.
Wróciliśmy do domu. Była 05;00 więc wszyscy już spali. Justin udał się do kuchni, a ja do swojego pokoju. Wzięłam zimny prysznic, ubrałam się w pidżamy i poszłam spać.
***
Wstaliśmy około godziny 12, gdyż babcia budziła nas na obiad. Szybko się ogarnęliśmy i zeszliśmy na dół. Po godzinnym lamentowaniu w nocy wyglądałam jak trup, ale makijaż wszystko załatwił.
Babcia za nic w świecie nie mogła dowiedzieć się o tym co się stało.
Gdy tylko zeszliśmy na dół bez Chaz'a od razu o niego spytała.
- Wiesz babciu, Chaz został na noc u swojego dawnego kolegi ... - skłamałam. Rzadko to robiłam, ale gdy było to koniecznością byłam w tym mistrzem.
- Aha - lekko posmutniała.
- A powiedz babciu, spakowałaś się już?- Justin zmienił temat.
Nie trzeba było swa razy powtarzać pytania, babcia tak się rozgadała że chyba zapomniała o Chazie bo więcej o nim nie wspomniała.
O 14;00 pojechaliśmy do szpitala. Musieliśmy iść jeszcze na zeznania, które trwały dwie godziny i dopiero po tym mogliśmy wracać.
O 17;00 wyjechaliśmy z Ottawy do Stratford. Podróż trwała 6 godzin, Były straszne korki i ciężko było jakkolwiek przejechać.
O 21;00 byliśmy na miejscu. Od razu wzięłam prysznic, przebrałam się w pidżamy i poszłam spać.
***
Kiedy rano wstałam do mojego nosa doleciały piękne zapachy. Szybko podniosłam się z łóżka i zbiegłam na dół.
Tak jak przypuszczałam mama i babcia już przygotowywały wypieki na jutrzejszą Wigilię.
- Cóż za cudowne zapachy ! - powiedziałam z wielkim uśmiechem na ustach i przywitałam się z obuma całusem w policzek.
- Już od 2 godzin pieczemy ciasta, ale nie udały by się nam gdyby nie nasz pomocnik.- babcia lekko się zaśmiała i pokazała na drzwi przez, które z jadalni przechodzi się do kuchni. Otworzyły się, a moim oczom ukazał się Justin.
To było trochę niegrzeczne, ale wybuchłam głośnym i nieopanowanym śmiechem. Pamiętam jak jeszcze kilka lat temu przypalał wodę , a ciocia co tydzień musiała kupować nowy czajnik.
- Co nie wierzysz, kochanie ? - spytał obejmując mnie od tyłu.
- Coś nie do końca. - włożyłam palca do masy i maznęłam mu nią nos.
- Ludzie się zmieniają ... , a co do gotowania wody to nadal nie mam talentu, ale ciasta wychodzą mi świetnie - uśmiechnął się i podał mi babeczkę z moim imieniem i serduszkiem.
- Ooooo... to słodkie - powiedziałam i dałam mu całusa.
Mama i babcia tylko się nam przyglądały, a gdy wychodziliśmy skomentowały że jesteśmy ,,przesłodcy".
Poszłam do łazienki wziąć prysznic, a Justin leżał na moim łóżku najpierw oglądając nasze zdjęcia poprzywieszane na szafie, a później moje zeszyty.
Wparowałam do swojego pokoju w samej bieliźnie, gdyż jak zawsze zapomniałam ubrań.
Mój chłopak gwałtownie zerwał się z łóżka i nie mógł oderwać ode mnie wzroku. Nie przeszkadzało mi to , ale chciałam żeby pomógł wybrać mi ubranie.
- Justin! Ocknij się ! - pstryknęłam mu palcami pod nosem i dopiero wtedy się obudził.
- Przepraszam, kotku, ale jesteś sexsowna - przygryzł wargę.
- Tak? A ja myślałam że słodka ? - usiadłam mu na kolanach i objęłam za szyję.
- Jesteś słodka, sexsowna i masz wszystkie najlepsze cechy jakie może mieć dziewczyna. -wyszeptał mi to po woli do ucha. Serce podskoczyło mi do gardła. Zrobiło mi się gorąco - jak zawsze w takich sytuacjach.
W pewnym momencie Justin pocałował mnie, ale to nie był taki zwykły pocałunek. Był magiczny i miłosny. Po woli zaczęło to przechodzić w coś ,,innego", ale do mojego pokoju wszedł Kevin.
Szybko z niego zeskoczyłam , założyłam pierwszy lepszy strój i wszyscy zeszliśmy na dół. Mama wysłała nas po składniki. Ubraliśmy się i poszliśmy do sklepu. Kevin biegał po sklepie, a Justin żeby go złapać biegał za nim. To wyglądało przekomicznie. Mały cały czas krzyczał że ,, spadają mu majtki", ale nie wiedziałam dokładnie o co chodzi bo miał wszystko na swoim miejscu. Robił to chyba po to żeby więcej ludzi zwróciło na niego uwagę. Na prawdę miałam z nich niezły ubaw. Mały dał się złapać dopiero wtedy kiedy ustałam przy kasie.
- O, Matko ! Za Jazzy i Jacksonem jeszcze nigdy nie musiałem tak biegać ! - powiedział zdyszany Biebs.
- Oj słońce, to tylko dla twojej kondycji - uśmiechnęłam się.
***
Wróciliśmy do domu. Resztę dnia pomagaliśmy mamie, babci i Mike'owi. Chaz także do nas wstąpił. Przyznaję - na początku byłam na niego strasznie wściekła, ale później to wszystko mi przeszło.
Nie patrząc na to był dla mnie jak brat.
***
Dzień Wigilii w końcu nadszedł. Wszyscy od samego rana biegali jak poparzeni. Sama atmosfera tego dnia była tak miła że miałam ochotę tylko na to żeby kogoś przytulić.
Spakowałam wszystkie prezenty i włożyłam pod choinkę. Przebrałam się i pomagałam mamie przygotować kolację.
O 18;00 wszyscy już byli. Zasiedliśmy do stołu jak jedna wielka rodzina, mimo że tak na prawdę nią nie byliśmy, a gdy zaświeciła 1 gwiazdka wszyscy rozpakowaliśmy prezenty.
Byłam najszczęśliwsza na świecie kiedy zobaczyłam jak Justin cieszy się z zegarka ode mnie, ale on także sprawił mi prezent - bransoletkę z napisem ,,Kocham cię! Nigdy o mnie nie zapomnij" w serduszku.
Kiedy wszyscy przeszli już do etapu rozmowy, my wybraliśmy się na spacer.
- Czy to nie cudowne ? - spytałam łapiąc Justina za rękę i podpierając podbródek o jego ramię.
- Ale co ? - odwrócił głowę w moją stronę.
- To że kiedyś kochałam Cię jako przyjaciela, a teraz jesteś moim chłopakiem. Nawet nigdy nie pomyślałabym o takim szczęściu. - szeroko się uśmiechnęłam i dałam mu wyraźny znak że chcę buziaka. Z tym nie było problemu. Justin zawsze rozumiał wszystko czego od niego chciałam nawet wtedy kiedy jeszcze nic mu nie powiedziałam.
Lecz zachowywał się trochę nienaturalnie jakby się czymś stresował.
- Justin, co się stało ? - spytałam już trochę poważniej.
- Co???? Nic - odpowiedział panicznie.
- No przecież widzę - zmrużyłam oko i przytwierdziłam go do ściany.
- No dobrze, powiem Ci. Chciałem zrobić to już dawno, ale nie miałem odwagi - powiedział przerażony.
- Justin, cokolwiek teraz powiesz pamiętaj że przejdziemy przez to razem - złapałam go za rękę i spojrzałam głęboko w oczy.
- Okey, no więc... wyjeżdżam.
______________________________________________________________________________
Justin i Perry będą teraz mieli trochę problemów. Czy ich miłość przetrwa próbę? Jak Perry zareaguje na to co powiedział jej Justin ? Jaką złoży jej propozycję ? Dowiecie się już niedługo w następnych rozdziałach...
ZAPRASZAM DO CZYTANIA I KOMENTOWANIA -TO DLA MNIE BARDZO WAŻNE !!!!
Nie patrząc na to był dla mnie jak brat.
***
Dzień Wigilii w końcu nadszedł. Wszyscy od samego rana biegali jak poparzeni. Sama atmosfera tego dnia była tak miła że miałam ochotę tylko na to żeby kogoś przytulić.
Spakowałam wszystkie prezenty i włożyłam pod choinkę. Przebrałam się i pomagałam mamie przygotować kolację.
O 18;00 wszyscy już byli. Zasiedliśmy do stołu jak jedna wielka rodzina, mimo że tak na prawdę nią nie byliśmy, a gdy zaświeciła 1 gwiazdka wszyscy rozpakowaliśmy prezenty.
Byłam najszczęśliwsza na świecie kiedy zobaczyłam jak Justin cieszy się z zegarka ode mnie, ale on także sprawił mi prezent - bransoletkę z napisem ,,Kocham cię! Nigdy o mnie nie zapomnij" w serduszku.
Kiedy wszyscy przeszli już do etapu rozmowy, my wybraliśmy się na spacer.
- Czy to nie cudowne ? - spytałam łapiąc Justina za rękę i podpierając podbródek o jego ramię.
- Ale co ? - odwrócił głowę w moją stronę.
- To że kiedyś kochałam Cię jako przyjaciela, a teraz jesteś moim chłopakiem. Nawet nigdy nie pomyślałabym o takim szczęściu. - szeroko się uśmiechnęłam i dałam mu wyraźny znak że chcę buziaka. Z tym nie było problemu. Justin zawsze rozumiał wszystko czego od niego chciałam nawet wtedy kiedy jeszcze nic mu nie powiedziałam.
Lecz zachowywał się trochę nienaturalnie jakby się czymś stresował.
- Justin, co się stało ? - spytałam już trochę poważniej.
- Co???? Nic - odpowiedział panicznie.
- No przecież widzę - zmrużyłam oko i przytwierdziłam go do ściany.
- No dobrze, powiem Ci. Chciałem zrobić to już dawno, ale nie miałem odwagi - powiedział przerażony.
- Justin, cokolwiek teraz powiesz pamiętaj że przejdziemy przez to razem - złapałam go za rękę i spojrzałam głęboko w oczy.
- Okey, no więc... wyjeżdżam.
______________________________________________________________________________
Justin i Perry będą teraz mieli trochę problemów. Czy ich miłość przetrwa próbę? Jak Perry zareaguje na to co powiedział jej Justin ? Jaką złoży jej propozycję ? Dowiecie się już niedługo w następnych rozdziałach...
ZAPRASZAM DO CZYTANIA I KOMENTOWANIA -TO DLA MNIE BARDZO WAŻNE !!!!
Informacja :D
Hej, chciałam was poinformować o tym że jeśli chcecie być na bieżąco i dostawać powiadomienia o nowych postach na moim blogu to musicie kliknąć ,,obserwuj'' (pod ikonką ze zdjęciem profilowym)!
Pozdrawiam :*
Pozdrawiam :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)