poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 6

Zamknęłam szafkę i poszłam na wyznaczone miejsce.
- Co chciałeś Austin ?  - spytałam
Dał mi 10 róż i spytał :
-  Umówisz się ze mną ?
- OMG ! To wygląda jak jakieś oświadczyny - zaśmiałam się. No jasne - uśmiechnęłam się i przytuliłam go.
- W takim razie kiedy masz czas ? - spytał mnie ze swoim zabójczo ślicznym uśmiechem.
- Może  w piątek ? - wysunęłam propozycję
- Oczywiście. O 17;00 ? - spytał
- Jasne - powiedziałam i tachając róże skierowałam się w stronę szafki.
- Poczekaj, Perry ! - krzyknął
- Tak ? - spytałam odwracając się
- Ślicznie dziś wyglądasz - powiedział.
Tylko lekko się zarumieniłam i poszłam do szafki. Otworzyłam ją, ale nie zdążyłam schować róż bo Justin zamknął mi ją przed nosem.
- Od kogo te róże ?  spytał
- A co cie to ?- uśmiechnęłam się i chamsko mu odpowiedziałam czego sekundę później pożałowałam.
- Nic, tak tylko spytałem - rzucił krótko i odszedł.
W końcu schowałam kwiaty, wyjęłam książki i poszłam do klasy.
Justin siedział sam więc się do niego dosiadłam.
- Przepraszam za to że tak Cię potraktowałam. Te róże były od Austina - powiedziałam smutna.
- Nie musisz się tłumaczyć. Ja też idę na randkę - odpowiedział dumny.
- A skąd wiesz że idę z nim na randkę ? - spytałam zdziwiona, ale nie otrzymałam odpowiedzi.
Niby byłam umówiona z Austinem. Podobał mi się odkąd pamiętam, ale zrobiło mi się zimno na sercu kiedy Justin powiedział że także umówił się na randkę. Sama w to nie wierzę, ale byłam chyba o niego zazdrosna...
*OCZAMI JUSTINA *
Jestem głupi. Jestem cholernie głupi. Po co umówiłem się z tą dziewczyną, nawet jej nie znam. Perry nawet to nie obeszło. I jeszcze poszedłem do Austina ... Na pewno jej o tym opowie. Debil ze mnie, ale jestem o nią zazdrosny? Przecież to moja przyjaciółka. A o przyjaciół nie można być zazdrosnym, ale ja najwidoczniej byłem. Czy ona mi się podob... . Nie, przecież to Perry, moja siostra. Jest śliczna, dla mnie zawsze była. Jeszcze kilka lat temu byłem zakochany w niej na zabój, ale nigdy nie odważyłem się jej tego powiedzieć ...
*KOZA*
Siedzieliśmy razem w ławce.
- To z kim idziesz na randkę ? - spytała
- Z dziewczyną z drugiej ławki - odpowiedziałem
- Nie wiesz jak ma na imię?  - zdziwiona zmarszczyła czoło.
- Pff... wiem - podrapałem się zakłopotany po karku. Powiedziała mi jak ma na imię, ale zapomniałem.
- No to powiedz - cwaniacko się uśmiechnęła
Nagle mnie olśniło :
- Mary, tak ona ma na imię Mary - powiedziałem szczęśliwy że nie zrobiłem z siebie deblia bez uczuć.
Na jej twarzy ciągle gościł uśmiech.
- Z czego się tak cieszysz ?- spytałem
- W sprawach dziewczyn w ogóle się nie zmieniłeś. Nadal jesteś podrywaczem - powiedziałam. Zrobiło mi się miło bo to oznaczało że jeszcze nie wszystko stracone i jest nadzieja że ,,stary" Justin powróci.
- A powiedz pracujesz nad czymś? Chodzi mi o muzykę - spytała
- Tak, oczywiście. Pracuje nad nową płytą, ale boję się że nikt jej nawet nie będzie chciał kupić. Moje Beliebers mnie nienawidzą - wyżaliłem się, ale od razu ciężar spadł mi z serca.
- Przestań, nawet tak nie mów. Prawdziwe Beliebers nigdy by Cię nie zostawiły. Ty masz przerwę i potraktuj to tak jakby one także miały przerwę. Odpocznij i daj im odpocząć. Pracuj nad muzyką i dawaj im to za co tak na prawdę cię pokochały - pocieszała mnie, ale jej słowa głęboko utkwiły w mojej głowie. Były prawdą. Piękną prawdą.
*OCZAMI PERRY*
Do klasy weszła nauczycielka :
- Cicho ! wrzasnęła i wzięła do ręki dziennik. Sprawdzam listę - powiedziała i czytała nazwiska po kolei. W kozie nie było zbyt dużo osób więc mogła nas po prostu policzyć, ale ...
Gdy doszła do mojego nazwiska powiedziała :
- Perry Anne Daniels. Nasz bardzo częsty gość. Bez niej koza by nie istniała - z przymusu puściła mi wredny uśmiech.
  Gdy tylko skończyła czytać listę Justin od razu spytał :
- Aż tak często zostajesz w kozie ?
- Zdarza się- uśmiechnęłam się lekko.
***
Ok. 15 wyszliśmy ze szkoły i pojechaliśmy prosto do kliniki. Pluto był wesoły jak dawniej i od razu poznał Justina.
     Zawieźliśmy go do babci Diane i dziadka George'a. Byli wniebowzięci że Pluto już wrócił.
- Może zostaniecie jeszcze chwile ?- spytała babcia
- W sumie to czemu nie - powiedział Justin. Tylko się uśmiechnęłam i weszłam za nim do salonu
     Babcia przygotowała nam dwie gorące czekolady z kolorowymi piankami.
     Oboje udaliśmy się do drugiego salonu. Były tam wielkie szklane drzwi z widokiem na piękny zaśnieżony ogród babci. Przed nimi stały dwa duże wyściełane fotele, na których przesiadywaliśmy często w zimę, a za nami palił się piękny kominek.Było tak domowo, tak przytulnie... Tym razem także usadowiliśmy się na nich i obserwowaliśmy spadające z nieba wielkie płatki śniegu.
- Jak za dawnych lat, co ? - spytał Justin
- Dokładnie, tylko szkoda że nie mamy o 10 lat mniej - uśmiechnęłam się lekko i napiłam się czekolady.
- To co z Austinem? Chaz powiedział mi że to twoja dawna miłość -  podpytywał
- No właśnie ,,dawna". - podkreśliłam to słowo. Jest bardzo miły, ale nie jest ... - spojrzeliśmy sobie w oczy i zaczęliśmy się do siebie zbliżać.
- Kim on nie jest ? - spytał szeptem, gdy był już bardzo blisko.
- Nie jest t... - nie zdążyłam dokończyć zdania bo do pokoju weszła babcia. Gwałtownie się od siebie odsunęliśmy. Na szczęście nic nie zobaczyła, ale dobrze że nam przerwała.
- Chcecie może jeszcze czekolady, albo coś do jedzenia ? - spytała
- Ja myślę że powinniśmy już wracać- podniosłam się z fotela i zaniosłam kubek do kuchni.
- Tak, ja też tak myślę - poparł mnie Justin
- Co? Ale dlaczego tak szybko ? - spytała zdziwiona babcia
- Po prostu mamy coś jeszcze do załatwienia - wymigał się Bieber.
     Ubraliśmy kurtki. Pożegnaliśmy się i wróciliśmy do domu. Całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie.
Było bardzo niezręcznie. Modliłam się o to żeby jak najszybciej dojechał.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę o komentarze !!!!!! CZYTASZ= KOMENTUJESZ. Dziękuję wszystkim tym, którzy czytają <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz