W środku był już Scooter i jeszcze jeden mężczyzna, którego nie znałam.
- Perry, poznaj Alfredo - Justin wskazał na mnie. - Alfredo, poznaj Perry - dokończył Biebs.
- Miło mi poznać - uśmiechnęłam się do czarnookiego chłopaka i usiadłam na fotelu obok Justina i Scootera.
Justin cały lot przepraszał mnie za swoje zachowanie w samochodzie, chociaż ja też nie zachowałam się zbyt grzecznie...
5 godzin później byliśmy już na lotnisku w Calabasas, gdzie było miliony paparazzich.
Justin musiał być do nich przyzwyczajony, gdyż nie wywarło to na nim zbytniego wrażenia.
Szybko przemknęliśmy do czarnego auta podstawionego obok i ruszyliśmy do domu.
Podczas jazdy Scooter i Alfredo opowiadali nam różne dowcipy, a Kenny ze śmiechu opluł przednią szybę auta napojem z czarnej porzeczki.
- Samochód pełen wariatów ! -pomyślałam.
Kiedy w końcu dojechaliśmy zaparło mi dech w piersiach.
Dom był ogromny. W środku było z tysiąc pomieszczeń, aż trudno było się w nim nie zgubić.
Moje walizki targał Justin i Alfredo, którego udało mi się lepiej poznać podczas lotu.
Wpadłam do środka i nie mogłam nic powiedzieć. Zobaczyłam wielki korytarz. Po prawo był salon, w którym stała biała rogówko-kanapa wyściełana puchem, a na przeciwko wisiał ogromny telewizor. Po prawo zaś była kuchnia. Meble były koloru białego zabudowane na jej całej szerokości. Cztery pokoje gościnne, a na samym końcu ogromna łazienka w biało-brązowych płytkach.
Po wyjściu z niej udaliśmy się na górę ogromnymi brązowymi schodami. To był kosmos! Znajdowały się tu 3 sypialnie z łazienkami, sala kinowa, a na następnym piętrze, czyli strychu studio Justina.
- To jeszcze nie koniec, kotku - powiedział Justin i złapał mnie za rękę.
Zeszliśmy na dół, a później do piwnicy, w której znajdowała się kręgielnia i skład deskorolek Justina, a przechodząc przez wielkie niebieskie drzwi trafiałeś do garażu gdzie stało 5 samochodów Biebsa.
- Mo matko! Ty chyba żartujesz ! My będziemy tu mieszkać ? - spytałam dla pewności.
- No oczywiście - uściskał mnie.
To było przecudowne, ale to nie wszystko. W ogrodzie znajdował się ogromny basen, jacuzzi i boisko do naszej ulubionej gry - koszykówki.
Długo zbierałam się po tym co zobaczyłam, ale w końcu trzeba było przejść do rzeczywistości.
Scooter zawołał nas do salonu.
- Mam dla ciebie mega ogromną propozycję ! - spojrzał na mnie.
Byłam zdezorientowana, przecież był menadżerem Justina. Nie miałam pojęcia o co mu chodzi.
- Co to za propozycja ?-spytałam.
- Agencja modelek ,,Victoria Secret" chce przyjąć cię pod swoje skrzydła - powiedział.
To pytanie było dla mnie absurdalne. Myślałam że po prostu robią sobie ze mnie żarty.
- Słuchaj Scoot, wiem że lubisz robić sobie żarty, ale nie nabijaj się z moich nie spełnionych ambicji - zrobiłam smutną minkę. Oczywiście z żartów. Miałam ogromny dystans do siebie i potrafiłam śmiać się z żartów o mnie.
- Ale to nie żary, słonko - uśmiechnął się i usiadł na blat kuchenny..- Jeśli się zdecydujesz przyjmę cię pod swoje skrzydła.
Wtedy byłam pewna że nie żartuje.
- Nie potrafię Ci teraz odpowiedzieć. Muszę się zastanowić, okey ? - spytałam.
- Jasne. Pogadaj z rodzicami, Justinem i z kim tam chcesz tylko nie później niż do jutro wieczór - puścił mi oczko i wyszedł z domu.
- Gdzie on poszedł ? - spytałam.
- Leci zaraz do NY - odpowiedział Fredo i poszedł do góry.
Justin stał tylko z wielkim uśmiechem. Podszedł do mnie i posadził mnie na blat.
- Cudowna szansa wraz z nowym życiem,co ? -spytał podekscytowany.
- Bez wątpienia, tylko nie wiem czy będę potrafiła z niej skorzystać - złączyłam usta w linie.
- Ale jak to ? - spytał zdziwiony.
- Justin, mam za dużo kompleksów żeby zostać modelką, a już na pewno modelką bielizny - zeskoczyłam z blatu i nalałam sobie wody do szklanki.
- Słońce przestań tak mówić. Sama sobie to wmawiasz. Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie - złapał mnie za rękę. - A z resztą pomyśl, czy w VC chcieli by kogoś kto jest brzydki. Hmm ... ??? - spytał.
To mnie względnie pocieszyło.
- Może i masz rację - powiedziałam.
- No pewnie że mam - przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.
Cieszyłam się że oprócz tego że jest moim chłopakiem, to także jest moim przyjacielem :D
___________________________________________________________________________
Czy Perry przyjmie propozycje zostania modelką ? Co stanie się z ich związkiem po rozpoczęciu trasy Justina ? PRZEKONACIE SIĘ JUŻ WKRÓTCE !!!! <3
wtorek, 5 listopada 2013
poniedziałek, 4 listopada 2013
Rozdział 20
Cały czas nie opuszczałam mojej rodziny na krok . Chciałam z nimi spędzić te ostatnie godziny przed odjazdem, aż w końcu nastała godzina 20:00. Justin wraz ze swoim ochroniarzem podjechali po mnie wielkim czarnym vanem i zabrali moje walizki. To był czas na pożegnanie:
- Mamo, kocham Cię i pamiętaj że będę często dzwonić - przytuliłam ją.
- Babciu, pamiętaj że Ciebie też bardzo kocham i mam nadzieję że będę mogła częściej się z tobą widywać- także mocno ją przytuliłam.
- Mike, opiekuj się mamą. Jestem przeszczęśliwa że znalazła kogoś takiego jak ty.
Teraz przyszła kolej na Kevina. Malutki cały zapłakany stał w rogu.
- Hej ! Przystojniaczku ! Nie smuć się ! Będę często tu zaglądała więc bez obaw i pamiętaj że będę za tobą bardzo tęsknić - wzięłam go na ręce i mocno przytuliłam.
- Kocham Cię - powiedział do mnie swoim cieniutkim głosikiem.
- Ja ciebie też - dałam mu całusa w policzek i odstawiłam go na ziemię.
Justin także ze wszystkimi się pożegnał i oboje wsiedliśmy do auta.
Byłam strasznie przygnębiona.
- Słońce, nie bądź taka smutna, proszę. Nie mogę na to patrzeć - przysunął się do mnie obejmując ramieniem i dał mi pocieszającego całusa. Kochałam to ! Czułam się wtedy jak dziecko :)
- Przepraszam ja po porostu... nigdy nie wyjeżdżałam z domu na tak długo. - wytłumaczyłam znacząco gestykulując rękoma.
- Tak, wiem, ale to przecież nie jest żadne więzienie i w każdej chwili będziesz mogła wrócić.
- Masz rację, ja wiem i cieszę się że wyjechałam z tobą - w końcu się uśmiechnęłam.
- No i to, to ja rozumiem. Najcudowniejszy uśmiech świata - zaśmiał się i pocałował mnie.
- To gdzie jedziemy ? - spytałam zmieniając temat.
- Lecimy - poprawił śmiesznie wymachując ręką.
- No tak panie profesorze. To gdzie lecimy ? - spytałam ponownie.
- Najpierw do Calabasas- cwaniacko się uśmiechnął.
- Co ? Ale po co ? -spytałam ze zdziwieniem.
- Do naszego nowego domu ! - spokojnie powiedział rozkładając się na fotelu.
- Jak to ? - spytałam zamurowana.
- Normalnie, kochanie. Nie chcesz ze mną mieszkać?
- Nie o to chodzi, ale sądzisz że to dobry pomysł ? - zadałam niepewne pytanie.
- No jasne. Zawsze podejmuje dobre decyzje - uśmiechnął się dumny z siebie.
- Nie sądzę. Nie ma ludzi nieomylnych. Myślę że mieszkanie ze sobą to duży krok i decyzję o tym powinniśmy podjąć razem. Bycie razem mówi samo za siebie. Dzielisz coś z kimś, tak samo jak dom i decyzję -wytłumaczyłam.
- Co chcesz przez to powiedzieć ?- spytał poddenerwowany.
- To że nie podoba mi się to że sam podejmujesz decyzje ! -warknęłam.
- Ale ja tylko wyszedłem z inicjatywą. Jeśli nie chcesz że mną mieszkać to wcale nie musisz - próbował wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia. Strasznie mnie to wkurzało.
- Nie chodzi o to. Bardzo chcę z tobą zamieszkać, a tym swoim wymuszaniem poczucia winy udowadniasz że jesteś strasznie dziecinny- spokojnie wytłumaczyłam, ale Justina to rozwścieczyło.
- Ja jestem dziecinny ? Pfff...- wyparł się.- To raczej ty jesteś dziecinna - wskazał na mnie palcem.
- Tak ? Podaj przykład - moje emocje także zaczęły buzować.Nie miałam zamiaru mu odpuszczać.
- Cały czas płaczesz i nawet na chwilę nie potrafisz rozstać się ze swoją matką !
- Hahaha. Jesteś śmieszny ! - zadrwiłam. - Płaczę bo widocznie mam do tego powód, a moja mama jest dla mnie bardzo ważna i jak jeszcze nie zauważyłeś to właśnie się z nią rozstałam! - wydarłam się.- Powiedz mi, a może ja jestem tylko kolejna dziewczyną dla chwytu marketingowego? Wiesz co ? Jesteś świetnym aktorem, ale ja nie mam czasu na fikcję !
- Co ty pierdolisz ? -spytał.
- To co czuję właśnie w tej chwili. - krzyknęłam.
- Nigdy nie kochałem żadnej dziewczyny tak jak Ciebie ! - także krzyknął.
- I tak to okazujesz ? - zadałam po cichu pytanie. Patrzyłam na niego z zaszklonymi oczami.
- Przepraszam - wyszeptał i mocno mnie przytulił.- Po prostu pomyślałem że jeśli nie chcesz ze mną zamieszkać to oznacza że mnie nie kochasz - wytłumaczył.
- Przecież cały czas powtarzam że chcę z tobą zamieszkać - spojrzałam na niego.
- Wiem, jeszcze raz cię przepraszam - pocałował mnie w czoło i właśnie wtedy samochód się zatrzymał i udaliśmy się do prywatnego samolotu Justina...
_________________________________________________________________
Przepraszam że długo nie dodawałam, ale teraz postaram się dodać wszystko co spisałam przez ostatnie tygodnie :D <3
- Mamo, kocham Cię i pamiętaj że będę często dzwonić - przytuliłam ją.
- Babciu, pamiętaj że Ciebie też bardzo kocham i mam nadzieję że będę mogła częściej się z tobą widywać- także mocno ją przytuliłam.
- Mike, opiekuj się mamą. Jestem przeszczęśliwa że znalazła kogoś takiego jak ty.
Teraz przyszła kolej na Kevina. Malutki cały zapłakany stał w rogu.
- Hej ! Przystojniaczku ! Nie smuć się ! Będę często tu zaglądała więc bez obaw i pamiętaj że będę za tobą bardzo tęsknić - wzięłam go na ręce i mocno przytuliłam.
- Kocham Cię - powiedział do mnie swoim cieniutkim głosikiem.
- Ja ciebie też - dałam mu całusa w policzek i odstawiłam go na ziemię.
Justin także ze wszystkimi się pożegnał i oboje wsiedliśmy do auta.
Byłam strasznie przygnębiona.
- Słońce, nie bądź taka smutna, proszę. Nie mogę na to patrzeć - przysunął się do mnie obejmując ramieniem i dał mi pocieszającego całusa. Kochałam to ! Czułam się wtedy jak dziecko :)
- Przepraszam ja po porostu... nigdy nie wyjeżdżałam z domu na tak długo. - wytłumaczyłam znacząco gestykulując rękoma.
- Tak, wiem, ale to przecież nie jest żadne więzienie i w każdej chwili będziesz mogła wrócić.
- Masz rację, ja wiem i cieszę się że wyjechałam z tobą - w końcu się uśmiechnęłam.
- No i to, to ja rozumiem. Najcudowniejszy uśmiech świata - zaśmiał się i pocałował mnie.
- To gdzie jedziemy ? - spytałam zmieniając temat.
- Lecimy - poprawił śmiesznie wymachując ręką.
- No tak panie profesorze. To gdzie lecimy ? - spytałam ponownie.
- Najpierw do Calabasas- cwaniacko się uśmiechnął.
- Co ? Ale po co ? -spytałam ze zdziwieniem.
- Do naszego nowego domu ! - spokojnie powiedział rozkładając się na fotelu.
- Jak to ? - spytałam zamurowana.
- Normalnie, kochanie. Nie chcesz ze mną mieszkać?
- Nie o to chodzi, ale sądzisz że to dobry pomysł ? - zadałam niepewne pytanie.
- No jasne. Zawsze podejmuje dobre decyzje - uśmiechnął się dumny z siebie.
- Nie sądzę. Nie ma ludzi nieomylnych. Myślę że mieszkanie ze sobą to duży krok i decyzję o tym powinniśmy podjąć razem. Bycie razem mówi samo za siebie. Dzielisz coś z kimś, tak samo jak dom i decyzję -wytłumaczyłam.
- Co chcesz przez to powiedzieć ?- spytał poddenerwowany.
- To że nie podoba mi się to że sam podejmujesz decyzje ! -warknęłam.
- Ale ja tylko wyszedłem z inicjatywą. Jeśli nie chcesz że mną mieszkać to wcale nie musisz - próbował wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia. Strasznie mnie to wkurzało.
- Nie chodzi o to. Bardzo chcę z tobą zamieszkać, a tym swoim wymuszaniem poczucia winy udowadniasz że jesteś strasznie dziecinny- spokojnie wytłumaczyłam, ale Justina to rozwścieczyło.
- Ja jestem dziecinny ? Pfff...- wyparł się.- To raczej ty jesteś dziecinna - wskazał na mnie palcem.
- Tak ? Podaj przykład - moje emocje także zaczęły buzować.Nie miałam zamiaru mu odpuszczać.
- Cały czas płaczesz i nawet na chwilę nie potrafisz rozstać się ze swoją matką !
- Hahaha. Jesteś śmieszny ! - zadrwiłam. - Płaczę bo widocznie mam do tego powód, a moja mama jest dla mnie bardzo ważna i jak jeszcze nie zauważyłeś to właśnie się z nią rozstałam! - wydarłam się.- Powiedz mi, a może ja jestem tylko kolejna dziewczyną dla chwytu marketingowego? Wiesz co ? Jesteś świetnym aktorem, ale ja nie mam czasu na fikcję !
- Co ty pierdolisz ? -spytał.
- To co czuję właśnie w tej chwili. - krzyknęłam.
- Nigdy nie kochałem żadnej dziewczyny tak jak Ciebie ! - także krzyknął.
- I tak to okazujesz ? - zadałam po cichu pytanie. Patrzyłam na niego z zaszklonymi oczami.
- Przepraszam - wyszeptał i mocno mnie przytulił.- Po prostu pomyślałem że jeśli nie chcesz ze mną zamieszkać to oznacza że mnie nie kochasz - wytłumaczył.
- Przecież cały czas powtarzam że chcę z tobą zamieszkać - spojrzałam na niego.
- Wiem, jeszcze raz cię przepraszam - pocałował mnie w czoło i właśnie wtedy samochód się zatrzymał i udaliśmy się do prywatnego samolotu Justina...
_________________________________________________________________
Przepraszam że długo nie dodawałam, ale teraz postaram się dodać wszystko co spisałam przez ostatnie tygodnie :D <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)