Obudziłam się ok.9:00. Ubrałam się. Włosy uczesałam w luźnego koka. I zeszłam na dół. na śniadanie. Mama przebrana właśnie gdzieś wychodziła.
- Gdzie idziesz mamo ? - spytałam
- O wstałaś już ! Idę z ciocią Pattie na siłownię - krzyknęła i wyszła.
Właśnie kiedy kończyłam jedzenie swoich płatków zadzwonił mój telefon.
J: Będziemy z Ryanem po ciebie za 10 minut - i rozłączył się.
Schowałam naczynia do zmywarki. Ubrałam kurtkę, buty, zamknęłam drzwi i wyszłam na zewnątrz.
Kiedy chłopcy w końcu po mnie podjechali, wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy po młodsze rodzeństwo Biebsa.
***
Gdy tylko tata Justina otworzył nam drzwi, przywitaliśmy się z nim, a Jackson i Jazzy oglądali bajki.
-Halo! Jest tu ktoś ? 0 spytał z żartem Justin kiedy wchodziliśmy do ich pokoju.
Jazzy wskoczyła na ręce Justinowi, a Jackson mnie.
- Dawno Cię nie widziałam, ale z ciebie przystojniak - dotknęłam palcem jego noska.
- To co jedziemy do Wesołego Miasteczka ? - spytał Justin.
- TAK ! - krzyknęli młodsi.
- Okey, to ubierajcie kurteczki i buciki i idziemy - powiedziałam.
Ryan i Justin umocowali foteliki, do których wsadzili Jacksona i Jazzy i pojechaliśmy do Wesołego Miasteczka.
Najpierw poszliśmy na gokarty, później na karuzele, zrobiliśmy sobie tatuaże z henny, a na koniec przypadło malowanie twarzy.
- Justin ty też pomalujesz ? - spytała Jazzy.
- Nie, ja nie mogę, ale Perry chętnie się z tobą pomaluje - spojrzał na mnie cwaniacko.
- O nie, nie, nie! Skoro ja mam się malować to wy też - powiedziałam.
- Dobra - zgodzili się.
Pani która malowała twarze dała nam katalog z wzorami. Umówiliśmy się że wybierzemy je dla siebie na wzajem.
W końcu wyszło że ja umalowana byłam jako tygrys, Justin jako panda, Ryan jako zebra, Jazzy jako kot, a Jackson jako żaba. Mieliśmy z tego niezły ubaw. I zrobiliśmy miliony zdjęć z czego połowa trafiła na instagrama.
Nagle przy budce ze zdjęciami zauważyłam Austina. Postanowiłam do niego podejść i się przywitać.
- No cześć Austi - powiedziałam uśmiechnięta.
- Perry ? - powiedział z niedowierzaniem przez mój tygrysi makijaż, ale był też zestresowany.
Nagle z budki wyszła jakaś dziewczyna.
- Kochanie, ile mam czekać ? Mieliśmy zrobić sobie zdjęcia - powiedziała obejmując go od tyłu.
- Yyy... kto to jest ? - spytałam sparaliżowana.
- Perry, to moja dziewczyna Olivia, ale zanim coś powiesz to przepraszam. Nie chciałem żeby tak wyszło - tłumaczył się.
Wtedy podszedł do nas Justin i spytał :
- Wszystko w porządku ?
Nawet nie zwróciłam uwagi na to pytanie tylko krzyknęłam Austinowi prosto w twarz :
- Nie chciałeś żeby tak wyszło ? - zmarszczyłam czoło.- Niby jak. Miałeś dziewczynę i umówiłeś się ze mną ? Wiesz co ? Strasznie mnie wkurzasz! I nie myśl sobie że wszystko Ci wolno bo jesteś nikim i proszę Cię WIĘCEJ SIĘ DO MNIE NIE ODZYWAJ - wściekła ubrałam kurtkę i wyszłam poza budynek . Było strasznie zimno. Ukucnęłam i zamknęłam oczy. Nie miałam zamiaru płakać, ale było mi strasznie przykro.
Czułam się jakby nikt mnie nie chciał.
Wtedy przyszedł do mnie Justin:
- Hej !Tygrysie nie smuć się bo ludzie nie będą się Ciebie bać - powiedział chcąc mnie pocieszyć. Od razu lekko się uśmiechnęłam.
- Daj spokój. Nigdy się tak nie czułam, tak jakby nikt mnie nie chciał - powiedziałam spuszczając głowę.
Wyciągnął do mnie rękę, a gdy tylko wstałam mocno mnie do siebie przytulił.
- Ja ciebie chce - powiedział i dał mi całusa w policzek.
Nic mu nie odpowiedziałam. Nie miałam głowy żeby teraz o tym myśleć.
- Wracamy ? - spytał
- Jasne. Jackson i Jazzy pewnie nie dają taryfy ulgowej Ryanowi - zaśmiałam się.
***
Wyszliśmy z tamtąd obładowani zabawkami, wymalowani za zwierzęta i wydaliśmy kupe kasy.
Później wybraliśmy się na obiad do MCDonalda, a ok 18;00 wróciliśmy do domów.
- Pa. Dziękuję za miły dzień. Widzimy się jutro w kościele - pomachałam im.
Weszłam do domu. Mama przygotowywała jedzenie.
- A ty nie miałaś być na randce z Mike'm ? - spytałam zdziwiona.
- No właśnie. Mała zmiana planów. - powiedziała. Mike przyjdzie dziś do nas na kolację wraz ze swoim synkiem - uśmiechnęła się.
- On ma syna ? - zadałam kolejne pytanie.
- Tak, ma 3 latka i ma na imię Kevin. Jest uczulony na bardzo dużo rzeczy bo jest alergikiem, ale jest przesłodki - zapewniła.
- To świetnie. Chętnie ich poznam - uśmiechnęłam się i podeszłam bliżej mamy mocno ją przytulając.- To coś poważnego, nie ? - spytałam
- Bardzo - pocałowała mnie w czoło.- A teraz biegnij się umyć i przebrać tygrysie - zaśmiała się.
Szybko pobiegłam do swojego pokoju. Wyjęłam z szafki czyste ubrania i poszłam do łazienki. Wzięłam kąpiel. Zmyłam makijaż, a później nałożyłam maseczkę na 10 min. Gdy ją zmyłam, ubrałam się i zeszłam na dół. Pomogłam poustawiać mamie talerze.
***
Kiedy Mike i Kevin przyszli atmosfera bardzo się rozluźniła. Mike był przystojny, taki jak mama go obrazowała, a Kev był słodziutki. Od razu się polubiliśmy. Dowiedziałam się że Mike jest prawnikiem, a jego żona zostawiła jego i Kevina tuż po porodzie i uciekła.
Oboje z mamą byli bardzo szczęśliwi. Już dawno jej takiej nie widziałam ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział zapisywany z 10 razy, gdyż moje światło cały czas się wyłączało. Strasznie się napracowałam więc proszę wszystkich czytających o komentowanie, albo chociaż branie udziału w sondzie :D
Pozdrawiam !!! CZYTASZ=KOMENTUJ !!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz