- Wiesz... z jednej strony bardzo, ale z drugiej jestem na niego strasznie zła bo ani razu się do mnie nie odezwał- usiadłam na łóżku. On jest inny i ja teraz też jestem inna - wytłumaczyłam.
- Oczywiście, ale nadal jest w was cząstka tych starych Justina i Perry - pogłaskała mnie po ramieniu i wyszła. Położyłam się na łóżku i długo o tym rozmyślałam aż mój telefon mnie z tego nie wyrwał. Dzwoniła babcia Justina - Diane, ale ja i chłopcy zwracaliśmy się do niej po prostu babciu.
P: Słucham ? - spytałam
D: Cześć, Perry. Pluto źle się czuje. Boję się że coś mu się stało. Mogłabyś przyjechać ? - spytała zmartwiona
P: Oczywiście. Już jadę - powiedziałam i rozłączyłam się. Pożyczyłam od mamy wóz i szybko udałam się do ich domu.
*PLUTO- pies którego kiedyś razem z Christianem , Ryanem, Chaz'em, Caitlin i Justinem znaleźliśmy w parku.
Szybko się przywitałam i poszłyśmy zobaczyć co się z nim dzieje. Leżał smutny na kanapie i nic nie chciał jeść.
Razem z babcią zaniosłyśmy go do samochodu i pojechałyśmy do weterynarza.
Okazało się że miał kleszcza. Udało się go usunąć, ale Pluto musi zostać w klinice do środy.
Byłyśmy bardzo zadowolone że udało się go wyleczyć. Ok. 20:00 wróciłyśmy do domu. Babcia nalegała żebym chociaż na chwilę weszła do środka. Wypytywała mnie o Justina.
- Co oni się uwzięli z tym Justinem ? - pomyślałam
Gdy dowiedziała się ode mnie wszystkiego czego chciała wypuściła mnie i wróciłam do domu.
- I co z Pluto ? - spytała mama
- Dobrze, do środy zostanie u weterynarza.- powiedziałam i udałam się do swojego pokoju. Przebrałam się w pidżamy i włączyłam laptopa. Ze 2 godziny rozmawiałam z Ryanem i Chazem na Skype. Powiedziałam im o Pluto, a o 23;00 poszłam spać.
***
Mama obudziła mnie o 7:00. Poszłam do łazienki, umyłam zęby, wyprostowałam włosy i ubrałam to. Zeszłam na dół i wypiłam swoją ulubioną rumiankową herbatę, a o 7:40 mama jadąc do pracy podwiozła mnie do szkoły.
Szybko wyjęłam z szafki książki i szłam w stronę sali nr 5, gdy ktoś zaciągnął mnie do schowka woźnego. Gdy tylko się odwróciłam zauważyłam że to moja koleżanka z klasy - Candy.
- Co się stało ? - spytałam
- Mam sprawę - powiedziała zdenerwowana.
- Jaką ?
- Mogłabyś podać mi numer do Chaza ? - spytała zawstydzona
- No jasne - odpowiedziałam z uśmiechem wyjmując telefon z kieszeni, ale gdy już jej go podałam i chciałam schować telefon do kieszeni zawadziłam łokciem o szczotkę i narobiłam huku. Nagle drzwi się otworzyły. To był nasz dyrektor. Wręczył nam tylko kartki do kozy na tydzień i zamknął drzwi.
Walnęłam ręką w czoło i wyszłam udając się do klasy. Usiadłam obok Chaza.
- Przez ciebie dostałam tydzień kozy - warknęłam do niego
- A co ja zrobiłem ? - spytał
- Jesteś ! - głupio się na niego spojrzałam i do końca lekcji nie odezwałam się ani słowem.
*** LUNCH***
Jak zawsze we trójkę usiedliśmy przy stole i jedliśmy, ale tym razem gdy zobaczyłam Candy zawołam ją do nas. Chaz jest strasznie specyficzny dlatego trudno było wyczuć czy ona jemu też się podoba.
***
O 15;00 skończyliśmy lekcje. Razem z Candy musiałyśmy zostać w kozie z naszą wychowawczynią, która tylko siedziała i wypełniała coś w dziennikach. Była strasznie walnięta, ale miałam ją w dupie, pewnie tak jak ona mnie...
***
O 16;00 w końcu wyszłam z tego piekła i po woli szłam do domu. Przy domu Justina i cioci Pattie stały ogromne wozy przeprowadzkowe, które przywiozły sporo rzeczy. Ucieszyłam się że w końcu przyjechali, ale postanowiłam im nie przeszkadzać i poszłam do domu.
Zdjęłam kurtkę, walnęłam torbę na kanapę i usiadłam przy stole w kuchni, gdzie mama przygotowywała obiad.
- Znowu koza ? - spytała
- No trochę ... - przymknęłam oczy. Ale tym razem to przypadek i nie zrobiłam niczego złego - tłumaczyłam się
- Oczywiście - uśmiechnęła się. Idę dziś na randkę - powiedziała ucieszona.
- Uuuu... kto to taki ? - spytałam podekscytowana.
- No więc ma na imię Mike i jest brązowookim brunetem - powiedziała.
- Super - krzyknęłam i zabrałam się do jedzenia zupy.
*** OCZAMI JUSTINA***
Ugh... znów wracam do tego starego miasta. Ja jestem gwiazdą i nie powinni zmuszać mnie do takich rzeczy, ale z drugiej strony laski się będą do mnie kleiły ...
- Mamo kiedy idę do szkoły ? - krzyknąłem do mamy, która była na dole
- Jutro na 8;00 - odkrzyknęła
Nienawidziłem szkoły, ale było tam pełno lasek ni i oczywiście Ryan i Chaz. Szkoda że nie ma tu reszty naszej paczki ...
Kiedy nn?
OdpowiedzUsuńJuż jest, zapraszam :)
Usuń