*OCZAMI PERRY*
Mama właśnie zaczęła ubierać się na randkę.
- Ślicznie wyglądasz, mamuś - powiedziałam do niej i przytuliłam ją
- Dziękuję, kochanie - pocałowała mnie w czoło.
- Mamo, a ja w piątek też idę na randkę- powiedziałam lekko się uśmiechając
- Z Justinem ? - spytała podekscytowana z wielkim ,,SMILE" na twarzy.
- NIE, nie z Justinem. O co wam z nim chodzi ? - spytałam oburzona wyrzucając ręce w powietrze.
- Nic, tak po prostu spytałam, ale mniejsza o to. To z kim w końcu idziesz ? - spytała
- Z Austinem - powiedziałam krótko
- Z tym,w którym byłaś kiedyś zakochana ? -spytała dla upewnienia
- Tak, właśnie z tym- złączyła usta. Przypomniało mi się to co prawie zrobiliśmy z Justinem i od razu dodałam :
- On jest bardzo romantyczny - i uśmiechnęłam się.
- No nie wątpię - powiedziała wesoła.
***
Kiedy mama wyszła przypomniało mi się że dziś nie jadłam nic poza frytkami na lunch.
Postanowiłam przygotować sobie na kolację szpinak.. Wyjęłam składniki. Ugotowałam szpinak i kaszę, doprawiłam, wymieszałam i szybkie zdrowe danie było gotowe.
***
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko podniosłam się z krzesła i poszłam je otworzyć. Stał w nich wkurzony Chaz.
- Jesteś sama ? - spytał
- Tak, a co się stało ? - spytałam widząc że jest strasznie wkurzony.
- Co się stało ? Ona ta... ta małpa wiesz co zrobiła ? -krzyknął
- Candy ? - spytałam dla pewności
- Tak, ona. Poszliśmy na kręgle. Ja musiałem iść do łazienki, a gdy już z niej wyszedłem ona całowała się z jakimś gnojkiem.
- I co jej powiedziałeś ?- zadałam kolejne pytanie
- Nic, nie mogłem na nią patrzeć. Perry ja na prawdę ją polubiłem - powiedział smutny opuszczając głowę.
Przytuliłam go i powiedziałam :
- Siadaj na kanapę. - wskazałam mu miejsce. Zadzwonię do chłopaków i przyniosę ci coś do jedzenia
- Okey, najlepiej chipsy i cole - powiedział.
Uśmiechnęłam się tylko i zasalutowałam :
- Już się robi !
Wyjęłam z szafki jakieś chipsy i wsypałam je do miski. Do szklanki nalałam coli i zaniosłam do salonu. Wzięłam swojego IPhona i napisałam sms-a do Justina i Ryana :
P: Chaz, Candy ... Ugh...
Potrzebuje pomocy na złamane serce.
Schowałam go do kieszeni i poszłam do Chaza.
***
Po jakiś 5 minutach Justin i Ryan byli już u mnie w domu z tonami coli, chipsów, lodów, żelków itp.
Oni zawsze umieli go pocieszyć. Od razu był weselszy. Grali w jakieś głupie gry, a póżniej oglądaliśmy nasz ulubiony serial ,, Przyjaciele". Tak, to wyglądało trochę jakby cztery stare baby bez własnego życia oglądały raz po raz jakieś miłosne terenowele i płakały przy tym jak bobry...
- Jesteście nienormalni, ale mocno was kocham - powiedziałam i wszyscy się przytuliliśmy.
***
O jakiejś 01;00 w nocy chłopcy poszli do siebie. Wzięłam kąpiel, wysmarowałam się swoim ulubionym arbuzowym kremem, założyłam pidżamy i poszłam spać.
***
Rano obudziła mnie mama. Po woli wstałam z łóżka. Związałam włosy w luźnego koka. Umyłam twarz i zęby. Ubrałam się. Zjadłam śniadanie i pojechałam z mamą do szkoły.
Chaz siedział w szatni i czekał aż Candy wejdzie do klasy.
- Wszystko w porządku ? - spytałam
- Tak, po prostu czekam aż sobie pójdzie - odpowiedział
- Chaz, ale nie możesz jej wiecznie unikać- powiedziałam
- Tak, masz rację- powiedział stanowczo i wyszedł z klasy.
Rozmawiali, widziałam to ,ale nie przeszkadzałam im i szybko przemknęłam na ławkę.
Chwilę później podeszła do mnie Candy
- Słuchaj Perry, musisz mi pomóc - powiedziała
- Nie! To ty słuchaj - wstałam z ławki. Zadarłaś z Chazem więc zadarłaś z nami wszystkimi. Nie mam zamiaru Ci w niczym pomagać. Chaz widział to co widział i nigdy ci tego nie wybaczy.- powiedziałam jej prosto w twarz i poszłam usiąść na inną ławkę.
Siedział na niej Austin.
- Gotowa na jutrzejszą randkę ? - spytał całując mnie w policzek
- Tak, oczywiście - powiedziałam lekko się rumieniąc.
Nagle zadzwonił dzwonek i wszyscy udaliśmy się do klas.
Przywitałam się z Ryanem i Justinem tak jak zawsze - przytulając ich i usiadłam do ławki. Gdy tylko widziałam Justina serce mi mocniej waliło, ale wiedziałam że nie mogę się wydać i próbowałam zachowywać się naturalnie.
***
Kiedy lekcja się skończyła wszyscy wyszliśmy z klasy. Ryan szybko zepchnął mnie na bok i powiedział :
- Przecież widzę jak na niego patrzysz ! Nie udawaj! Znam Cię od urodzenia. Justin nie jest Ci obojętny - powiedział przekonany .
Cholera, przejrzał mnie - zaklnęłam w myślach, ale próbowałam się z tego wymigać
- Co? Pff...- machnęłam ręką. Oczywiście że nie jest mi obojętny bo to mój przyjaciel - powiedziałam
- Na pewno ,, tylko" przyjaciel? - spojrzał na mnie z pod oka
Zmierzyłam go wzrokiem i poszłam wymienić książki .
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bardzo proszę o komentarze. Bardzo mi pomagają w pisaniu <3 CZYTASZ=KOMENTUJ !!!
Podoba mi się :) :*
OdpowiedzUsuń