piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 14

- Dobrze, ty wcale mi się nie podobałeś - powiedziała prawie przez płacz i pobiegła do łazienki.
- Załatwiłeś ją Bieber - zaśmiałam się.
- To dla ciebie Daniels : ) - uśmiechnął się do mnie szeroko.
*** 3 TYGODNIE PÓŹNIEJ***
Właśnie dziś jest sobota. Od poniedziałku już nie idziemy do szkoły, ponieważ zaczyna się przerwa świąteczna. Za tydzień Boże Narodzenie. Śnieg pięknie pruszy, domy i zaśnieżałe ogrody pięknie poustrajane. Wszyscy przygotowywują się do świąt. U nas także panuje rodzinna atmosfera. Mike i mama są już oficjalnie razem, można powiedzieć że oni już u nas mieszkają, gdyż praktycznie są u nas cały czas.
  Justin nagrał już wszystkie swoje piosenki na płytę, którą zatytuował ,,Believe"i nakręcił teledyski do dwóch piosenek : ,,Boyfriend" i ,,As long as you love me ". Ostatnio wspomniał także coś o trasie koncertowej, ale to jeszcze nie potwierdzone.
    Te ostatnie tygodnie były bardzo intensywne. Wszyscy pracowaliśmy nad tym żeby Justin znów wrócił na rynek i udało się, ale postanowił przynajmniej do końca roku zostać jeszcze w Stratford.
***
Siedziałam razem z Kevinem przed telewizorem i oglądaliśmy Scoobiego - Doo. Nagle Mike i mama zawołali nas do kuchni.
- Mamy wam coś ważnego do powiedzenia - zaczął poważnie Mike.
- A mianowicie: Postanowiliśmy że zamieszkamy razem - powiedziała mama.
- To super ! Bardzo się cieszę - przytuliłam obojga.
- Ale to nie koniec - dokończył Mike.To mówienie na zmianę było strasznie dziwne.
-Przeprowadzamy się ! Dom mamy już kupiony - krzyknęła podekscytowana mama.
- Co ? Ale gdzie ? - trochę się wystraszyłam.
- Spokojnie, kochanie. Przeprowadzamy się po prostu na inne osiedle do większego domu.- uspokoiła mnie mama.
Kamień spadł mi z serca.
- Musicie spakować się do poniedziałku bo będziemy przewozić meble - powiedział Mike.
- A gdzie dokładnie ten dom ? -spytałam.
- Dokładnie to dwa domy dalej od domu cioci Pattie i Justina - powiedziała.
- Żartujesz ? - spytałam cała w skowronkach, gdyż zaczęło nam się dobrze układać. Byliśmy na etapie ,,najlepszy przyjaciel - związek".
   Nagle zadzwonił mój telefon. To był właśnie Justin:
P: No co tam ? - spytałam.
J: Perry wyjdź przed dom. Muszę z tobą porozmawiać - powiedział zdenerwowany.
Ubrałam kurtkę i buty i wyszłam na zewnątrz.
      Justin stał oparty o swoje auto.
- To o czym chciałeś pogadać? - spytałam
Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Zrobiło się gorąco pomimo -15 stopni na dworze.
- Już wiem że się przeprowadzasz. - powiedział smutny. Chciałam mu przerwać, ale mi na to nie pozwolił.- Nic nie mów tylko mnie posłuchaj - powiedział poważny.- Wiem, różnie między nami bywało, ale podobałaś mi się nawet wtedy kiedy byliśmy mali. Te wszystkie podchody, piosenki, które napisałem są o tobie i dla ciebie. Wiem że teraz powiesz że chcesz być tylko moją przyjaciółką, albo że związki na odległości nie mają sensu, ale ja chcę być z tobą . Mam masę forsy. Kupię dom obok ciebie i zrobię wszystko żebyś była obok mnie. Po prostu Cię kocham - powiedział i wytarł mi łezkę szczęścia, która właśnie spływała mi po policzku.
   Byłam strasznie szczęśliwa. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie usłyszałam.
- Nie wyprowadzam się ze Stratford - powiedziałam wtulając się w niego, ale nic nie usłyszał przez moje szlochy.
- Możesz powtórzyć ? -spytał.
- Nie wyprowadzam się ze Stratford, idioto - powiedziałam i wbiłam się w jego lekko zaczerwienione usta.
- Ale jak to ? - spytał kiedy skończyliśmy nasz pocałunek .
- Tak to. Przeprowadzam się po prostu do innej dzielnicy. Na nasze szczęście, dwa domy dalej od ciebie.- powiedziałam przecierając łzy.
- Na prawdę ? - spytał z niedowierzaniem.
- Tak, ale cieszę się że myślałeś że wyjeżdżam bo inaczej to chyba nigdy nie dowiedziałabym się co do mnie czujesz - uśmiechnęłam się szeroko.- Muszę już iść. Mama i Mike kazali nam spakować się do poniedziałku, a wiesz ile ja mam ciuchów - powiedziałam
- Wiem - lekko się uśmiechnął i zamrugał.
- Co ? - spytałam bo nie miałam pojęcia o co mu chodzi.
- Jesteś taka piękna - powiedział i jeszcze bardziej się do mnie przysunął.
- Tak ? Nie wiedziałam - wyszczerzyłam się, a Justin cmoknął mnie lekko w usta.
- Idź się już pakować- powiedział. - Ale zobaczymy się jutro ? -spytał.
- No jasne, to pa - powiedziałam i udałam się do domu.
To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu .
****
- Mamo, a macie jakieś kartony ? -spytałam zdejmując kurtkę i buty.
- Tak, są w piwnicy. Weź tyle ile ci potrzeba - krzyknęła z kuchni.
Zeszłam na dół, na razie wzięłam ich kilka i poszłam pakować swoje rzeczy.
Najpierw spakowałam ubrania i buty co zajęło mi 3 godziny, a resztę zostawiłam na jutro.
   Wzięłam kąpiel. Przebrałam się w pidżamy i poszłam spać .
***
Wstałam ok 8;00. Wzięłam prysznic, ubrałam się, umyłam zęby, wysmarowałam się moim ulubionym arbuzowym kremem i zeszłam na dół na śniadanie.
***
Razem z mamą pojechałyśmy do kościoła i wróciłyśmy ok.11;00.
Po powrocie od razu zabrałyśmy się do pakowania.
W moim pokoju zostało tylko kilka ramek ze zdjęciami i obrazków na ścianach. Szybko je pozdejmowałam i zeszłam na dół pomóc mamie.
Nagle zadzwonił dzwonek.
- To ja otworzę - powiedziała mama.
- Okey - zgodziłam się byłam właśnie w trakcie pakowania szklanek w kuchni.
   W pewnym momencie ciarki przeszły po całym moim ciele, ponieważ ktoś położył swoje zimne łapska na moim brzuchu. To był oczywiście Justin, od którego dostałam zmarzniętego buziaka.
- Masz zimny nos - powiedziałam szczerząc się.
- Co ty powiesz? - spojrzał na mnie z miną myśliciela.
- Co tu się dzieje ? - spytała zaskoczona mama kiedy weszła do kuchni, a tam zastała ,, nas "- Czy ja o czymś nie wiem ? - Chciała być poważna podczas tego pytania, ale nie wytrzymała i zaczęła się śmiać.- Żartowałam, ale się cieszę że jesteście razem - powiedziała i przytuliła nas.- Ale teraz proszę wyjdźcie z kuchni bo mi przeszkadzacie - uśmiechnęła się.
- Okey, to chodźmy do mnie - powiedziałam i pociągnęłam go za rękę do góry.
- Mam dla ciebie prezent - powiedział Biebs wyciągając pudełko z kieszeni.
  Gdy tylko je otworzył moim oczom ukazał się piękny pierścionek z literą J.
- O matko ! Jaki on śliczny  !! - przytuliłam go. Wyjęłam pierścionek z pudełka i wsunęłam go na palec.
- Czyli podoba ci się- spytał.
- Podoba ? On jest świetny - powiedziałam. - Należy ci się nagroda - uśmiechnęłam  się cwaniacko i dałam mu słodkiego buziaka. Niestety musieliśmy przerwać gdyż mój telefon zaczął dzwonić bez opamiętania.
To byłą babcia...
P: Co tam babciu ? - spytałam.
B: Bo wiesz Perry pomyślałam że jeżeli i tak musisz po mnie przyjechać to może zabrała byś swoich przyjaciół i przyjechała do mnie już w środę. Zostalibyście trochę u mnie .
P; No jasne babciu. Zapytam ich i oddzwonię do ciebie - powiedziałam i rozłączyłam się,
Moja babcia miał na imię Clara i mieszkała w Ottawie. Jest bardzo fajna i rozrywkowa. Kiedyś często do niej zaglądałam.
- Babcia zaprasza nas do siebie - powiedziałam do Justina.
- Kiedy ? - spytał kładąc się na łóżku.
- No zapewne od środy do soboty - uśmiechnęłam się.
- Nie mogę. Muszę zostać z Jazzy. Obiecałem - powiedział smutny.
- Co za problem ? Może przecież jechać z nami - powiedziałam.- A tak w ogóle to jak z Jacksonem. Jak on się czuje ?- spytałam.
Jackson złamał sobie nóżkę schodząc ze schodów. Strasznie było mi go szkoda.
- Dobrze. Noga się zrasta. - odpowiedział.
Usiadłam obok niego na łóżku.
- To zadzwonię jeszcze do Chaza i Ryana - wyjęłam telefon z kieszeni.
- Co ? Myślałem że pojedziemy sami  - objął mnie od tyłu i pocałował w szyję.
- To źle myślałeś, kotku - powiedziałam i lekko dotknęłam jego nosa.
  Zadzwoniłam do chłopaków. Dowiedziałam się że Ryan jest u babci i wraca dopiero w sobotę, ale z to Chaz zgodził się z nami jechać.
- Hej, skoro zabieramy Chaza i Jazzy to może zabierzemy też Kevina, chociaż malutka będzie miała co robić- zaproponował Justin.
- Okey, zapytam - uśmiechnęłam się szeroko a w zamian dostałam buziaka.
Nagle telefon Justina zawibrował. To był znak że dostał sms-a.
Odczytał go i powiedział :
- Muszę iść. Scooter przyjechał omówić jakieś sprawy, ale może pójdziesz ze mną ? - spytał łapiąc mnie za ręce.
- Nie mogę. Muszę pomóc mamie spakować resztę rzeczy - odpowiedziałam smutna.
- Szkoda, ale zajrzę do ciebie jutro żeby Ci pomóc - uśmiechnął się.
- Okey, pa - dałam mu całusa w policzek.
   Justin wyszedł z pokoju , ale schodząc po schodach krzyknął :
- Już tęsknie - uśmiechnęłam się sama do siebie i udałam się z pudłami na strych, gdzie znajdowały się wszystkie stare zdjęcia i rzeczy. Oczywiście zdjęć było najwięcej moich, Caitlin, Chaza, Chriastiana, Justina i Ryana. Wszystkie te rzeczy spakowałam do oddzielnego pudła i zniosałm na dół. Zjadłam sobie jakiś jogurt i włączyłam telewizje.
Byłam strasznie zdziwiona bo mama ani razu nie spytała o mnie i o Justina, ale było mi to na rękę bo niezbyt lubiłam dzielić swoimi sprawami uczuciowymi ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W końcu razem ... mam nadzieję że wam się podoba : )  Proszę o komentarze :* <3 

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 13

Kiedy wszyscy opuściliśmy restauracje zrobiliśmy małą wymianę. Mama pojechała z ciocią Robyn, a Perry pojechała ze mną odwieźć Jacksona i Jazzy.
***
- To pa. Widzimy się w następną sobotę - powiedziałem kiedy wychodziliśmy z domu taty. - To co jedziemy nagrać ten filmik - stwierdziłem pytająco.
- No jasne - powiedziała z uśmiechem. - O ! Miałam Ci o czymś powiedzieć - przypomniała sobie podekscytowana. - Wczoraj byli u nas na kolacji Mike i Kevin.
- A kto to ? - spytałem bo nie miałem pojęcia o kim mówi.
- No poczekaj, daj mi skończyć - uciszyła mnie.- Mike to chłopak mamy, a Kevin to jego przesłodziutki synek.Ma trzy latka : )
- To super. Mam nadzieję że niedługo będziemy bawić się na weselu - zaśmiałem się.
- Fajnie by było - przytaknęła mi z uśmiechem.
***OCZAMI PERRY***
W końcu dojechaliśmy do domu Biebsa. Pierwsze za co się zabraliśmy to nagrywanie filmiku.
  Wzięłam jego telefon i włączyłam nagrywanie.:
-Cześć kochani ! To znów ja. Chciałem wam powiedzieć że jestem strasznie podekscytowany nową płytą. Dziękuję za wasze wsparcie i za to że ,,znów jesteśmy". Mam wielkie plany co do najnowszej płyty i jestem pewien że mnie w nich wspomożecie. Już za kilka dni zaczynamy pracę nad nią. Moi przyjaciele, czyli : Ryan, Chaz i Perry bardzo mi pomagają no więc pamiętajcie NEVER SAY NEVER i trzymajcie się mocno. Kocham was - powiedział i jak zawsze na końcu puścił całuska.
- Było świetnie. To może wrzuć to na tt, a ja zadzwonię po chłopaków ? - spytałam.
- Dobry pomysł - powiedział, ale chyba nie był zbyt zadowolony.
Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam to tych matołów, a później przyglądałam się co Justin robi w swoim laptopie.
   Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Razem zeszliśmy na dół żeby je otworzyć. Byli to Chaz, Ryan i menedżer Justina - Scooter, jak sądzę.
Chłopcy od razu weszli do salonu i usadowili się przed telewizorem.
- Scooter, poznaj moją przyjaciółkę Perry - powiedział Justin.
- Cześć, miło mi poznać - powiedziałam uśmiechając się.
- Perry ? - złapał się za podbródek.- To jest połowa ponownego sukcesu Justina - powiedział.
- Dokładnie - zaśmiał się Justin.
- W takim razie cieszę się że mogę poznać - ukłonił się i zwrócił się do Justina. - Daj mi piosenki. Podkład do nich będzie za tydzień. Jeśli chcesz możesz nagrać je u siebie w domu, chłopacy chętnie do ciebie wpadną - powiedział.- A no i nowe piosenki to najlepiej już na za tydzień  - uśmiechnął się.
- Zrobi się - krzyknął Justin i pobiegł do góry.
***
Kiedy Scooter dostał to po co przyszedł, szybko się zmył bo miał do załatwienia jakieś ,,ważne sprawy ", jak twierdził.
Po drodze wyminęła go także ciocia Pattie, która właśnie wróciła do domu.
- Mam propozycje - powiedziałam.- Mama pracuje dziś na noc. Możemy zrobić sobie dziś mini wieczór filmowy tylko musicie wziąć ubrania bo jutro do szkoły - uśmiechnęłam się.
- Wyrąbiście - krzyknął Ryan i razem z Chaz'em wybiegli z domu jak torpedy.
- A ty Jusi, idziesz ? - spytałam słodko.
- No jasne. Jakbym mógł tobie odmówić - obrócił mnie w swoją stronę i przytulił.
Wziął kilka ubrań. Powiedział cioci że dziś razem z chłopakami nocują u mnie i pojechaliśmy do mojego domu. Wyjęłam klucze spod wycieraczki i otworzyłam drzwi. Chaz i Ryan także byli już po 5 minutach.
  Nasypaliśmy chipsów, popcornu i żelków do misek. Nalaliśmy sobie coli do szklanek i oglądalśmy filmy do momentu, w którym wszyscy usnęliśmy na kanapie.
***
Budzik obudził mnie o 7;00 rano. Ku swojemu zdziwieniu leżałam już w swoim łóżku, ale postanowiłam się wnikać w szczegóły tego zajścia.
Wzięłam szybki prysznic. Rozczesałam włosy, umyłam zęby, ubrałam się i zeszłam na dół.
Chłopcy siedzieli przy stole i zajadali jajecznicę. To był rzadki widok.
- A co tu się dzieje ? - spytałam zdziwiona.
- Ryan zrobił jajecznicę - powiedział Justin.
- Siadaj, na ciebie też już czeka - powiedział Ray.
Jajecznica była pyszna.
Kiedy wszyscy już do końca się ogarnęliśmy udaliśmy się do szkoły.
***
 Lekcje mijały bardzo spokojnie aż w końcu nadeszła pora lunchu.
Podeszła do mnie Mary i spytała:
- Cześć, możemy chwilkę pogadać ?
- No jasne- zgodziłam się.
- Wiesz... skoro ja teraz jestem dziewczyną Justina to może byśmy mogły się zaprzyjaźnić? - spytała.
- Tsa... wiesz co może później - powiedziałam lekko się odsuwając z zażenowania.- A z tego co wiem to Justin wcale Cię nie zapytał o to czy chcesz być jego dziewczyną - powiedziałam i odwróciłam się w drugą stronę kierując się do bufetu, ale Mary złapała mnie za rękę i przyciągnęła do siebie.
- Słuchaj suko ! - wrzasnęła. - Wiem że chcesz mi go zabrać, ale nawet o tym nie myśl. On nigdy nie chciałby być z takim brzydalem jak ty - powiedziała.
Nagle podszedł do nas Justin.
- O Justin ! Wiesz co ona mi powiedziała - poskarżyła się oburzona.
- Tak, słyszałem i słyszałem także co ty powiedziałeś i chcę Ci tylko powiedzieć że umówiłem się z tobą dla zabawy. Nigdy nie chciałbym być z kimś taki jak ty, a Perry nawet nie powinnaś do siebie porównywać bo ona jest od ciebie mądrzejsza, ładniejsza i na pewno milsza - powiedział.
Szczęka opadała mi do piersi.
- Co chcesz przez to powiedzieć ? - spytała.
- To że o sto razy bardziej wolałbym być z Perry niż t tobą ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział pisany przy muzyce Chrisa Browna i Rihanny haha. Proszę o komentarze i strasznieee się cieszę że czytacie i dziękuję za tyle wejść :* <3 


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 12

O 23:00 goście już się zmyli, gdyż malutki Kevin zrobił się bardzo senny.
  Pomogłam posprzątać mamie i poszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w pidżamy i włączyłam laptopa.
 Weszłam na twittera i z ciekawości odwiedziłam profil Justina żeby zobaczyć czy liczba obserwujących chociaż trochę się poprawiła. To co zobaczyłam było cudowne! Liczba znów wzrosła do 35 milinów, co prawda to i tak nie wszyscy, ale coś było ...
Szybko wykręciłam numer do Justina i zadzwoniłam żeby podzielić się z nim tą informacją :
P: Śpisz ? - spytałam.
J: Nie, oglądam telewizje - odpowiedział.
P: To dobrze. Wejdź na swój profil na twitterze - powiedziałam bez żadnych emocji żeby nie zepsuć niespodzianki.
J: Okey, tylko pójdę po laptopa - odpowiedział.
Po kilku minutach słyszałam tylko : - O matko ! O my goschhh !!! Jak to możliwe. Już myślałem że poszedłem w zapomnienie :( - powiedział .
P: Widzisz. Miałam racje. Jak zwykle oczywiście - powiedziałam przez śmiech w żartach .
J; Jesteś kochana. Pomożesz mi jutro nagrać kolejny filmik, prawda ? - spytał.
P: No jasne. Ja też muszę Ci coś powiedzieć - pomyślałam oczywiście o Mike'u i o Kevinie i o wczorajszej kolacji. - Dobra to do jutra, pa :* - powiedziałam.
J: Pa, miłych snów - odpowiedział i rozłączyliśmy się.
Dodałam krótką wzmiankę :
,, Ludzie bywają kłamliwi, ale prawdziwi przyjaciele zawsze Ci pomogą''  i wyłączyłam laptopa.
Wysmarowałam się kremem i poszłam spać.
***OCZAMI JUSTINA***
Byłem tak szczęśliwy że nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Moi Beliebers uwierzyli we mnie po raz drugi. Tego wieczoru postanowiłem że swoją płytę zatytułuję ,,Believe". Słowa piosenki pod tym tytułem także już były w mojej głowie. Szybko je spisałem żeby tylko nie wyleciały mi z głowy.
  Mój telefon zadzwonił po raz drugi, ale tym razem był to Scooter. Przeciągnąłem palcem po wyświetlaczu i odebrałem połączenie.
J: Co tam ? - spytałem chociaż i tak wiedziałem że chodzi mu o wzrost obserwujących na tt.
S: Nie wiem jak udało Ci się ich odzyskać, ale wracasz na rynek. Jutro wpadnę po przynajmniej 4 piosenki. Oddam je wytwórni na przeróbkę i robimy sesję na okładkę nowej płyty, a no i mam nadzieję że masz już jej nazwę - powiedział.
J: Tak mam wszystko - odpowiedziałem podekscytowany.
S: Okey, to nie przeszkadzam. Widzimy się jutro po południu - powiedział po czym się rozłączył.
Poszedłem do łazienki. Nalałem wody do wanny i rozłożyłem się w pianie.
  Nagle przyszedł mi sms. Jego dźwięk był tak drażliwy że ze strachu walnąłem nogą w pobocze wanny.
- Kurde ! - wrzasnąłem.
Podniosłem telefon z półki i i sprawdziłem nadawcę : MARY
M: Cześć. Mam nadzieję że Cię nie obudziłam. Nie mogę doczekać się poniedziałku kiedy w końcu znów będę mogła Cię zobaczyć.
   Mary była miła i fajna, ale totalnie nie w moim typie. Nie wiedziałem co jej odpisać. Jedyne co teraz chciałem to jak najłagodniej to zakończyć bo władowałem się w to bez potrzeby.
M: Jesteś tam ? - napisała kolejną wiadomość.
Odpisałem jej szybko, tylko po to żeby się doczepiła;
J: Tak, ale jestem strasznie zmęczony i idę spać.
 Ubrałem się i położyłem się do łóżka. Wziąłem swój telefon i dodałem wpis na tt : ,,Dziękuję wam, jesteście kochani <3 #lovebeliebers ''.
     Nagle do mojego pokoju wbiegła Jazzy i wskoczyła na moje łóżko.
- Nie śpisz jeszcze, księżniczko ? - spytałem zdziwiony.
- Nie, bo do mojego pokoju przyszły kucyki i chcą zjeść mi kołderkę - powiedziała smutna. - Mogę spać u ciebie ? - spytała.
- No jasne. - uśmiechnąłem się i przytuliłem ją.
- Justin ??? - spytała słodko przeciągając.
- Co tam ?
- Perry to twoja dziewczyna, prawda ? - spytała.
Byłem strasznie zdziwiony jej pytaniem.
- Nie księżniczko. Nie jest moją dziewczyną - powiedziałem całując ją w czółko.
- Ale kochasz ją ? - zadała kolejne pytanie.
- Bardzo - odpowiedziałem z lekkim uśmiechem.
   Jazzy o nic więcej nie spytała i po chwili zasnęliśmy jak susły.
***
Obudziłem się ok. 10, gdyż moja przepiękna siostrzyczka zaczęła skakać po moim łóżku.
- Ktoś tu się prosi o łaskotki - powiedziałem wstając z łóżka i zacząłem ją delikatnie łaskotać.
  Przestałem dopiero wtedy kiedy mama zawołała nas na śniadanie.
Pochyliłem się a Jazzy wskoczyła mi na barana. Poszliśmy po Jacksona i zeszliśmy do kuchni.
- No normalnie Zoo - zaśmiała się mama.
Zjedliśmy śniadanie. Wyszykowaliśmy się i w czwórkę pojechaliśmy do kościoła. Zajęliśmy miejsca obok Perry i cioci Robyn ,a Chaz i Ryan wraz ze swoimi rodzicami siedzieli w ławce przed nami.
***
Po kościele wszyscy ( Chaz i Ryan ze swoimi rodzicami, Perry z mamą i my) udaliśmy się do włoskie restauracji ,,Olive" na obiad.
    Już dawno nie czułem się tak rodzinnie. To było cudowne uczucie i żałuję że prawie tu nie zaglądałem ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę o komentarze :) 

Rozdział 11

Obudziłam się ok.9:00. Ubrałam się. Włosy uczesałam w luźnego koka. I zeszłam na dół. na śniadanie. Mama przebrana właśnie gdzieś wychodziła.
- Gdzie idziesz mamo ? - spytałam
- O wstałaś już ! Idę z ciocią Pattie na siłownię - krzyknęła i wyszła.
  Właśnie kiedy kończyłam jedzenie swoich płatków zadzwonił mój telefon.
J: Będziemy z Ryanem po ciebie za 10 minut - i rozłączył się.
Schowałam naczynia do zmywarki. Ubrałam kurtkę, buty, zamknęłam drzwi i wyszłam na zewnątrz.
   Kiedy chłopcy w końcu po mnie podjechali, wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy po młodsze rodzeństwo Biebsa.
***
Gdy tylko tata Justina otworzył nam drzwi, przywitaliśmy się z nim, a Jackson i Jazzy oglądali bajki.
-Halo! Jest tu ktoś ? 0 spytał z żartem Justin kiedy wchodziliśmy do ich pokoju.
Jazzy wskoczyła na ręce Justinowi, a Jackson mnie.
- Dawno Cię nie widziałam, ale z ciebie przystojniak - dotknęłam palcem jego noska.
- To co jedziemy do Wesołego Miasteczka ? - spytał Justin.
- TAK ! - krzyknęli młodsi.
- Okey, to ubierajcie kurteczki i buciki i idziemy - powiedziałam.
  Ryan i Justin umocowali foteliki, do których wsadzili Jacksona i Jazzy i pojechaliśmy do Wesołego Miasteczka.
  Najpierw poszliśmy na gokarty, później na karuzele, zrobiliśmy sobie tatuaże z henny, a na koniec przypadło malowanie twarzy.
- Justin ty też pomalujesz ? - spytała Jazzy.
- Nie, ja nie mogę, ale Perry chętnie się z tobą pomaluje - spojrzał na mnie cwaniacko.
- O nie, nie, nie! Skoro ja mam się malować to wy też - powiedziałam.
- Dobra - zgodzili się.
Pani która malowała twarze dała nam katalog z wzorami. Umówiliśmy się że wybierzemy je dla siebie na wzajem.
    W końcu wyszło że ja umalowana byłam jako tygrys, Justin jako panda, Ryan jako zebra, Jazzy jako kot, a Jackson jako żaba. Mieliśmy z tego niezły ubaw. I zrobiliśmy miliony zdjęć z czego połowa trafiła na instagrama.
    Nagle przy budce ze zdjęciami zauważyłam Austina. Postanowiłam do niego podejść i się przywitać.
- No cześć Austi - powiedziałam uśmiechnięta.
- Perry ? - powiedział z niedowierzaniem przez mój tygrysi makijaż, ale był też zestresowany.
Nagle z budki wyszła jakaś dziewczyna.
- Kochanie, ile mam czekać ? Mieliśmy zrobić sobie zdjęcia - powiedziała obejmując go od tyłu.
- Yyy... kto to jest ? - spytałam sparaliżowana.
- Perry, to moja dziewczyna Olivia, ale zanim coś powiesz to przepraszam. Nie chciałem żeby tak wyszło - tłumaczył się.
Wtedy podszedł do nas Justin i spytał :
- Wszystko w porządku ?
Nawet nie zwróciłam uwagi na to pytanie tylko krzyknęłam Austinowi prosto w twarz :
- Nie chciałeś żeby tak wyszło ? - zmarszczyłam czoło.- Niby jak. Miałeś dziewczynę i umówiłeś się ze mną ? Wiesz co ? Strasznie mnie wkurzasz! I nie myśl sobie że wszystko Ci wolno bo jesteś nikim i proszę Cię WIĘCEJ SIĘ DO MNIE NIE ODZYWAJ - wściekła ubrałam kurtkę i wyszłam poza budynek . Było strasznie zimno. Ukucnęłam i zamknęłam oczy. Nie miałam zamiaru płakać, ale było mi strasznie przykro.
Czułam się jakby nikt mnie nie chciał.
 Wtedy przyszedł do mnie Justin:
- Hej !Tygrysie nie smuć się bo ludzie nie będą się Ciebie bać - powiedział chcąc mnie pocieszyć. Od razu lekko się uśmiechnęłam.
- Daj spokój. Nigdy się tak nie czułam, tak jakby nikt mnie nie chciał - powiedziałam spuszczając głowę.
Wyciągnął do mnie rękę, a gdy tylko wstałam mocno mnie do siebie przytulił.
- Ja ciebie chce - powiedział i dał mi całusa w policzek.
Nic mu nie odpowiedziałam. Nie miałam głowy żeby teraz o tym myśleć.
- Wracamy ? - spytał
- Jasne. Jackson i Jazzy pewnie nie dają taryfy ulgowej Ryanowi - zaśmiałam się.
***
Wyszliśmy z tamtąd obładowani zabawkami, wymalowani za zwierzęta i wydaliśmy kupe kasy.
Później wybraliśmy się na obiad do MCDonalda, a ok 18;00 wróciliśmy do domów.
- Pa. Dziękuję za miły dzień. Widzimy się jutro w kościele - pomachałam im.
Weszłam do domu. Mama przygotowywała jedzenie.
- A ty nie miałaś być na randce z Mike'm ? - spytałam zdziwiona.
- No właśnie. Mała zmiana planów. - powiedziała. Mike przyjdzie dziś do nas na kolację wraz ze swoim synkiem - uśmiechnęła się.
- On ma syna ? - zadałam kolejne pytanie.
- Tak, ma 3 latka i ma na imię Kevin. Jest uczulony na bardzo dużo rzeczy bo jest alergikiem, ale jest przesłodki - zapewniła.
- To świetnie. Chętnie ich poznam - uśmiechnęłam się i podeszłam bliżej mamy mocno ją przytulając.- To coś poważnego, nie ? - spytałam
- Bardzo - pocałowała mnie w czoło.- A teraz biegnij się umyć i przebrać tygrysie - zaśmiała się.
Szybko pobiegłam do swojego pokoju. Wyjęłam z szafki czyste ubrania i poszłam do łazienki. Wzięłam kąpiel. Zmyłam makijaż, a później nałożyłam maseczkę na 10 min. Gdy ją zmyłam, ubrałam się i zeszłam na dół. Pomogłam poustawiać mamie talerze.
***
 Kiedy Mike i Kevin przyszli atmosfera bardzo się rozluźniła. Mike był przystojny, taki jak mama go obrazowała, a Kev był słodziutki. Od razu się polubiliśmy. Dowiedziałam się że Mike jest prawnikiem, a jego żona zostawiła jego i Kevina tuż po porodzie i uciekła.
Oboje z mamą byli bardzo szczęśliwi. Już dawno jej takiej nie widziałam ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział zapisywany z 10 razy, gdyż moje światło cały czas się wyłączało. Strasznie się napracowałam więc proszę wszystkich czytających o komentowanie, albo chociaż branie udziału w sondzie :D
Pozdrawiam !!! CZYTASZ=KOMENTUJ !!! 


Rozdział 10

- To super że masz w kimś takie natchnienie - powiedziałam speszona bo wiedziałam że chodzi mu o mnie.- Daj mi swój telefon. Mieliśmy nagrać filmik dla fanów - przypomniałam.
Justin bez słowa podał mi swojego IPhona. Włączyłam nagrywanie i wsłuchiwałam się dokładnie w jego słowa:
- Cześć Kochani ! Na początku mocno chciałem was przeprosić za moje dawne zachowanie. Byłem nieodpowiedzialny i zawiodłem was. Wyjazd do mojego rodzinnego miasta- Stratford i spotkanie z moimi przyjaciółmi uświadomiło mi że moje zachowanie było złe i szczeniackie. Jesteście moją rodziną i nigdy nie powinienem robić takich rzeczy. Wiem także że takie przeprosiny to nic, ale proszę abyście mi wybaczyli. Właśnie pracuję nad moją nową płytą. Będzie ona najbardziej uczuciową i emocjonalną płytą jaką kiedykolwiek wydałem. Piosenki będą ukazywać moje emocje i miłość do was - moich najbliższych. Dziękuję za zrozumienie i kocham was - powiedział i przesłał buziaczka.
- Co o tym sądzisz ? - spytał
- Było super. Widać że bardzo się zmieniłeś - pokazałam kciuk w górę i uśmiechnęłam się.
  Nagle zaczął dzwonić mój telefon. To była mama. Szybko przesunęłam palcem po wyświetlaczu i odebrałam połączenie:
M: Perry, kiedy wrócisz ? - spytała
P: A co tam ? - odpowiedziałam pytaniem.
M: Bo chciałabym żebyś już przyszła. Mam dla ciebie wiadomość, a zaraz jadę na noc do pracy - powiedziała.
P: Okey, będę za 20 minut - powiedziałam i rozłączyłam się.
 20 minut - bo właśnie tyle zajmowało mi dojście od Justina do mojego domu.
- Muszę już iść- powiedziałam chowając telefon do torby.
- Już ? - spytał smutny.
- Tak, bo mama jedzie dziś na noc do pracy i chce mi coś jeszcze powiedzieć, ale było bardzo miło. Dziękuję - powiedziałam i dałam mu całusa w policzek. Lekko zarumienił się na policzkach. To było takie słodkie...
      Ubrałam kurtką. Pożegnałam się z ciocią i poszłam do domu.
***
Kiedy weszłam do domu mama była już przygotowana do wyjścia.
- Jesteś - powiedziała z ulgą.
- Tak, co chciałaś mi powiedzieć ? - spytałam.
- Chanel i Ally przyjadą dopiero po świętach - powiedziała podnosząc torebkę z kanapy.
- Aha. Szkoda, ale okey - odpowiedziałam bez emocji zdejmując kurtkę i buty.
- Dobra, muszę spadać do pracy. Pogadamy jutro. Pa - powiedziała. Dała mi całusa w czoło i wyszła.
    Spojrzałam na zegarek. Była 19;00. Odrobiłam lekcje. Założyłam swoje grube, różowe w białe serduszka, frotowe skarpety, przykryłam się kocem i włączyłam telewizor. Oglądałam jakieś kreskówki do 01;00 w nocy.
 Chyba dziecinnieje...
***
Rano obudziłam się w tym samym miejscu, czyli w salonie na kanapie. Była dopiero 6:00. Wzięłam prysznic. Zrobiłam sobie lekkie fale na włosach. Ubrałam się. Zjadłam swoje ulubione płatki i po woli poszłam do szkoły.
***
O 15;30 wszyscy wyszliśmy z kozy. Justin podwiózł mnie pod sam dom.
    Wzięłam długą kąpiel. Przebrałam się i o 17;00 razem z Austinem pojechaliśmy na naszą randkę.
- To gdzie mnie zabierasz ? - spytałam.
- Do Golden Rose - odpowiedział zadowolony.
- Serio ? - spytałam z niedowierzaniem.- To moja ulubiona restauracja - uśmiechnęłam się.
- Hmm... czyli jesteśmy podobni. Pasujemy do siebie ... - stwierdził.
- Możliwe - powiedziałam poprawiając spódniczkę.
***
Usiedliśmy przy wcześniej zarezerwowanym stoliku. Zamówiliśmy jedzenie i zaczęliśmy rozmowę:
- Może lepiej się poznamy ? - spytał.
- No jasne. Co chcesz o mnie wiedzieć ?- odpowiedziałam pytanie.
- Wszystko - powiedział z wielkim uśmiechem.
- No więc jestem Perry Anne Daniels. Mam 17 lat i mieszkam w Startford  - spojrzałam na niego
- To już wiem - zaśmiał się.
***
Rozmawialiśmy tak ok. 3 godzin, a później odwiózł mnie do domu.
- Dziękuję za świetny wieczór - powiedziałam i dałam mu całusa w policzek.
- Ja też dziękuję - powiedział uśmiechnięty.
Z rumieńcem na twarzy weszłam do domu. Zdjęłam kurtkę i buty i weszłam do salonu.
   Mama patrzyła na telewizję.
- Cześć mamo. Jestem - powiedziałam siadając obok niej na kanapie.
- Cześć, jak tam na randce ? - od razu spytała
- Fajnie - uśmiechnęłam się.
- Tylko fajnie ?- spojrzała na mnie spod oka.
- Pojechaliśmy do Golden Rose, rozmawialiśmy, lepiej się poznaliśmy. Austin jest doskonałym słuchaczem i bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało.- uśmiechnęłam się
- W takim razie cieszę się że dobrze się bawiłaś. - powiedziała.
- No, a ty kiedy idziesz na randkę ? - spytałam zadowolona.
- Jutro. Czuję że on na prawdę mnie lubi.
- Powiedz mamo, jak ciebie można nie lubić ? - przytuliłam ją.- Idę do siebie - powiedziałam udając się do swojego pokoju.
 Wzięłam prysznic. Ubrałam pidżamy. Usiadłam na parapecie i napisałam sms-a do Justina :
P: Jak tam na randce ?
Szybko odpisał mi :
J: Dobrze, a u ciebie ?
Nie wiedziałam co napisać więc wysłałam mu wiadomość że było bardzo miło.
J: Mam pytanie
P: Jakie?
J: Jadę jutro po Jacksona i Jazzy. Może miałabyś ochotę pojechać ze mną ?
Chwilę nad ty pomyślałam, ale później odpisałam:
P: No jasne :)
J: No i oczywiście później wypad do krytego wesołego miasteczka .
Uśmiechnęłam się sama do siebie i odpisałam :
P: Oczywiście
Odłożyłam telefon na półkę i poszłam spać...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę komentujcie !!!! :D

niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 9

Strasznie się tym zestresowałam. Cały czas modliłam się w myślach : - żeby tylko nikomu nie powiedział, żeby tylko nikomu nie powiedział ...
***OCZAMI JUSTINA***
Gdy tylko wyszliśmy z klasy Ryan zaciągnął Perry na bok, a Chaz zrobił to samo ze mną. Poszliśmy do szatni, ponieważ miał do mnie ,,bardzo ważną sprawę".
- Przyznaj się! Podoba Ci się ! - spojrzał na mnie z cwaniackim uśmieszkiem i uniósł brwi do góry.
- Mary ? No jasne. Chyba dla tego się z nią umówiłem - powiedziałem oblizując lekko wargi.
- Nie mówię o Mary, tylko o Perry, idioto - walnął mnie pięścią w bark.
Zrobiło mi się gorąco, nie wiedziałem co powiedzieć i postanowiłem wszystkiemu zaprzeczyć:
- Co? Co ty pierdzielisz ? - spytałem
- To co wiedzę - odpowiedział pewny siebie.
- To kup sobie okulary bo chyba nie dowidzisz - wskazałem palcem na jego twarz i odszedłem do klasy.
Perry siedziała już w ławce. Szybko się do niej dosiadłem.
- Ciebie też Ryan przepytywał ? - spytałem.
Zrobiła się czerwona i przytaknęła. To było słodkie...
- Hej, a może wpadniesz dziś do mnie? Chciałem pokazać ci kilka tekstów i nagrać filmik dla fanów. Może byś mi pomogła ? - spytałem
Po chwili zastanowienia odpowiedziała :
- Tak, w sumie czemu nie - i ślicznie się uśmiechnęła.
Moje kolana stały się miękkie, a serce zabiło szybciej.
STOP JUSTIN! Zachowujesz się jak baba - krzyknąłem do siebie w myślach.
***
Kiedy lekcje się skończyły wszyscy poszliśmy do kozy. Tak, wszyscy bo tym razem Ryan i Chaz też coś przeskrobali. Gadaliśmy o jakiś głupotach, a o 15:00 w końcu wyszliśmy. Po Perry przyjechała mama. Szkoda bo miałem nadzieję że to ja będę mógł ją odwieźć.
Wsiadłem do auta i pojechałem do domu. Gdy tylko wszedłem do środka zadzwonił mój telefon:
M: Cześć, Justin to ja Mary. Chciałam tylko upewnić się czy nasza jutrzejsza randka jest aktualna ? - spytała
J: Tak, będę po ciebie o 17:00. Nie mogę teraz rozmawiać, pa - powiedziałem i rozłączyłem się.
Poszedłem do kuchni. Zjadłem obiad i udałem się do swojego pokoju czekając na Perry.
***OCZAMI PERRY***
Wróciłam do domu. Zjadłam obiad, wzięłam swojego laptopa i na prośbę Justina udałam się do jego domu.
Otworzyła mi ,,ciocia" Pattie:
- Cześć ciociu. Jest Justin ? - spytałam
- Perry. Tak dawno Cię nie widziałam - przytuliła mnie. - Justin jest na górze  - powiedziała.
Zdjęłam kurtkę i buty i poszłam do jego pokoju.
     Siedział na łóżku odwrócony w stronę okna, z gitarą w ręku i słuchawkami w uszach.
Po cichu do niego podeszłam i od tyłu zasłoniłam mu oczy.
- Mama ? - spytał
- Pudło ! - krzyknęłam mu do ucha.
- Perry ? - wstał i odwrócił się w moją stronę. - Pożałujesz moich popękanych bębenków w uchu - powiedział i cwaniacko się do mnie uśmiechnął po czym zaczął mnie łaskotać
  Śmiałam się jak debil i prosiłam żeby przestał, ale to nie pomagało.
W końcu wrzasnęłam przez śmiech:
- STOP ! - dzięki bogu przestał mnie łaskotać i poprawił sobie fryzurę. - No więc chciałeś pokazać mi teksty - powiedziałam z uśmiechem.
Wyjął z pod poduszki kartki i mi je podał. Były to spisane dwie piosenki pod nazwami : ,,As Long As You Love Me" i ,, Boyfriend" . Były świetne. Nigdy nie czytałam równie dobrych.
- Są świetne - powiedziałam
- Też tak myślę. W końcu są wzięte z życia - spojrzał na mnie.
- Tak. Mary to na prawdę świetna dziewczyna - sztucznie się uśmiechnęłam.
- Ale mi wcale nie chodziło o nią - usiadł obok mnie i złapał mnie za rękę zbliżając się do mnie.
Widziałam tylko jego śliczne czekoladowe oczy, w których momentalnie się utopiłam.
   Nagle oprzytomniałam i wstałam z łóżka.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam miliony pomysłów w głowie, ale musicie dodawać komentarze bo nie wiem czy opłaca mi się pisać następne rozdziały. Wszystkim czytającym i komentującym bardzo dziękuję :D
CZYTASZ=KOMENTUJ !!!

środa, 14 sierpnia 2013

Pytania

Hej, zapraszamy was do zadawania nam pytań. Na pewno odpowiemy na wszystkie : http://ask.fm/BeliebersismyfamilyForever. Pozdrawiamy wszystkich czytelników i czytelniczki i bardzooo prosimy o komentarze :) :* <3



poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 8

*OCZAMI PERRY*
Mama właśnie zaczęła ubierać się na randkę.
- Ślicznie wyglądasz, mamuś - powiedziałam do niej i przytuliłam ją
- Dziękuję, kochanie - pocałowała mnie w czoło.
- Mamo, a ja w piątek też idę na randkę- powiedziałam lekko się uśmiechając
- Z Justinem ? - spytała podekscytowana z wielkim ,,SMILE" na twarzy.
- NIE, nie z Justinem. O co wam z nim chodzi ? - spytałam oburzona wyrzucając ręce w powietrze.
- Nic, tak po prostu spytałam, ale mniejsza o to. To z kim w końcu idziesz ? - spytała
- Z Austinem - powiedziałam krótko
- Z tym,w którym byłaś kiedyś zakochana ? -spytała dla upewnienia
- Tak, właśnie z tym- złączyła usta. Przypomniało mi się to co prawie zrobiliśmy z Justinem i od razu dodałam :
- On jest bardzo romantyczny - i uśmiechnęłam się.
- No nie wątpię - powiedziała wesoła.
***
Kiedy mama wyszła przypomniało mi się że dziś nie jadłam nic poza frytkami na lunch.
Postanowiłam przygotować sobie na kolację szpinak.. Wyjęłam składniki. Ugotowałam szpinak i kaszę, doprawiłam, wymieszałam i szybkie zdrowe danie było gotowe.
***
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko podniosłam się z krzesła i poszłam je otworzyć. Stał w nich wkurzony Chaz.
- Jesteś sama ? - spytał
- Tak, a co się stało ? - spytałam widząc że jest strasznie wkurzony.
- Co się stało ?  Ona ta... ta małpa wiesz co zrobiła ? -krzyknął
- Candy ? - spytałam dla pewności
- Tak, ona. Poszliśmy na kręgle. Ja musiałem iść do łazienki, a gdy już z niej wyszedłem ona całowała się z jakimś gnojkiem.
- I co jej powiedziałeś ?- zadałam kolejne pytanie
- Nic, nie mogłem na nią patrzeć. Perry ja na prawdę ją polubiłem - powiedział smutny opuszczając głowę.
Przytuliłam go i powiedziałam :
- Siadaj na kanapę. - wskazałam mu miejsce. Zadzwonię do chłopaków i przyniosę ci coś do jedzenia
- Okey, najlepiej chipsy i cole - powiedział.
Uśmiechnęłam się tylko i zasalutowałam :
- Już się robi !
Wyjęłam z szafki jakieś chipsy i wsypałam je do miski. Do szklanki nalałam coli i zaniosłam do salonu. Wzięłam swojego IPhona i napisałam sms-a do Justina i Ryana :
             P: Chaz, Candy ... Ugh...
                 Potrzebuje pomocy na złamane serce.
Schowałam go do kieszeni i poszłam do Chaza.
***
Po jakiś 5 minutach Justin i Ryan byli już u mnie w domu z tonami coli, chipsów, lodów, żelków itp.
      Oni zawsze umieli go pocieszyć. Od razu był weselszy. Grali w jakieś głupie gry, a póżniej oglądaliśmy nasz ulubiony serial ,, Przyjaciele". Tak, to wyglądało trochę jakby cztery stare baby bez własnego życia oglądały raz po raz jakieś miłosne terenowele i płakały przy tym jak bobry...
- Jesteście nienormalni, ale mocno was kocham - powiedziałam i wszyscy się przytuliliśmy.
***
O jakiejś 01;00 w nocy chłopcy poszli do siebie. Wzięłam kąpiel, wysmarowałam się swoim ulubionym arbuzowym kremem, założyłam pidżamy i poszłam spać.
***
Rano obudziła mnie mama. Po woli wstałam z łóżka. Związałam włosy w luźnego koka. Umyłam twarz i zęby. Ubrałam się. Zjadłam śniadanie i pojechałam z mamą do szkoły.
      Chaz siedział w szatni i czekał aż Candy wejdzie do klasy.
- Wszystko w porządku ? - spytałam
- Tak, po prostu czekam aż sobie pójdzie - odpowiedział
- Chaz, ale nie możesz jej wiecznie unikać- powiedziałam
- Tak, masz rację- powiedział stanowczo i wyszedł z klasy.
Rozmawiali, widziałam to ,ale nie przeszkadzałam im i szybko przemknęłam na ławkę.
Chwilę później podeszła do mnie Candy
- Słuchaj Perry, musisz mi pomóc - powiedziała
- Nie! To ty słuchaj - wstałam z ławki. Zadarłaś z Chazem więc zadarłaś z nami wszystkimi. Nie mam zamiaru Ci w niczym pomagać. Chaz widział to co widział i nigdy ci tego nie wybaczy.- powiedziałam jej prosto w twarz i poszłam usiąść na inną ławkę.
Siedział na niej Austin.
- Gotowa na jutrzejszą randkę ? - spytał całując mnie w policzek
- Tak, oczywiście - powiedziałam lekko się rumieniąc.
Nagle zadzwonił dzwonek i wszyscy udaliśmy się do klas.
Przywitałam się z Ryanem i Justinem tak jak zawsze - przytulając ich i usiadłam do ławki. Gdy tylko widziałam Justina serce mi mocniej waliło, ale wiedziałam że nie mogę się wydać i  próbowałam zachowywać się naturalnie.
***
Kiedy lekcja się skończyła wszyscy wyszliśmy z klasy. Ryan szybko zepchnął mnie na bok i powiedział :
- Przecież widzę jak na niego patrzysz ! Nie udawaj! Znam Cię od urodzenia. Justin nie jest Ci obojętny - powiedział przekonany .
Cholera, przejrzał mnie - zaklnęłam w myślach, ale próbowałam się z tego wymigać
- Co? Pff...- machnęłam ręką. Oczywiście że nie jest mi obojętny bo to mój przyjaciel - powiedziałam
- Na pewno ,, tylko" przyjaciel? - spojrzał na mnie z pod oka
Zmierzyłam go wzrokiem i poszłam wymienić książki .
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bardzo proszę o komentarze. Bardzo mi pomagają w pisaniu <3 CZYTASZ=KOMENTUJ !!!

Rozdział 7

Gdy w końcu byliśmy na miejscu odezwałam się pierwsza i powiedziałam :
- Dzięki że ze mną pojechałeś
- Nie ma za co- odpowiedział z uśmiechem
Szybko poszłam do swojego domu. Zdjęłam kurtkę, rzuciłam torbę na ziemię i walnęłam się na kanapę.
    Dobrze że to się nie stało, że się nie pocałowaliśmy. W końcu on ma ,, prawie" dziewczynę, a ja ,,prawie" chłopaka, a poza tym to JUSTIN. Mój przyjaciel. Byłam w nim kiedyś zakochana, ale to było kiedyś...
Nie teraz, ale może mi to wcale nie przeszło ??? - zadawałam sobie to pytanie w myślach, ale wiedziałam że jeśli nie chcę popsuć nasze przyjaźni to nie mogę dopuścić więcej do takiej sytuacji
 ***OCZAMI JUSTINA***
Gdy wszedłem tylko do domu od razu poszedłem wziąć zimny prysznic.
       Jestem nienormalny . Jak mogłem zakochać się w Perry, ale wiem co muszę teraz zrobić. Zaponę o tym, będę zachowywał się normalnie i dobrze poznam Mary na randce. Może jest fajna...
     Gdy wyszedłem z pod prysznica. Ubrałem się i założyłem swoje ciepłe kapcie z moimi inicjałami. Wziąłem gitarę i zacząłem brzdąkać. Strasznie bolało mnie gardło. Teksty same przychodziły do mojej głowy. I tak spisałem trzy piosenki - As Long As You Love Me, Boyfriend i Fall. Ta ostatnia była dokładnie o mnie i o Perry wyrażało to co do niej czuję. Miała w sobie masę uczuć i tak stała się moją ulubioną.
 Nagle usłyszałem krzyk z dołu :
- Justin, zejdź na kolację - wydarła się mama
- Idę ! - odkrzyknąłem. Odłożyłem gitarę, włożyłem teksty pod poduszkę i zszedłem do kuchni.
- Co dziś jemy ? - spytałem.
- Twoje ulubione spaghetti ! -powiedziała z uśmiechem. Zawsze poprawiała mi humor. Bardzo ją kochałem.
- Super. Dawno nie jadłem twojego spaghetti - powiedziałem ucieszony.
- I jak tam z Perry ? - spytała
- Yyy... dobrze, a jak ma być? - odpowiedziałem z kłopotany. A dlaczego nie spytasz o Ryana, albo Chaza ? - spytałem chcąc nie mówić o Perry.
- Bo oni do Ciebie zaglądali, a Perry nie - wytłumaczyła.
- Jest dobrze - uśmiechnąłem się.
Mama dziwnie na mnie spojrzała jak by wiedziała że coś ukrywam.
- To znaczy wcale nie jest dobrze, ale nie chce o tym rozmawiać- powiedziałem smutny
- Dobrze, nie będę naciskała, ale przemyśl wszystko dokładnie -  lekko się uśmiechnęła i wyszła z kuchni
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę dodawajcie komentarze CZYTASZ=KOMENTUJESZ !!! <3 

Rozdział 6

Zamknęłam szafkę i poszłam na wyznaczone miejsce.
- Co chciałeś Austin ?  - spytałam
Dał mi 10 róż i spytał :
-  Umówisz się ze mną ?
- OMG ! To wygląda jak jakieś oświadczyny - zaśmiałam się. No jasne - uśmiechnęłam się i przytuliłam go.
- W takim razie kiedy masz czas ? - spytał mnie ze swoim zabójczo ślicznym uśmiechem.
- Może  w piątek ? - wysunęłam propozycję
- Oczywiście. O 17;00 ? - spytał
- Jasne - powiedziałam i tachając róże skierowałam się w stronę szafki.
- Poczekaj, Perry ! - krzyknął
- Tak ? - spytałam odwracając się
- Ślicznie dziś wyglądasz - powiedział.
Tylko lekko się zarumieniłam i poszłam do szafki. Otworzyłam ją, ale nie zdążyłam schować róż bo Justin zamknął mi ją przed nosem.
- Od kogo te róże ?  spytał
- A co cie to ?- uśmiechnęłam się i chamsko mu odpowiedziałam czego sekundę później pożałowałam.
- Nic, tak tylko spytałem - rzucił krótko i odszedł.
W końcu schowałam kwiaty, wyjęłam książki i poszłam do klasy.
Justin siedział sam więc się do niego dosiadłam.
- Przepraszam za to że tak Cię potraktowałam. Te róże były od Austina - powiedziałam smutna.
- Nie musisz się tłumaczyć. Ja też idę na randkę - odpowiedział dumny.
- A skąd wiesz że idę z nim na randkę ? - spytałam zdziwiona, ale nie otrzymałam odpowiedzi.
Niby byłam umówiona z Austinem. Podobał mi się odkąd pamiętam, ale zrobiło mi się zimno na sercu kiedy Justin powiedział że także umówił się na randkę. Sama w to nie wierzę, ale byłam chyba o niego zazdrosna...
*OCZAMI JUSTINA *
Jestem głupi. Jestem cholernie głupi. Po co umówiłem się z tą dziewczyną, nawet jej nie znam. Perry nawet to nie obeszło. I jeszcze poszedłem do Austina ... Na pewno jej o tym opowie. Debil ze mnie, ale jestem o nią zazdrosny? Przecież to moja przyjaciółka. A o przyjaciół nie można być zazdrosnym, ale ja najwidoczniej byłem. Czy ona mi się podob... . Nie, przecież to Perry, moja siostra. Jest śliczna, dla mnie zawsze była. Jeszcze kilka lat temu byłem zakochany w niej na zabój, ale nigdy nie odważyłem się jej tego powiedzieć ...
*KOZA*
Siedzieliśmy razem w ławce.
- To z kim idziesz na randkę ? - spytała
- Z dziewczyną z drugiej ławki - odpowiedziałem
- Nie wiesz jak ma na imię?  - zdziwiona zmarszczyła czoło.
- Pff... wiem - podrapałem się zakłopotany po karku. Powiedziała mi jak ma na imię, ale zapomniałem.
- No to powiedz - cwaniacko się uśmiechnęła
Nagle mnie olśniło :
- Mary, tak ona ma na imię Mary - powiedziałem szczęśliwy że nie zrobiłem z siebie deblia bez uczuć.
Na jej twarzy ciągle gościł uśmiech.
- Z czego się tak cieszysz ?- spytałem
- W sprawach dziewczyn w ogóle się nie zmieniłeś. Nadal jesteś podrywaczem - powiedziałam. Zrobiło mi się miło bo to oznaczało że jeszcze nie wszystko stracone i jest nadzieja że ,,stary" Justin powróci.
- A powiedz pracujesz nad czymś? Chodzi mi o muzykę - spytała
- Tak, oczywiście. Pracuje nad nową płytą, ale boję się że nikt jej nawet nie będzie chciał kupić. Moje Beliebers mnie nienawidzą - wyżaliłem się, ale od razu ciężar spadł mi z serca.
- Przestań, nawet tak nie mów. Prawdziwe Beliebers nigdy by Cię nie zostawiły. Ty masz przerwę i potraktuj to tak jakby one także miały przerwę. Odpocznij i daj im odpocząć. Pracuj nad muzyką i dawaj im to za co tak na prawdę cię pokochały - pocieszała mnie, ale jej słowa głęboko utkwiły w mojej głowie. Były prawdą. Piękną prawdą.
*OCZAMI PERRY*
Do klasy weszła nauczycielka :
- Cicho ! wrzasnęła i wzięła do ręki dziennik. Sprawdzam listę - powiedziała i czytała nazwiska po kolei. W kozie nie było zbyt dużo osób więc mogła nas po prostu policzyć, ale ...
Gdy doszła do mojego nazwiska powiedziała :
- Perry Anne Daniels. Nasz bardzo częsty gość. Bez niej koza by nie istniała - z przymusu puściła mi wredny uśmiech.
  Gdy tylko skończyła czytać listę Justin od razu spytał :
- Aż tak często zostajesz w kozie ?
- Zdarza się- uśmiechnęłam się lekko.
***
Ok. 15 wyszliśmy ze szkoły i pojechaliśmy prosto do kliniki. Pluto był wesoły jak dawniej i od razu poznał Justina.
     Zawieźliśmy go do babci Diane i dziadka George'a. Byli wniebowzięci że Pluto już wrócił.
- Może zostaniecie jeszcze chwile ?- spytała babcia
- W sumie to czemu nie - powiedział Justin. Tylko się uśmiechnęłam i weszłam za nim do salonu
     Babcia przygotowała nam dwie gorące czekolady z kolorowymi piankami.
     Oboje udaliśmy się do drugiego salonu. Były tam wielkie szklane drzwi z widokiem na piękny zaśnieżony ogród babci. Przed nimi stały dwa duże wyściełane fotele, na których przesiadywaliśmy często w zimę, a za nami palił się piękny kominek.Było tak domowo, tak przytulnie... Tym razem także usadowiliśmy się na nich i obserwowaliśmy spadające z nieba wielkie płatki śniegu.
- Jak za dawnych lat, co ? - spytał Justin
- Dokładnie, tylko szkoda że nie mamy o 10 lat mniej - uśmiechnęłam się lekko i napiłam się czekolady.
- To co z Austinem? Chaz powiedział mi że to twoja dawna miłość -  podpytywał
- No właśnie ,,dawna". - podkreśliłam to słowo. Jest bardzo miły, ale nie jest ... - spojrzeliśmy sobie w oczy i zaczęliśmy się do siebie zbliżać.
- Kim on nie jest ? - spytał szeptem, gdy był już bardzo blisko.
- Nie jest t... - nie zdążyłam dokończyć zdania bo do pokoju weszła babcia. Gwałtownie się od siebie odsunęliśmy. Na szczęście nic nie zobaczyła, ale dobrze że nam przerwała.
- Chcecie może jeszcze czekolady, albo coś do jedzenia ? - spytała
- Ja myślę że powinniśmy już wracać- podniosłam się z fotela i zaniosłam kubek do kuchni.
- Tak, ja też tak myślę - poparł mnie Justin
- Co? Ale dlaczego tak szybko ? - spytała zdziwiona babcia
- Po prostu mamy coś jeszcze do załatwienia - wymigał się Bieber.
     Ubraliśmy kurtki. Pożegnaliśmy się i wróciliśmy do domu. Całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie.
Było bardzo niezręcznie. Modliłam się o to żeby jak najszybciej dojechał.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę o komentarze !!!!!! CZYTASZ= KOMENTUJESZ. Dziękuję wszystkim tym, którzy czytają <3

Rozdział 5

Szybko wsiadałam do środka. Przywitałam się z nim przytulając go i pojechaliśmy do szkoły.
***
Gdy tylko wyszliśmy z szatni ukazał się nam zadziwiający widok, a mianowicie: Chaz całujący się z Candy.
- To sobie chłopak laske poderwał - skomentował Bieber.
- Z tego co wiem to ona jego poderwała - krótko na niego spojrzłam i poszłam do swojej szafki. Wyjęłam z niej książki i poszliśmy do klasy.
*LUNCH*
Oczywiście wywiedzieliśmy się od Chaza wszystkiego. Na początku był zawstydzony, ale później przyznał się do tego że są razem.
  Usiedliśmy wszyscy przy stole i zajadaliśmy lunch.
- To co dziś robimy ? - spytał Justin
- Ja i Chaz idziemy na kręgle - powiedziała Candy całując go.
- Fuuu... możecie nie przy jedzeniu? - spytał Ryan.
- Przestań, nie jesteśmy dziećmi - powiedział znudzony Chaz. Ryan wystawił mu tylko język i więcej się nie odezwał.
- A wy co będziecie robić ? -spojrzał na mnie i Ryana.
- Ja jadę do babci na rodzinny obiad - powiedział Ray.
- A ja jadę do kliniki weterynaryjnej po Pluto - odpowiedziałam wkładając frytkę do buzi.
- Po Pluto ? Naszego Pluto ? -spytał z niedowierzaniem Bieber.
- Dokładnie- uśmiechnęłam się.
- Mogę z tobą po niego jechać ? - zrobił smutne oczka.
- Jeśli chcesz ... - wzruszyłam ramionami.
- To o której ? puścił mi swój zalotny uśmieszek. Byle żeby po 15 bo muszę zostać w kozie- powiedział. Wiedzieliście że w szkole nie można palić ? - spytał z miną ,,debila".
- Ta, coś mi tam przemknęło - zrobiłam myślącą minę myśliciela. Na pewno ten wielki napis na dzrwiach: NIE PALIĆ !!! - powiedziałam coraz głośniej i odniosłam tackę po swoim lunchu do kuchni, a później poszłam do swojej szafki. Otworzyłam ją, a wtedy wypadł z niej liścik. Szybko go otworzyłam i spojrzałam na treść :
                                                              Spotkajmy się przy głównym wejściu <3
                                                                                 Austin :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę o komentarze bo one na prawdę motywują do dalszego pisania .... CZYTASZ=KOMENTUJ <3

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 4

Ocierając łzy szybko poszłam do następnej klasy. Szybko się otrząsnęłam i do końca lekcji go unikałam. Później jeszcze godzina kozy i wróciłam do domu.
  Byłam strasznie smutna i przygnębiona. Od razu poszłam do swojego pokoju i usiadłam na swoim wielkim parapecie z poduszkami. Było już ciemno i właśnie zaczął padać śnieg. Przykryłam się kocem i patrzyłam na ludzi chodzących po ulicach.
- Perry, zejdź na obiad ! - krzyknęła mama
- Idę ! - powolnie wstałam, położyłam koc na łóżko i zeszłam na dół do kuchni. Mama podała mi spaghetti i powiedziała :
- W sobotę przyjeżdżają do nas dwie twoje kuzynki Chanel i Ally na wymianę szkolną. Ally do gimnazjum, a Chanel do twojej szkoły.
- Ally ? Ostatnio widziałam ją jak miała jakieś 6 lat - zmarszczyłam czoło.
- Teraz ma 13 i ... - powiedziała podekscytowana.
- I ??? 0 spytałam zniżając głowę
- Jest wielką fanką Justina - entuzjastycznie pomachała rękoma.
- Jupi ! - powiedziałam sarkastycznie. Chanel też jest jego fanką ? -dopytałam
- Raczej nie bo jak dowiedziała się że on tu mieszka to nie zbyt chciała przyjechać - niezręcznie się uśmiechnęła, a ja tylko się zaśmiałam.
- Co to za śmiech ? Przecież ty jesteś jego fanką i przyjaciółką ? - spytała
- Hahah, byłam - krótko odpowiedziałam i wyszłam z kuchni kierując się do salonu.
- Dzisiejsza młodzież jest strasznie dziwna ... - powiedziała pod nosem, ale i tak to usłyszałam. Jak najszybciej chciałam zmienić temat więc spytałam o Mike'a.
- To kiedy następna randka z Mike'm ?
- Jutro, ale później o tym pogadamy bo jest już 18;30 i muszę iść do pracy - powiedziała i szybko wybiegła z domu.
- Oto moja mama ... - powiedziałam sobie pod nosem.
***
Oglądałam sobie Spongebob'a, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Powolnie podniosłam się z kanapy i je otworzyłam, ale zaraz tego pożałowałam bo był to Justin.
- Czego ? - spytałam
- Mogę wejść ? Chcę porozmawiać - powiedział
- Nie mam z tobą o czym rozmawiać - popchnęłam drzwi żeby je zamknąć, ale zablokował je nogą.
- Proszę, Perry. Chciałem Cię tylko przeprosić - zrobił smutną minę.
- No więc słucham - złożyłam ręce na piersi.
Przełknął ślinę i powiedział :
- Naprawdę przepraszam za to że Cię nie poznałem. Po prostu bardzo się zmieniłaś. Nigdy o tobie nie zapomniałem tylko zawsze bałem się zadzwonić bo wiedziałem że prędko do was nie wrócę, a gdybym tylko usłyszał twój głos byłbym do niczego. Cholernie za tobą tęskniłem ... - i powoli odchodził w stronę furtki.
Moje oczy były zeszklone łzami, ale zrobiło mi się cieplej na sercu .
- Poczekaj - krzyknęłam podbiegając do niego i przytulając go.
- Czyli mi wybaczasz ? - spytał patrząc na moje zapłakane oczy.
- Możeee - lekko się uśmiechnęłam i jeszcze raz mocno się w niego wtuliłam. Ale obiecaj że nigdy więcej tego nie zrobisz
- Obiecuję - uśmiechnął się.
- To wejdziesz ? - spytałam.
- No jasne - powiedział. Weszliśmy do domu i usiedliśmy na kanapie.
-  To opowiadaj ! - powiedziałam wytrzeszczając oczy
- Ale o czym ? - spytał
- No jak to o czym ? O tym kogo poznałeś  ? - szeroko się uśmiechnęłam
- Wszystkich - rozsiadł się dumnie na kanapie.
- Beyonce też ? -spytałam. To była moja największa idolka podziwiałam ją od zawsze tak samo jak Justin.
- No jasne. Na żywo jest jeszcze bardziej sexy - uśmiechnął się, a ja tylko się zaśmiałam.
- Czyli tobie Beyonce nie przeszła tak jak mi ? - spytałam marszcząc czoło
- Nigdy - dumnie powiedział.
***
Rozmawialiśmy do równej 00;00. Dowiedziałam się od niego chyba wszystkiego czego chciałam.
   Wzięłam kąpiel, przebrałam się w pidżamy i poszłam spać.
****
Budzik obudził mnie o 7;00. Umyłam zęby, rozczesałam włosy i ubrałam to. Była już 7;30, a dziś do szkoły szłam na piechotę więc tylko złapałam torbę i schowałam do niej IPhona, laptopa i pieniądze, ubrałam kurtkę i wyszłam z domu. Nagle zadzwonił mój telefon. To był Justin.
J: Poczekaj sekundę. Zaraz będę pod twoim domem - powiedział i rozłączył się.
Chwilę później podjechał pod mój dom swoim metalicznym ferrari

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział 3

Chwilę pomyślałem o tym jak fajnie było kiedyś, ale szybko mi przeszło. Poszedłem do łazienki wziąłem szybki prysznic i ubrałem białą koszulkę oraz czarne spodnie i takiego samego koloru vansy. Nałożyłem na siebie kurtkę i wyszedłem z domu wcześniej mówiąc o tym mamie.
  Szedłem spacerem po ulicach, na których kiedyś tak dużo się działo. Razem z przyjaciółmi jeździliśmy na deskach, graliśmy w piłkę. Było cudownie, a teraz tak na prawdę mam kontakt tylko z Ryanem i Chazem...Nie miałem za dużo czasu żeby się nad tym zastanowić bo podeszły do mnie jakieś dziewczyny. Nie miałem ochoty z nimi rozmawiać więc zamieniłem z nimi tylko kilka słów i poszedłem dalej.
   Ok.20 wróciłem do domu. Rzuciłem się na kanapę i włączyłem jakieś durne kreskówki.
***OCZAMI PERRY***
Mama właśnie wyszła na randkę . Było strasznie nudno więc wybrałam się do sklepu po żelki i lody - tak wiem lody w połowie listopada to niezbyt dobry pomysł. Gdy wracałam do domu zauważyłam spacerującego po ulicach Justina już miałam do niego podejść lecz wyprzedziły mnie jakieś dwie dziewczyny. Szybko się wycofałam i poszłam do domu.
Od razu zabrałam się za konsumowanie swoich zakupów, a później za odrabianie lekcji. Było tego strasznie dużo.
Ok. 23 poszłam spać. Mama jeszcze nie wróciła z randki.
******
O 7;00 rano jak zawsze zadzwonił mój budzik. Wstałam powolnie z łóżka, poszłam do łazienki i wykonałam w niej poranne czynności, a później ubrałam to i zeszłam na dół do kuchni. Tym razem mama na śniadanie przygotowała naleśniki z nutellą. Była w wyśmienitym humorze.
- A więc randka się udała ? -zadałam pytanie retoryczne bo po tym jak się zachowywała już wiedziałam że tak.
- Tak, było cudownie - uśmiechnęła się i podała mi naleśniki.
- Okey, nie wnikam więcej - głupio się uśmiechnęłam. Mama tylko dziwnie na mnie spojrzała ( jak na zboczucha) i powiedziała :
- Mam dziś do pracy na drugą zmianę. Więc zostajesz sama na noc.
- Mamuś, zostawałam sama już miliony razy. - powiedziałam znudzona
- Wiem, ale tak tylko chciałam Ci przypomnieć - wymigiwała się, ale i tak wiedziałam że o coś jej chodzi.
- Zawieziesz mnie do szkoły ? - spytałam zmieniając temat.
- No jasne - zgodziła się.
Szybko dokończyłam naleśnika. Wzięłam swoją torbę do, której schowałam IPhona i pieniądze na lunch. Założyłam kurtkę i pojechałyśmy do szkoły.
*
- Dzięki mamuś. Przyjedź po mnie o 16 - powiedziałam zamykając drzwi od samochodu i udając się do szkoły.
Przy szafkach zauważyłam Justina. Tym razem szybko do niego podeszłam i powiedziałam :
- Cześć Justin
- Cześć ślicznotko, autografy rozdaje po szkole - odpowiedział puszczając mi oczko.
Serce podeszło mi do gardła. On na prawdę mnie nie poznał. Zrobiło mi się strasznie przykro chociaż wiedziałam ze może się to zdażyć. Szybko od niego odeszłam i poszłam po swoje książki, gdy tylko je wyjęłam poszłam do klasy.
***OCZAMI JUSTINA***
Właśnie stałem przy szafce i wyciągałem książki, gdy podeszła do mnie jakaś dziewczyna- przyznaję była niezła, ale kogoś mi przypominała, kogoś bliskiego, kogoś kogo wcześniej już znałem. Strasznie posmutniała gdy powiedziałem jej o autografie, chyba nie jest moją fanką.
 Wyciągnąłem z tej głupiej szafki resztę książek i poszedłem do klasy.  Ona tam była i siedziała z Ryanem. Może to jego dziewczyna ? - pomyślałem. Nie, jak taka ładna dziewczyna chciała by Ryana - zaśmiałem się pod nosem i dosiadłem się do Chaza.
- Ty stary, co to z laska ? - spytałem wcześniej witając się z nim.
- Mówisz serio ? - spytał zniżając głowę.
- Serio, serio. Podeszła do mnie na przerwie, ale się nie przedstawiła - wytłumaczyłem.
- Justin, to jest Perry - powiedział cicho.
- Perry , Perry nie przypom... - nagle przerwałem, gdy przypomniałem sobie że znam jedną Perry. jedyną w swoim rodzaju Perry, moją dawną przyjaciółkę do, której odkąd stałem się sławny ani razu się nie odezwałem. Zrobiło mi się strasznie gorąco przez to co do niej powiedziałem.
*** OCZAMI PERRY***
Kiedy lekcja się skończyła szybko szłam korytarzem żeby tylko nie spotkać Justina, ale nie udało mi się i zaczepił mnie tuż przed wejściem do damskiej toalety:
- Perry, możemy pogadać ? - spytał
- OOO! To teraz już wiesz kim jestem i OMG! wiesz jak mam na imię - wrzasnęłam sarkastycznie.
- Przepraszam, po prostu zmieniłaś się... - tłumaczył
- Ty też Justin, bo ten Justin, którego znałam kiedyś nigdy by o mnie nie zapomniał - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Ale ja nigdy o tobie nie zapomniałem. Kiedyś wyglądałaś inaczej - znów zaczął się tłumaczyć.
- Inaczej ? Hmm... czyli jak ? - złapałam się za podbródek. Byłam brzydka i gruba ? TAK ! wiesz może i byłam, ale wtedy mogłam rozpoznać ludzi którzy przyjaźnią się ze mną bo na prawdę mnie lubią i tych, którzy tylko mnie wykorzystują - wykrzyczałam i odeszłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jeżeli chcecie się dowiedzieć co dalej będzie z Justinem i Perry czytajcie... Proszę tylko o jedno: ZOSTAWIAJCIE KOMENTARZE !!! :*

Rozdział 2

- Perry, nie cieszysz się ? - spytała.
- Wiesz... z jednej strony bardzo, ale z drugiej jestem na niego strasznie zła bo ani razu się do mnie nie odezwał- usiadłam na łóżku. On jest inny i ja teraz też jestem inna - wytłumaczyłam.
- Oczywiście, ale nadal jest w was cząstka tych starych Justina i Perry - pogłaskała mnie po ramieniu i wyszła. Położyłam się na łóżku i długo o tym rozmyślałam aż mój telefon mnie z tego nie wyrwał. Dzwoniła babcia Justina - Diane, ale ja i chłopcy zwracaliśmy się do niej po prostu babciu.
P: Słucham ? - spytałam
D: Cześć, Perry. Pluto źle się czuje. Boję się że coś mu się stało. Mogłabyś przyjechać ? - spytała zmartwiona 
P: Oczywiście. Już jadę - powiedziałam i rozłączyłam się. Pożyczyłam od mamy wóz i szybko udałam się do ich domu.
*PLUTO- pies którego kiedyś razem z Christianem , Ryanem, Chaz'em, Caitlin i Justinem znaleźliśmy w parku.
Szybko się przywitałam i poszłyśmy zobaczyć co się z nim dzieje. Leżał smutny na kanapie i nic nie chciał jeść.
Razem z babcią zaniosłyśmy go do samochodu i pojechałyśmy do weterynarza.
Okazało się że miał kleszcza. Udało się go usunąć, ale Pluto musi zostać w klinice do środy.
Byłyśmy bardzo zadowolone że udało się go wyleczyć. Ok. 20:00 wróciłyśmy do domu. Babcia nalegała żebym chociaż na chwilę weszła do środka. Wypytywała mnie o Justina.
 - Co oni się uwzięli z tym Justinem ? - pomyślałam
Gdy dowiedziała się ode mnie wszystkiego czego chciała wypuściła mnie i wróciłam do domu.
- I co z Pluto ? - spytała mama
- Dobrze, do środy zostanie u weterynarza.- powiedziałam i udałam się do swojego pokoju. Przebrałam się w pidżamy i włączyłam laptopa. Ze 2 godziny rozmawiałam z Ryanem i Chazem na Skype. Powiedziałam im o Pluto, a o 23;00 poszłam spać.
*** 
Mama obudziła mnie o 7:00. Poszłam do łazienki, umyłam zęby, wyprostowałam włosy i ubrałam to. Zeszłam na dół i wypiłam swoją ulubioną rumiankową herbatę, a o 7:40 mama jadąc do pracy podwiozła mnie do szkoły.
   Szybko wyjęłam z szafki książki i szłam w stronę sali nr 5, gdy ktoś zaciągnął mnie do schowka woźnego. Gdy tylko się odwróciłam zauważyłam że to moja koleżanka z klasy - Candy.
- Co się stało ? - spytałam
- Mam sprawę - powiedziała zdenerwowana.
- Jaką ? 
- Mogłabyś podać mi numer do Chaza ? - spytała zawstydzona 
- No jasne - odpowiedziałam z uśmiechem wyjmując telefon z kieszeni, ale gdy już jej go podałam i chciałam schować telefon do kieszeni zawadziłam łokciem o szczotkę i narobiłam huku. Nagle drzwi się otworzyły. To był nasz dyrektor. Wręczył nam tylko kartki do kozy na tydzień i zamknął drzwi.
Walnęłam ręką w czoło i wyszłam udając się do klasy. Usiadłam obok Chaza.
- Przez ciebie dostałam tydzień kozy - warknęłam do niego
- A co ja zrobiłem ? - spytał
- Jesteś ! - głupio się na niego spojrzałam i do końca lekcji nie odezwałam się ani słowem.
*** LUNCH***
Jak zawsze we trójkę usiedliśmy przy stole i jedliśmy, ale tym razem gdy zobaczyłam Candy zawołam ją do nas. Chaz jest strasznie specyficzny dlatego trudno było wyczuć czy ona jemu też się podoba.
*** 
O 15;00 skończyliśmy lekcje. Razem z Candy musiałyśmy zostać w kozie z naszą wychowawczynią, która tylko siedziała i wypełniała coś w dziennikach. Była strasznie walnięta, ale miałam ją w dupie, pewnie tak jak ona mnie...
***
O 16;00 w końcu wyszłam z tego piekła i po woli szłam do domu. Przy domu Justina i cioci Pattie stały ogromne wozy przeprowadzkowe, które przywiozły sporo rzeczy. Ucieszyłam się że w końcu przyjechali, ale postanowiłam im nie przeszkadzać i poszłam do domu.
Zdjęłam kurtkę, walnęłam torbę na kanapę i usiadłam przy stole w kuchni, gdzie mama przygotowywała obiad.
- Znowu koza ? - spytała
- No trochę ... - przymknęłam oczy. Ale tym razem to przypadek i nie zrobiłam niczego złego - tłumaczyłam się
- Oczywiście - uśmiechnęła się. Idę dziś na randkę - powiedziała ucieszona. 
- Uuuu... kto to taki ? - spytałam podekscytowana.
- No więc ma na imię Mike i jest brązowookim brunetem - powiedziała.
- Super - krzyknęłam i zabrałam się do jedzenia zupy.
*** OCZAMI JUSTINA***
Ugh... znów wracam do tego starego miasta. Ja jestem gwiazdą i nie powinni zmuszać mnie do takich rzeczy, ale z drugiej strony laski się będą do mnie kleiły ...
- Mamo kiedy idę do szkoły ? - krzyknąłem do mamy, która była na dole
- Jutro na 8;00 - odkrzyknęła
Nienawidziłem szkoły, ale było tam pełno lasek ni i oczywiście Ryan i Chaz. Szkoda że nie ma tu reszty naszej paczki ... 

Rozdział 1

Rok 2011
O Justinie w wiadomościach było głośno, ale tym razem nie z powodu talentu, albo teledysków tylko z powodu jego chamstwa. Pluł na ludzi z balkonu, wdawał się w różne afery, bójki, robił głośne imprezy, a ostatnio wyciekła do internetu plotka że pali marihuane. Nie mam pojęcia co o tym myśleć bo tak nie zachowuje się mój ,,stary" Justin, ale na pewno nie miałam zamiaru przestać go wspierać.
           Była leniwa niedziela. Wstałam ok. 10:00. Zeszłam na dół do kuchni i przygotowałam swoje ulubione kolorowe płatki. Włączyłam radio, a to co w nim usłyszałam niezmiernie mnie zaskoczyło, a mianowicie :
- Justin Bieber wraca do Stratford, do swojej dawnej szkoły - powiedział redaktor.
- Tak, po tych wszystkich skandalach musi odpocząć od tego świata, świata sławy - potwierdził Scooter.
Miska z płatkami wypadła mi z rąk. Szczerze mówiąc ucieszyłam się, ale byłam niemal pewna że mnie nie pozna. Kiedyś byłam brzydka i gruba...
Do kuchni wpadła mama:
- Co się dzieje ? - spytała gdy zobaczyła stłuczoną miskę, rozlane mleko i płatki na podłodze.
- Nie, nic - odpowiedziałam zbierając szkła.
- Zostaw ! - krzyknęła. Pokaleczysz się, ja to sprzątnę, a ty przejdź do innego pokoju- powiedziała wyjmując z szafki zmiotkę, łopatkę i mopa.
Szybko pobiegłam do swojego pokoju, wzięłam prysznic i ubrałam to. Włosy związałam w wysokiego kucyka i zbiegłam na dół. Włożyłam telefon do kieszeni, ubrałam kurtkę i krzyknęłam :
- Mamo, wychodzę ! - i wybiegłam z domu udając się do Chaza. Od razu otworzył mi drzwi :
- Chaz słyszałeś ? - spytałam
- Ale co ? - zrobił minę ,,debila"
- Czyli że nie słyszałeś- spuściłam ramiona. Justin wraca ! - krzyknęłam.
- A, tak. Słyszałem o tym - podrapał się po karku.
- Chaz ? - spytałam przymykając oczy
- No co ? - odsuwał się do tyłu, a ja szłam za nim.
- Co ty ukrywasz ! - wrzasnęłam bo to zawsze na niego działało.
- No dobrze, Scooter dzwonił do nas że Justin wraca już miesiąc temu - spuścił głowę i mówił coraz ciszej.
- Co? Chaz ? Dlaczego mi nie powiedzieliście ? - spytałam z wyrzutem.
- Perry, posłuchaj Justin nie jest już taki jaki był. Strasznie się zmienił. Wiedzieliśmy ze będziesz się cieszyła i nie będziesz mogła doczekać się kiedy on przyjedzie, dlatego chcieliśmy żebyś dowiedziała się jak najpóźniej i nie rozczarowała się ... Nie rozmawiałaś z nim od jego wyjazdu - tłumaczył
- Tak, wiem to. Masz rację, ale przykro mi że ukrywaliście to przede mną - posmutniałam
- Przepraszam - powiedział i mnie przytulił.
- No dobra, nie gniewam się - lekko się uśmiechnęłam. A kiedy on dokładnie przyjedzie ? - spytałam
- Jutro rano, ale do szkoły przyjdzie dopiero we wtorek - uśmiechnął się.
- To super - zaśmiałam się.
- To co dziś robimy ? - spytał siadając na kanapie.
- Jest połowa listopada więc nie mamy zbytniego wyboru - usiadłam obok niego na kanapie i podparłam głowę ręką. Wiem ! - krzyknęłam gdy w końcu wpadłam na pomysł. Może pójdziemy do kina ? - spytałam
- Okey, słyszałem że dziś grają ,,Gwiezdne Wojny " - wydarł się wyjmując z szafy swój świecący miecz.
- Hej, hej, hej! Schowaj tego świecącego kija ! - powiedziałam. Możemy iść na te ,, Gwiezdne Wojny", ale obiecaj: żadnych krzyków, żadnych mieczy i żądnych przebieranek - warknęłam.
- No dobra - spuścił smutno głowę.
- To ja zadzwonię do Ryana i pójdziemy po niego - powiedziałam wyjmując z kieszeni IPhona i wybierając jego numer.
*************
10 minut później byliśmy już pod domem Ryana, gdy tylko wyszedł udaliśmy się do kina.
*************
 Najgorsze co można zrobić to iść z tymi idiotami do kina. Narobili mi takiego wstydu że szkoda gadać. Najpierw darli ryje przy każdej scenie, później porozsypywali popcorn po całej sali, a na koniec kubełek po niem wsadzili na głowę jakiemuś facetowi w rzędzie przed nami...aż w końcu nas wyprosili.
*************
O 16:00 wróciłam do domu. Mama oglądała telewizje. tylko się z nią przywitałam i skierowałam się w stronę schodów
- To Justin wraca ? -spytała
- Tsa... - powiedziałam wymykając do swojego pokoju na górę, ale słyszałam jak mama idzie za mną ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Następny rozdział jeszcze może dziś. Proszę zostawiajcie komentarze !!! :D

Prolog

Rok 2009
Ja, Justin, Ryan, Chaz, Christian i Caitlin - najbardziej zgrana paczka w Stratford. Byliśmy dla siebie rodziną. Nie tylko my się lubiliśmy ale nasze rodziny także. nie byliśmy zbyt znani w naszej szkole, a inaczej to nawet nie byliśmy zbytnio lubiani. Wszyscy kochaliśmy jeździć na deskorolkach i kochaliśmy muzyką, ale najbardziej ciągnęło do niej Justina. Jego mama i my zawsze go w tym wspieraliśmy. Brał udział w konkursach, grał przed miejscowym teatrem, po prostu był świetny. pewnego dnia gdy spotkaliśmy się w Skateparku ogłosił nam że jakiś menedżer chce się z nim spotkać i jutro wyjeżdża do Atlanty.
    Nasze pożegnanie było długie. Wszyscy ostro płakaliśmy, ale obiecaliśmy sobie że nigdy o sobie nie zapomnimy. Jednak tak się nie stało...
   Justin stał się sławny. Od jego wyjazdu ani razu z nim nie rozmawiałam. Ewidentnie o mnie zapomniał. Chaz i Ryan często go odwiedzali, ale ja postanowiłam się nie narzucać bo jeśli chciałby ze mną porozmawiać zadzwonił by albo odwiedził podczas swojej trasy.
   W 2010r. Christian i Caitlin wyprowadzili się do NY i zostaliśmy tylko we trójkę, ale to co się stało później... nigdy byście się tego nie spodziewali ...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej, myślę że spodoba wam się Prolog. Bardzo prosimy o komentarze to motywuje do dalszego pisania :)
A więc:    CZYTASZ - ZOSTAW KOMENTARZ !!! :D

środa, 7 sierpnia 2013

Bohaterzy

Perry Anne Daniels - ma 17 lat. Mieszka w Stratford. Chodzi do przedostatniej klasy liceum.


Justin Bieber- ma 17 lat. Przez swoje złe zachowanie jest zmuszony wrócić do Stratford.

Chaz Somers- ma 17. Mieszka w Stratford. Jest przyjacielem Perry, Justina, Christiana, Ryana i Caitlin.
Christian Beadles- ma 16 lat. Przyjaciel Justina, Ryana, Chaza, Perry i Caitlin
Ryan Butler- Ma 17 lat. Mieszka w Stratford. Przyjaciel Justina, Perry, Chaza, Christiana i Caitlin.
Caitlin Beadles - ma 18 lat. Przyjaciółka Perry, Caza i Ryana. Była dziewczyna Justina. Siostra Christiana.
Pattie Malettie - mama Justina.
Robyn Mels - Mama Perry.
Jeremy Bieber - Ojciec Justina.
Jack Daniels - Ojciec Perry
Diane Malettie - babcia Justina
George Malettie - dziadek Justina
Reszta bohaterów wraz z rozdziałami. Pierwszy rozdział pojawi się już nie długo ...



Witamy !!!

Cześć, jesteśmy Madzia i Natalka. Będziemy prowadzić bloga z opowiadaniem o Justinie i dziewczynach ...
Pierwsze opowiadanie będzie o Justinie i o dziewczynie o imieniu Perry (wizerunek Miley Cyrus ) :*