*** KILKANAŚCIE TYGODNI PÓŹNIEJ ***
Nasze życie zmieniło się o 360 stopni ( a bynajmniej moje ). Razem z Justinem jesteśmy szczęśliwą parą, a ja jestem jedną z modelek VC.
Nazywają mnie swoim aniołkiem. Oboje jesteśmy zapracowani, ale zawsze znajdujemy czas dla siebie. Justin wspiera mnie w każdej sekundzie tak jak ja jego. Świetnie się dopełniamy i mam nadzieją że zostanie tak na długo...
Właśnie jest 17.02 oboje lecimy do Dublina na pierwszy koncert nowej trasy Justina ,,Believe". To będzie historyczne wydarzenie.
- Mała, za 5 min. jedziemy na lotnisko - usłyszałam z dołu głos Justina.
Szybko założyłam swoje czarne vansy , złapałam walizki i zbiegłam na dół.
Wsiedliśmy do taksówki i razem pojechaliśmy na lotnisko, na którym czekały na nas tysiące fanów nie tylko Justina, ale także i moich !
- Kochamy was !- krzyczeliśmy do nich wsiadając do samolotu.
Większość fanek Justina mnie nie znosiła. Wyzywały mnie, wysyłały tweety i listy z pogróżkami. Postrzegały mnie jako kogoś kto jest okrutny i chce zepsuć im życie. Tak naprawdę nigdy tak nie było. Kochałam je jak siostry, ale one nie chciały tego zaakceptować.
Były dla mnie bardzo ważne tak samo jak dla Justina, ale obu nam sprawiały ogromny ból. Płakaliśmy po nocach, a Justin tracił ich zaufanie, ale nadal je kochał.
*
Na miejscu byliśmy ok. 10:00 i cały czas przed koncertem wygłupialiśmy się i oglądaliśmy o samych głupotach. Było tak jak kiedyś, kiedy byliśmy bezproblemowi i nic nas nie obchodziło.
Oczywiście dolecieli do nas także Chaz i Ryan, za którymi strasznie się stęskniłam. Szczerze? To trochę się zmienili, oczywiście na lepsze, ale oni mogli powiedzieć o mnie dokładnie to samo.
*
Byliśmy na arenie. Zostało 10 min. do koncertu. Nagle ktoś zaczął ciągnąć mnie za rękę. Spojrzałam się przed siebie i zobaczyłam że to był Ryan.
- Co się dzieje ?- spytałam.
- Muszę ci coś pokazać - powiedział przez śmiech.
- Ryan, jeśli chcesz znów pokazywać mi jak wciągasz chili przez słomkę do nosa to już to wiedziałam i więcej nie chce !
- Nie o to chodzi ! - zapewnił.
- Okey -zgodziłam się i poszłam za nim.
Podeszliśmy do uchylonych drzwi. Ryan kazał mi zajrzeć więc to zrobiłam.
To co w nich zobaczyłam to był szok ! Chaz całujący się z makijażystką Justina -Alicją.
Nagle Scooter krzyknął :
- Grupowa modlitwa grupowa, ludzie !!!!
Szybko schowaliśmy się za rogiem i poczekaliśmy aż przejdą po czym my także dołączyliśmy do wszystkich.
Ustałam obok Justina. Wszyscy utworzyliśmy kółko i pomodliliśmy się za dobry koncert.
Kiedy przypinali mu skrzydła powiedziałam mu do ucha:
- Jesteś moim aniołem
Biebs zrobił się czerwony. Kochałam doprowadzać go do takiego stanu.
Byłam ubrana w czarne ruruki, białe conversy i bluzkę na krótki rękaw z napisem ,, Believe"
Razem z Chazem i Ryanem zeszliśmy pod scenę i darliśmy się wszyscy do wszystkich piosenek.
*
Koncert skończył się o godzinie 23:00 musiałam szybko pożegnać się z Justinem, ponieważ za pół godziny miałyśmy samolot :
- Byłeś świetny ! -krzyknęłam od razu gdy go zobaczyłam.
Wziął mnie na ręce i zakręcił do okoła.
- To wszystko dzięki tobie, maleńka - pocałował mnie.
Lekko się zaczerwieniłam.
- Nie chcę się z tobą żegnać - znów przypomniało mi się że zaraz muszę iść i łza spłynęła mi z oka.
- Ja z tobą też, musisz jechać? - spytał z błagalnymi oczami.
- Muszę, ale niedługo się zobaczymy ...
- Mam nadzieją - uśmiechnął mi się w usta.
- Kocham Cię -powiedziałam przymykając oczy.
- Ja ciebie jeszcze mocniej - znów mnie pocałował. Poczułam niewyobrażalne gorąco.
Odwróciłam się i powoli odeszłam.
*
Kiedy weszłam do samolotu wszystkie dziewczyny były już w środku. Dosiadłam się do mojej najlepszej przyjaciółki Barbary (Palvin) i przywitałam się z nią po czym wystartowaliśmy. Gdy tylko było już można włączyłam sobie muzykę i odprężałam się do samego lądowania 2 godziny później w Kopenhadze.
*
W hotelu od razu się położyłam bo strasznie bolała mnie głowa. Dopiero o 10 rano obudziła nasz nasza makijażystka, która miała 2 godziny na pomalowanie 14 twarzy. Najpierw zjadłam śniadanie, a dopier później udałam się do stylizacji.
O godzinie 13:00 pojechaliśmy na pokaz. Wychodziłam jako pierwsza. Czułam się jakby coś po mnie przejechało. Przed pokazem wymiotowałam z 10 razy ale nikt się o tym nie dowiedział.
Szybko się wyprostowałam i wyszłam na wybieg, mało nie spadłam, ale była profesjonalistką! Doszłam do końca i wróciłam, ale film urwał mi się dokładnie podczas schodzenia z ostatniego schodka.
___________________________________________________________________________
Co się stanie z Perry? Co było przyczyną jej wymiotów i omdlenia? Co zrobi Justin ? Czego Perry dowie się o swoim chłopaku ????
Już w następnym rozdziale ...
Jeśli są błędy to przepraszam, ale pisałam w pośpiechu :D
piątek, 6 grudnia 2013
Rozdział 22
- Zadzwoń do mamy - przypomniał mi.
- No tak ! - uśmiechnęłam się do niego i wyjęłam telefon z kieszeni.
Moja mama była wniebowzięta propozycją, którą dostałam, ale kazała mi samej o tym zdecydować.
Ostatnimi dni byłam bardzo zestresowana i byłam pod bardzo wielką presją. To wszystko zaczynało mnie przerastać. Chciałam się odprężyć.
Poszłam na górę i nalałam sobie do wanny gorącej wody z najróżniejszymi olejkami. Jak najszybciej do niej weszłam i rozkoszowałam się kąpielą aż do momentu kiedy mój telefon przerwał mi spokój i powiadomił mnie piskliwym dzwonkiem że dostałam sms-a. Wzięłam telefon do ręki i spojrzałam na ekran.
Wiadomość od : Justin
,,Za 30 min. zabieram Cię na kolację.
Tak, oczywiście cały Justin ! Jest na dole, a pisze mi sms-y!
Szybko wyskoczyłam z wanny, wytarłam się, umalowałam, a na koniec wybrałam strój.
Kochałam wysokie szpilki, na które się zdecydowałam, ale także niziutkie vans'y lub convers'y.
Efekt końcowy był zadowalający.
Zeszłam na dół. Justin stał w holu i czekał. Niezły był z niego przystojniak !
- Wyglądasz olśniewająco ! - dał mi całusa.
- Dziękuję, kotku ty też - uśmiechnęłam się leciutko i razem udaliśmy się do auta.
- To gdzie mnie zabierasz ? - spytałam choć i tak wiedziałam że mi nie powie. Był nieugięty w sprawach niespodzianek.
- Niespodzianka ! - cwaniacko się uśmiechnął i ruszył .
Pod restauracją, do której podjechaliśmy było pełno paparazzich, ale udało nam się szybko wejść do środka.
Byłam strasznie zdziwiona, gdyż w środku było zupełnie ciemno! Jednak po chwili rozpaliły się wszystkie światła i ujrzałam wielki ekran, na którym puszczono ,,Tytanica", a obok niego stolik, na którym stała przygotowana kolacja i dwa stoliki. Cały ogrodzony był malutkimi świeczkami i płatkami róż.
Atmosfera była niezwykle romantyczna. Czułam się na prawdę wyjątkowa !
- Chcesz chyba żebym dostała zawału ? -zaśmiałam się.
- Nigdy w życiu ! Chcę żebyś jak najdłużej została obok mnie ! - pocałował mnie. Każdy jego pocałunek był jak lekki dotyk anioła, a ja za każdym razem czułam się jak królowa świata.
- Czy to oświadczyny ? - spytałam zupełnie w żartach.
- Już w krótce ... - powiedział pod nosem, ale ja dokładnie to usłyszałam.- W takim razie jaka decyzja w sprawie VC ? - spytał odchodząc od tematu.
- Chyba spróbuję - wydukałam niepewnie.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę - złapał mnie za rękę.
- Wiem, tylko po prostu nie rozumiem dlaczego tak ci na tym zależy ? - spytałam.
- Chcę dla ciebie jak najlepiej, a to najlepsza okazja żeby coś osiągnąć, prawda ?
- Prawda - uśmiechnęłam się i oboje zabraliśmy się do oglądania filmu i pałaszowania kolacji.
O godzinie 23:00 chcieliśmy wyjśc z restauracji i udać się do klubu, ale niestety paparazzi nam na to nie pozwolili. Jedynym wyjściem było wydostanie się przez tylnie wyjście, tak też zrobiliśmy i wróciliśmy do domu.
Od razu gdy weszłam do domu oznajmiłam że idę na górę, a Justin został z Alfredo.
Byłam zmęczona. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w pidżamy i poszłam spać.
***
Była godzina 04:00 nad ranem. Obudził mnie Justin, który darł się wniebogłosy.
- Ej, Justin obudź się ! - krzyknęłam. Wtedy gwałtownie się ocknął.- Ty weź się uspokój co ? - powiedziałam wkurzona że przerwał mój sen.
- Przepraszam, po prostu naoglądałem się za dużo horrorów z Fredo - wytłumaczył.
Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową po czym przekręciłam się na drugi bok i odpłynęłam do krainy snów.
Kiedy się obudziłam Justina już nie było.
Przemyłam twarz, umyłam zęby i zeszłam na dół.
Mój ukochany chłopak właśnie robił naleśniki.
- Ooooo... naleśniki. Jesteś kochany -dałam mu całusa.
- Wiem - dumnie się uśmiechnął i podał mi śniadanie.Wtedy do kuchni wszedł Alfredo.
- Cześć wszystkim - powiedział i usiadł obok mnie.- Perry musisz wypełnić wszystkie umowy, leżą na biurku w biurze.- powiedział.
- A skąd wiesz że się zdecydowałam ? - spytałam, ale to pytanie było raczej retoryczne, gdyż to było oczywiste że Justin wszystko wypaplał.
- Yyy... no domyślam się ... - spalił buraka.
- Haha.. Już się nie tłumacz i tak wiem że Justin Ci powiedział - spojrzałam się na Biebsa.
Fredo odetchnął z ulgą i także zabrał się do konsumowania śniadania.
- Mam nadzieję że podjęłam dobrą decyzję .... -pomyślałam.
______________________________________________________________________________
Przepraszam że tak długo nie dodawałam, ale jestem zawalona tą całą szkołą i tym wszystkim...
Jak wam się podoba rozdział ????
Zdradzę że w następnym bardzo dużo się wydarzy ...
- No tak ! - uśmiechnęłam się do niego i wyjęłam telefon z kieszeni.
Moja mama była wniebowzięta propozycją, którą dostałam, ale kazała mi samej o tym zdecydować.
Ostatnimi dni byłam bardzo zestresowana i byłam pod bardzo wielką presją. To wszystko zaczynało mnie przerastać. Chciałam się odprężyć.
Poszłam na górę i nalałam sobie do wanny gorącej wody z najróżniejszymi olejkami. Jak najszybciej do niej weszłam i rozkoszowałam się kąpielą aż do momentu kiedy mój telefon przerwał mi spokój i powiadomił mnie piskliwym dzwonkiem że dostałam sms-a. Wzięłam telefon do ręki i spojrzałam na ekran.
Wiadomość od : Justin
,,Za 30 min. zabieram Cię na kolację.
Tak, oczywiście cały Justin ! Jest na dole, a pisze mi sms-y!
Szybko wyskoczyłam z wanny, wytarłam się, umalowałam, a na koniec wybrałam strój.
Kochałam wysokie szpilki, na które się zdecydowałam, ale także niziutkie vans'y lub convers'y.
Efekt końcowy był zadowalający.
Zeszłam na dół. Justin stał w holu i czekał. Niezły był z niego przystojniak !
- Wyglądasz olśniewająco ! - dał mi całusa.
- Dziękuję, kotku ty też - uśmiechnęłam się leciutko i razem udaliśmy się do auta.
- To gdzie mnie zabierasz ? - spytałam choć i tak wiedziałam że mi nie powie. Był nieugięty w sprawach niespodzianek.
- Niespodzianka ! - cwaniacko się uśmiechnął i ruszył .
Pod restauracją, do której podjechaliśmy było pełno paparazzich, ale udało nam się szybko wejść do środka.
Byłam strasznie zdziwiona, gdyż w środku było zupełnie ciemno! Jednak po chwili rozpaliły się wszystkie światła i ujrzałam wielki ekran, na którym puszczono ,,Tytanica", a obok niego stolik, na którym stała przygotowana kolacja i dwa stoliki. Cały ogrodzony był malutkimi świeczkami i płatkami róż.
Atmosfera była niezwykle romantyczna. Czułam się na prawdę wyjątkowa !
- Chcesz chyba żebym dostała zawału ? -zaśmiałam się.
- Nigdy w życiu ! Chcę żebyś jak najdłużej została obok mnie ! - pocałował mnie. Każdy jego pocałunek był jak lekki dotyk anioła, a ja za każdym razem czułam się jak królowa świata.
- Czy to oświadczyny ? - spytałam zupełnie w żartach.
- Już w krótce ... - powiedział pod nosem, ale ja dokładnie to usłyszałam.- W takim razie jaka decyzja w sprawie VC ? - spytał odchodząc od tematu.
- Chyba spróbuję - wydukałam niepewnie.
- Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę - złapał mnie za rękę.
- Wiem, tylko po prostu nie rozumiem dlaczego tak ci na tym zależy ? - spytałam.
- Chcę dla ciebie jak najlepiej, a to najlepsza okazja żeby coś osiągnąć, prawda ?
- Prawda - uśmiechnęłam się i oboje zabraliśmy się do oglądania filmu i pałaszowania kolacji.
O godzinie 23:00 chcieliśmy wyjśc z restauracji i udać się do klubu, ale niestety paparazzi nam na to nie pozwolili. Jedynym wyjściem było wydostanie się przez tylnie wyjście, tak też zrobiliśmy i wróciliśmy do domu.
Od razu gdy weszłam do domu oznajmiłam że idę na górę, a Justin został z Alfredo.
Byłam zmęczona. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w pidżamy i poszłam spać.
***
Była godzina 04:00 nad ranem. Obudził mnie Justin, który darł się wniebogłosy.
- Ej, Justin obudź się ! - krzyknęłam. Wtedy gwałtownie się ocknął.- Ty weź się uspokój co ? - powiedziałam wkurzona że przerwał mój sen.
- Przepraszam, po prostu naoglądałem się za dużo horrorów z Fredo - wytłumaczył.
Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową po czym przekręciłam się na drugi bok i odpłynęłam do krainy snów.
Kiedy się obudziłam Justina już nie było.
Przemyłam twarz, umyłam zęby i zeszłam na dół.
Mój ukochany chłopak właśnie robił naleśniki.
- Ooooo... naleśniki. Jesteś kochany -dałam mu całusa.
- Wiem - dumnie się uśmiechnął i podał mi śniadanie.Wtedy do kuchni wszedł Alfredo.
- Cześć wszystkim - powiedział i usiadł obok mnie.- Perry musisz wypełnić wszystkie umowy, leżą na biurku w biurze.- powiedział.
- A skąd wiesz że się zdecydowałam ? - spytałam, ale to pytanie było raczej retoryczne, gdyż to było oczywiste że Justin wszystko wypaplał.
- Yyy... no domyślam się ... - spalił buraka.
- Haha.. Już się nie tłumacz i tak wiem że Justin Ci powiedział - spojrzałam się na Biebsa.
Fredo odetchnął z ulgą i także zabrał się do konsumowania śniadania.
- Mam nadzieję że podjęłam dobrą decyzję .... -pomyślałam.
______________________________________________________________________________
Przepraszam że tak długo nie dodawałam, ale jestem zawalona tą całą szkołą i tym wszystkim...
Jak wam się podoba rozdział ????
Zdradzę że w następnym bardzo dużo się wydarzy ...
niedziela, 1 grudnia 2013
Prośba :D
Bardzo proszę wszystkich czytelników do odwiedzenia bloga, którego prowadzę ze swoimi przyjaciółkami. Jest świetny, ale dopiero zaczynamy i bardzo zależy nam na odwiedzinach i komentarzach <3
Z GÓRY BAAARDZO DZIĘKUJĘ :*
+ Pozdrawiam wszystkie siostry i braci Beliebers <3 :*
http://liveiscrazybitch.blogspot.com/
Z GÓRY BAAARDZO DZIĘKUJĘ :*
+ Pozdrawiam wszystkie siostry i braci Beliebers <3 :*
http://liveiscrazybitch.blogspot.com/
wtorek, 5 listopada 2013
Rozdział 21
W środku był już Scooter i jeszcze jeden mężczyzna, którego nie znałam.
- Perry, poznaj Alfredo - Justin wskazał na mnie. - Alfredo, poznaj Perry - dokończył Biebs.
- Miło mi poznać - uśmiechnęłam się do czarnookiego chłopaka i usiadłam na fotelu obok Justina i Scootera.
Justin cały lot przepraszał mnie za swoje zachowanie w samochodzie, chociaż ja też nie zachowałam się zbyt grzecznie...
5 godzin później byliśmy już na lotnisku w Calabasas, gdzie było miliony paparazzich.
Justin musiał być do nich przyzwyczajony, gdyż nie wywarło to na nim zbytniego wrażenia.
Szybko przemknęliśmy do czarnego auta podstawionego obok i ruszyliśmy do domu.
Podczas jazdy Scooter i Alfredo opowiadali nam różne dowcipy, a Kenny ze śmiechu opluł przednią szybę auta napojem z czarnej porzeczki.
- Samochód pełen wariatów ! -pomyślałam.
Kiedy w końcu dojechaliśmy zaparło mi dech w piersiach.
Dom był ogromny. W środku było z tysiąc pomieszczeń, aż trudno było się w nim nie zgubić.
Moje walizki targał Justin i Alfredo, którego udało mi się lepiej poznać podczas lotu.
Wpadłam do środka i nie mogłam nic powiedzieć. Zobaczyłam wielki korytarz. Po prawo był salon, w którym stała biała rogówko-kanapa wyściełana puchem, a na przeciwko wisiał ogromny telewizor. Po prawo zaś była kuchnia. Meble były koloru białego zabudowane na jej całej szerokości. Cztery pokoje gościnne, a na samym końcu ogromna łazienka w biało-brązowych płytkach.
Po wyjściu z niej udaliśmy się na górę ogromnymi brązowymi schodami. To był kosmos! Znajdowały się tu 3 sypialnie z łazienkami, sala kinowa, a na następnym piętrze, czyli strychu studio Justina.
- To jeszcze nie koniec, kotku - powiedział Justin i złapał mnie za rękę.
Zeszliśmy na dół, a później do piwnicy, w której znajdowała się kręgielnia i skład deskorolek Justina, a przechodząc przez wielkie niebieskie drzwi trafiałeś do garażu gdzie stało 5 samochodów Biebsa.
- Mo matko! Ty chyba żartujesz ! My będziemy tu mieszkać ? - spytałam dla pewności.
- No oczywiście - uściskał mnie.
To było przecudowne, ale to nie wszystko. W ogrodzie znajdował się ogromny basen, jacuzzi i boisko do naszej ulubionej gry - koszykówki.
Długo zbierałam się po tym co zobaczyłam, ale w końcu trzeba było przejść do rzeczywistości.
Scooter zawołał nas do salonu.
- Mam dla ciebie mega ogromną propozycję ! - spojrzał na mnie.
Byłam zdezorientowana, przecież był menadżerem Justina. Nie miałam pojęcia o co mu chodzi.
- Co to za propozycja ?-spytałam.
- Agencja modelek ,,Victoria Secret" chce przyjąć cię pod swoje skrzydła - powiedział.
To pytanie było dla mnie absurdalne. Myślałam że po prostu robią sobie ze mnie żarty.
- Słuchaj Scoot, wiem że lubisz robić sobie żarty, ale nie nabijaj się z moich nie spełnionych ambicji - zrobiłam smutną minkę. Oczywiście z żartów. Miałam ogromny dystans do siebie i potrafiłam śmiać się z żartów o mnie.
- Ale to nie żary, słonko - uśmiechnął się i usiadł na blat kuchenny..- Jeśli się zdecydujesz przyjmę cię pod swoje skrzydła.
Wtedy byłam pewna że nie żartuje.
- Nie potrafię Ci teraz odpowiedzieć. Muszę się zastanowić, okey ? - spytałam.
- Jasne. Pogadaj z rodzicami, Justinem i z kim tam chcesz tylko nie później niż do jutro wieczór - puścił mi oczko i wyszedł z domu.
- Gdzie on poszedł ? - spytałam.
- Leci zaraz do NY - odpowiedział Fredo i poszedł do góry.
Justin stał tylko z wielkim uśmiechem. Podszedł do mnie i posadził mnie na blat.
- Cudowna szansa wraz z nowym życiem,co ? -spytał podekscytowany.
- Bez wątpienia, tylko nie wiem czy będę potrafiła z niej skorzystać - złączyłam usta w linie.
- Ale jak to ? - spytał zdziwiony.
- Justin, mam za dużo kompleksów żeby zostać modelką, a już na pewno modelką bielizny - zeskoczyłam z blatu i nalałam sobie wody do szklanki.
- Słońce przestań tak mówić. Sama sobie to wmawiasz. Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie - złapał mnie za rękę. - A z resztą pomyśl, czy w VC chcieli by kogoś kto jest brzydki. Hmm ... ??? - spytał.
To mnie względnie pocieszyło.
- Może i masz rację - powiedziałam.
- No pewnie że mam - przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.
Cieszyłam się że oprócz tego że jest moim chłopakiem, to także jest moim przyjacielem :D
___________________________________________________________________________
Czy Perry przyjmie propozycje zostania modelką ? Co stanie się z ich związkiem po rozpoczęciu trasy Justina ? PRZEKONACIE SIĘ JUŻ WKRÓTCE !!!! <3
- Perry, poznaj Alfredo - Justin wskazał na mnie. - Alfredo, poznaj Perry - dokończył Biebs.
- Miło mi poznać - uśmiechnęłam się do czarnookiego chłopaka i usiadłam na fotelu obok Justina i Scootera.
Justin cały lot przepraszał mnie za swoje zachowanie w samochodzie, chociaż ja też nie zachowałam się zbyt grzecznie...
5 godzin później byliśmy już na lotnisku w Calabasas, gdzie było miliony paparazzich.
Justin musiał być do nich przyzwyczajony, gdyż nie wywarło to na nim zbytniego wrażenia.
Szybko przemknęliśmy do czarnego auta podstawionego obok i ruszyliśmy do domu.
Podczas jazdy Scooter i Alfredo opowiadali nam różne dowcipy, a Kenny ze śmiechu opluł przednią szybę auta napojem z czarnej porzeczki.
- Samochód pełen wariatów ! -pomyślałam.
Kiedy w końcu dojechaliśmy zaparło mi dech w piersiach.
Dom był ogromny. W środku było z tysiąc pomieszczeń, aż trudno było się w nim nie zgubić.
Moje walizki targał Justin i Alfredo, którego udało mi się lepiej poznać podczas lotu.
Wpadłam do środka i nie mogłam nic powiedzieć. Zobaczyłam wielki korytarz. Po prawo był salon, w którym stała biała rogówko-kanapa wyściełana puchem, a na przeciwko wisiał ogromny telewizor. Po prawo zaś była kuchnia. Meble były koloru białego zabudowane na jej całej szerokości. Cztery pokoje gościnne, a na samym końcu ogromna łazienka w biało-brązowych płytkach.
Po wyjściu z niej udaliśmy się na górę ogromnymi brązowymi schodami. To był kosmos! Znajdowały się tu 3 sypialnie z łazienkami, sala kinowa, a na następnym piętrze, czyli strychu studio Justina.
- To jeszcze nie koniec, kotku - powiedział Justin i złapał mnie za rękę.
Zeszliśmy na dół, a później do piwnicy, w której znajdowała się kręgielnia i skład deskorolek Justina, a przechodząc przez wielkie niebieskie drzwi trafiałeś do garażu gdzie stało 5 samochodów Biebsa.
- Mo matko! Ty chyba żartujesz ! My będziemy tu mieszkać ? - spytałam dla pewności.
- No oczywiście - uściskał mnie.
To było przecudowne, ale to nie wszystko. W ogrodzie znajdował się ogromny basen, jacuzzi i boisko do naszej ulubionej gry - koszykówki.
Długo zbierałam się po tym co zobaczyłam, ale w końcu trzeba było przejść do rzeczywistości.
Scooter zawołał nas do salonu.
- Mam dla ciebie mega ogromną propozycję ! - spojrzał na mnie.
Byłam zdezorientowana, przecież był menadżerem Justina. Nie miałam pojęcia o co mu chodzi.
- Co to za propozycja ?-spytałam.
- Agencja modelek ,,Victoria Secret" chce przyjąć cię pod swoje skrzydła - powiedział.
To pytanie było dla mnie absurdalne. Myślałam że po prostu robią sobie ze mnie żarty.
- Słuchaj Scoot, wiem że lubisz robić sobie żarty, ale nie nabijaj się z moich nie spełnionych ambicji - zrobiłam smutną minkę. Oczywiście z żartów. Miałam ogromny dystans do siebie i potrafiłam śmiać się z żartów o mnie.
- Ale to nie żary, słonko - uśmiechnął się i usiadł na blat kuchenny..- Jeśli się zdecydujesz przyjmę cię pod swoje skrzydła.
Wtedy byłam pewna że nie żartuje.
- Nie potrafię Ci teraz odpowiedzieć. Muszę się zastanowić, okey ? - spytałam.
- Jasne. Pogadaj z rodzicami, Justinem i z kim tam chcesz tylko nie później niż do jutro wieczór - puścił mi oczko i wyszedł z domu.
- Gdzie on poszedł ? - spytałam.
- Leci zaraz do NY - odpowiedział Fredo i poszedł do góry.
Justin stał tylko z wielkim uśmiechem. Podszedł do mnie i posadził mnie na blat.
- Cudowna szansa wraz z nowym życiem,co ? -spytał podekscytowany.
- Bez wątpienia, tylko nie wiem czy będę potrafiła z niej skorzystać - złączyłam usta w linie.
- Ale jak to ? - spytał zdziwiony.
- Justin, mam za dużo kompleksów żeby zostać modelką, a już na pewno modelką bielizny - zeskoczyłam z blatu i nalałam sobie wody do szklanki.
- Słońce przestań tak mówić. Sama sobie to wmawiasz. Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie - złapał mnie za rękę. - A z resztą pomyśl, czy w VC chcieli by kogoś kto jest brzydki. Hmm ... ??? - spytał.
To mnie względnie pocieszyło.
- Może i masz rację - powiedziałam.
- No pewnie że mam - przyciągnął mnie do siebie i mocno przytulił.
Cieszyłam się że oprócz tego że jest moim chłopakiem, to także jest moim przyjacielem :D
___________________________________________________________________________
Czy Perry przyjmie propozycje zostania modelką ? Co stanie się z ich związkiem po rozpoczęciu trasy Justina ? PRZEKONACIE SIĘ JUŻ WKRÓTCE !!!! <3
poniedziałek, 4 listopada 2013
Rozdział 20
Cały czas nie opuszczałam mojej rodziny na krok . Chciałam z nimi spędzić te ostatnie godziny przed odjazdem, aż w końcu nastała godzina 20:00. Justin wraz ze swoim ochroniarzem podjechali po mnie wielkim czarnym vanem i zabrali moje walizki. To był czas na pożegnanie:
- Mamo, kocham Cię i pamiętaj że będę często dzwonić - przytuliłam ją.
- Babciu, pamiętaj że Ciebie też bardzo kocham i mam nadzieję że będę mogła częściej się z tobą widywać- także mocno ją przytuliłam.
- Mike, opiekuj się mamą. Jestem przeszczęśliwa że znalazła kogoś takiego jak ty.
Teraz przyszła kolej na Kevina. Malutki cały zapłakany stał w rogu.
- Hej ! Przystojniaczku ! Nie smuć się ! Będę często tu zaglądała więc bez obaw i pamiętaj że będę za tobą bardzo tęsknić - wzięłam go na ręce i mocno przytuliłam.
- Kocham Cię - powiedział do mnie swoim cieniutkim głosikiem.
- Ja ciebie też - dałam mu całusa w policzek i odstawiłam go na ziemię.
Justin także ze wszystkimi się pożegnał i oboje wsiedliśmy do auta.
Byłam strasznie przygnębiona.
- Słońce, nie bądź taka smutna, proszę. Nie mogę na to patrzeć - przysunął się do mnie obejmując ramieniem i dał mi pocieszającego całusa. Kochałam to ! Czułam się wtedy jak dziecko :)
- Przepraszam ja po porostu... nigdy nie wyjeżdżałam z domu na tak długo. - wytłumaczyłam znacząco gestykulując rękoma.
- Tak, wiem, ale to przecież nie jest żadne więzienie i w każdej chwili będziesz mogła wrócić.
- Masz rację, ja wiem i cieszę się że wyjechałam z tobą - w końcu się uśmiechnęłam.
- No i to, to ja rozumiem. Najcudowniejszy uśmiech świata - zaśmiał się i pocałował mnie.
- To gdzie jedziemy ? - spytałam zmieniając temat.
- Lecimy - poprawił śmiesznie wymachując ręką.
- No tak panie profesorze. To gdzie lecimy ? - spytałam ponownie.
- Najpierw do Calabasas- cwaniacko się uśmiechnął.
- Co ? Ale po co ? -spytałam ze zdziwieniem.
- Do naszego nowego domu ! - spokojnie powiedział rozkładając się na fotelu.
- Jak to ? - spytałam zamurowana.
- Normalnie, kochanie. Nie chcesz ze mną mieszkać?
- Nie o to chodzi, ale sądzisz że to dobry pomysł ? - zadałam niepewne pytanie.
- No jasne. Zawsze podejmuje dobre decyzje - uśmiechnął się dumny z siebie.
- Nie sądzę. Nie ma ludzi nieomylnych. Myślę że mieszkanie ze sobą to duży krok i decyzję o tym powinniśmy podjąć razem. Bycie razem mówi samo za siebie. Dzielisz coś z kimś, tak samo jak dom i decyzję -wytłumaczyłam.
- Co chcesz przez to powiedzieć ?- spytał poddenerwowany.
- To że nie podoba mi się to że sam podejmujesz decyzje ! -warknęłam.
- Ale ja tylko wyszedłem z inicjatywą. Jeśli nie chcesz że mną mieszkać to wcale nie musisz - próbował wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia. Strasznie mnie to wkurzało.
- Nie chodzi o to. Bardzo chcę z tobą zamieszkać, a tym swoim wymuszaniem poczucia winy udowadniasz że jesteś strasznie dziecinny- spokojnie wytłumaczyłam, ale Justina to rozwścieczyło.
- Ja jestem dziecinny ? Pfff...- wyparł się.- To raczej ty jesteś dziecinna - wskazał na mnie palcem.
- Tak ? Podaj przykład - moje emocje także zaczęły buzować.Nie miałam zamiaru mu odpuszczać.
- Cały czas płaczesz i nawet na chwilę nie potrafisz rozstać się ze swoją matką !
- Hahaha. Jesteś śmieszny ! - zadrwiłam. - Płaczę bo widocznie mam do tego powód, a moja mama jest dla mnie bardzo ważna i jak jeszcze nie zauważyłeś to właśnie się z nią rozstałam! - wydarłam się.- Powiedz mi, a może ja jestem tylko kolejna dziewczyną dla chwytu marketingowego? Wiesz co ? Jesteś świetnym aktorem, ale ja nie mam czasu na fikcję !
- Co ty pierdolisz ? -spytał.
- To co czuję właśnie w tej chwili. - krzyknęłam.
- Nigdy nie kochałem żadnej dziewczyny tak jak Ciebie ! - także krzyknął.
- I tak to okazujesz ? - zadałam po cichu pytanie. Patrzyłam na niego z zaszklonymi oczami.
- Przepraszam - wyszeptał i mocno mnie przytulił.- Po prostu pomyślałem że jeśli nie chcesz ze mną zamieszkać to oznacza że mnie nie kochasz - wytłumaczył.
- Przecież cały czas powtarzam że chcę z tobą zamieszkać - spojrzałam na niego.
- Wiem, jeszcze raz cię przepraszam - pocałował mnie w czoło i właśnie wtedy samochód się zatrzymał i udaliśmy się do prywatnego samolotu Justina...
_________________________________________________________________
Przepraszam że długo nie dodawałam, ale teraz postaram się dodać wszystko co spisałam przez ostatnie tygodnie :D <3
- Mamo, kocham Cię i pamiętaj że będę często dzwonić - przytuliłam ją.
- Babciu, pamiętaj że Ciebie też bardzo kocham i mam nadzieję że będę mogła częściej się z tobą widywać- także mocno ją przytuliłam.
- Mike, opiekuj się mamą. Jestem przeszczęśliwa że znalazła kogoś takiego jak ty.
Teraz przyszła kolej na Kevina. Malutki cały zapłakany stał w rogu.
- Hej ! Przystojniaczku ! Nie smuć się ! Będę często tu zaglądała więc bez obaw i pamiętaj że będę za tobą bardzo tęsknić - wzięłam go na ręce i mocno przytuliłam.
- Kocham Cię - powiedział do mnie swoim cieniutkim głosikiem.
- Ja ciebie też - dałam mu całusa w policzek i odstawiłam go na ziemię.
Justin także ze wszystkimi się pożegnał i oboje wsiedliśmy do auta.
Byłam strasznie przygnębiona.
- Słońce, nie bądź taka smutna, proszę. Nie mogę na to patrzeć - przysunął się do mnie obejmując ramieniem i dał mi pocieszającego całusa. Kochałam to ! Czułam się wtedy jak dziecko :)
- Przepraszam ja po porostu... nigdy nie wyjeżdżałam z domu na tak długo. - wytłumaczyłam znacząco gestykulując rękoma.
- Tak, wiem, ale to przecież nie jest żadne więzienie i w każdej chwili będziesz mogła wrócić.
- Masz rację, ja wiem i cieszę się że wyjechałam z tobą - w końcu się uśmiechnęłam.
- No i to, to ja rozumiem. Najcudowniejszy uśmiech świata - zaśmiał się i pocałował mnie.
- To gdzie jedziemy ? - spytałam zmieniając temat.
- Lecimy - poprawił śmiesznie wymachując ręką.
- No tak panie profesorze. To gdzie lecimy ? - spytałam ponownie.
- Najpierw do Calabasas- cwaniacko się uśmiechnął.
- Co ? Ale po co ? -spytałam ze zdziwieniem.
- Do naszego nowego domu ! - spokojnie powiedział rozkładając się na fotelu.
- Jak to ? - spytałam zamurowana.
- Normalnie, kochanie. Nie chcesz ze mną mieszkać?
- Nie o to chodzi, ale sądzisz że to dobry pomysł ? - zadałam niepewne pytanie.
- No jasne. Zawsze podejmuje dobre decyzje - uśmiechnął się dumny z siebie.
- Nie sądzę. Nie ma ludzi nieomylnych. Myślę że mieszkanie ze sobą to duży krok i decyzję o tym powinniśmy podjąć razem. Bycie razem mówi samo za siebie. Dzielisz coś z kimś, tak samo jak dom i decyzję -wytłumaczyłam.
- Co chcesz przez to powiedzieć ?- spytał poddenerwowany.
- To że nie podoba mi się to że sam podejmujesz decyzje ! -warknęłam.
- Ale ja tylko wyszedłem z inicjatywą. Jeśli nie chcesz że mną mieszkać to wcale nie musisz - próbował wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia. Strasznie mnie to wkurzało.
- Nie chodzi o to. Bardzo chcę z tobą zamieszkać, a tym swoim wymuszaniem poczucia winy udowadniasz że jesteś strasznie dziecinny- spokojnie wytłumaczyłam, ale Justina to rozwścieczyło.
- Ja jestem dziecinny ? Pfff...- wyparł się.- To raczej ty jesteś dziecinna - wskazał na mnie palcem.
- Tak ? Podaj przykład - moje emocje także zaczęły buzować.Nie miałam zamiaru mu odpuszczać.
- Cały czas płaczesz i nawet na chwilę nie potrafisz rozstać się ze swoją matką !
- Hahaha. Jesteś śmieszny ! - zadrwiłam. - Płaczę bo widocznie mam do tego powód, a moja mama jest dla mnie bardzo ważna i jak jeszcze nie zauważyłeś to właśnie się z nią rozstałam! - wydarłam się.- Powiedz mi, a może ja jestem tylko kolejna dziewczyną dla chwytu marketingowego? Wiesz co ? Jesteś świetnym aktorem, ale ja nie mam czasu na fikcję !
- Co ty pierdolisz ? -spytał.
- To co czuję właśnie w tej chwili. - krzyknęłam.
- Nigdy nie kochałem żadnej dziewczyny tak jak Ciebie ! - także krzyknął.
- I tak to okazujesz ? - zadałam po cichu pytanie. Patrzyłam na niego z zaszklonymi oczami.
- Przepraszam - wyszeptał i mocno mnie przytulił.- Po prostu pomyślałem że jeśli nie chcesz ze mną zamieszkać to oznacza że mnie nie kochasz - wytłumaczył.
- Przecież cały czas powtarzam że chcę z tobą zamieszkać - spojrzałam na niego.
- Wiem, jeszcze raz cię przepraszam - pocałował mnie w czoło i właśnie wtedy samochód się zatrzymał i udaliśmy się do prywatnego samolotu Justina...
_________________________________________________________________
Przepraszam że długo nie dodawałam, ale teraz postaram się dodać wszystko co spisałam przez ostatnie tygodnie :D <3
niedziela, 6 października 2013
Rozdział 19
-Okey, no więc... wyjeżdżam - w końcu wydusił z siebie to słowo. To był najgorszy moment w moim życiu, który powtórzył się już 2 raz. Na początku myślałam że to jakiś żart, ale gdy na jego twarzy zauważalna była tylko powaga, wiedziałam że nie żartuje.
Kilka łez zleciało mi po policzku.
-Kochanie, nie płacz. Przejdziemy przez to razem, przecież to twoje słowa - przytulił mnie mocno.
- Nie wierzę... znów to robisz, znów mnie zostawisz i nie będziesz się odzywał- pokręciłam przecząco głową.
- Proszę Cię, przestań -jego oczy także się zeszkliły.
- Ale czy to nie prawda, Justin ? - spytałam, a raczej wykrzyczałam. - Możesz mieć milion takich jak ja i być szczęśliwym, ale ja bez ciebie jestem nikim. - łzy spływały mi strumieniami.
Właśnie czułam jakby moje serce przestawało bić.
- Dlatego chcę żebyś pojechała ze mną ! - wydusił z siebie te słowa, które w pewnym sensie mnie uspokoiły, ale wtedy wydawało mi się to nonsensem.
- Co ? - dopytałam ocierając łzy.
- Chcę żebyś wyjechała ze mną. Nie jesteś kolejną ,,zwykłą dziewczyną". Jesteś moją miłością.- znów mnie przytulił na co ja wybuchłam jeszcze większym szlochem.
Staliśmy tak z 15 minut, aż w końcu Justin powiedział:
- Proszę Cię, przemyśl to. Wyjazd jest już jutro wieczorem, ale mam nadzieję że wybierzesz dobrą decyzję i wyjedziesz ze mną. Nie będę w stanie funkcjonować bez ciebie. - lekko mu przytaknęłam i poszłam do domu.
Nikogo już nie było, ale gdy spojrzałam na zegar, który wskazywał godzinę 00;00 moje zdziwienie się rozmyło.
Poszłam do swojego pokoju. Wzięłam prysznic. Przebrałam się w pidżamy i położyłam się do łóżka. Rozmyślałam nad propozycją Justina. Punktów za jak i przeciw było masakrycznie dużo, ale postanowiłam że porozmawiam o tym z mamą.
***
Wstałam o godzinie 9;00 rano. Cały czas chodziłam jak na szpilkach. Szybko się ubrałam i zbiegłam na dół. Nie chciałam zawlekać z pytaniem mamy o zdanie. Ta sytuacja mnie wykańczała.
Weszłam do salonu. Wszyscy siedzieli na kanapie oglądając świąteczne filmy i zajadając makowiec.
- Mamo, możemy porozmawiać ? - rzuciłam to pytanie od razu po wejściu.
- No jasne córciu, co tam ? - odwróciła się i spytała.
- Ale tak w cztery oczy - lekko się speszyłam, gdyż nie lubiłam mieć tajemnic w towarzystwie.
Mama podniosła się z kanapy i obie udałyśmy się do mojego pokoju.
- Co się dzieje cór... - nagle przerwała. - Chyba nie jesteś w ciąży ? - spytała o oczy prawie wyleciały jej z orbity.
- Nie mamo, nie jestem w ciąży - uspokoiłam ją i złapałam z rękę.- Chodzi o to że dostałam bardzo ważną propozycję i chcę ją podjąć razem z tobą. - lekko zestresowana z odruchu poprawiłam sobie grzywkę.
- Więc... co to za propozycja ? - dopytała nie zdając sobie z niczego sprawy.
- Justin chce abym z nim wyjechała- szybko wypowiedziałam te słowa tak, aby jak najmniej ją zraniły.
- Co? Ale gdzie ? - spytała. Ku mojemu zdziwieniu byłą bardzo spokojna.
- Chce żebym wyjechała z nim w trasę -wyjaśniłam.
Mama lekko przymknęła i powiedziała tylko :
- Zrobisz co uważasz za słuszne, ale pamiętaj nie podejmuj tej decyzji pochopnie. Skoro Justin Cię o to poprosił to pewnie znaczy że bardzo Cię kocha i powinnaś dać mu szansę, ale jeśli już tak zdecydujesz to będziemy za tobą bardzo tęsknić.- złapała mnie za ręce i mocno ścisnęła po czym wstała z łóżka i wyszła z pokoju.
Dalej nie wiedziałam co mam robić. Znów łzy zaczęły lecieć mi z oczu. Włożyłam twarz w poduszkę i zamknęłam oczy.
Nagle ktoś wszedł do mojego pokoju.
Podniosłam głowę i ujrzałam Justina.
- Cześć - powiedziałam bez emocji.
- Cześć , kochanie - przytulił mnie. Zawsze gdy to robił moje emocje znów wariowały. Wiedziałam że nie będę mogła go zostawić.
- Zastanawiałaś się już nad moją propozycją ? - spytał całując mnie w czoło.
- Szczerze ? To zastanawiałam się nad tym przez ostatnie 10 godzin - spuściłam głowę.
- I co wymyśliłaś, ślicznotko ? - lekko się uśmiechnął.
- To nie jest śmieszne - walnęłam go w ramię.
- Ałłł ... - udał ból. - No dobrze już nie będę - podniósł ręce w obronnym geście.
Matko! Jaki on był w tym momencie słodki. Tak mocno go kochałam, jego uśmiech, jego pocałunki, jego dotyk. Był idealny. Musiałam z nim wyjechać.
Bardzo będę tęsknić za rodziną, ale zawsze przecież mogę ich odwiedzić lub wrócić ...
- Czy to znaczy że ze mną wyjeżdżasz ? - spytał.
Nie chciałam mu od razu mówić, a poza tym miałam do niego jeszcze kilka pytań.
- A co ze szkołą ?
- Będziemy mieli prywatnych nauczycieli - uśmiechnął się.
- A co z twoimi fankami? Znienawidzą mnie !
- Skoro kochają mnie to pokochają także ciebie - znów bez zająknięcia odpowiedział na moje pytanie.
- A czy ja w ogóle mogę tak po prostu wejść do twojego życia z buciorami ? Co pomyślą sobie ludzie z twojej ekipy ? - zadałam kolejne pytanie.
- Kochanie ! Oni już od dawna Cię bardzo dobrze znają, a w moim życiu jesteś już od 3 roku życia jako najważniejsza osoba na świecie.- mówił po woli przysuwając się do mnie aż w końcu mnie pocałował.
- Okey, nie mam więcej pytań. Jesteś przygotowany jak na test - wymachnęłam rękoma.
- Czyli ze mną pojedziesz ? - jeszcze raz zadał to samo pytanie.
- Tak ! - uśmiechnęłam się.
Justin wziął mnie na ręce i zakręcił do okoła.
- Nawet nie wiesz jak mocno cię kocham - znów dał mi buziaka. - Pamiętaj wyjeżdżamy jutro o 20;00. A teraz idę oznajmić Scooterowi że jednak się zgodziłaś - powiedział i zadowolony wybiegł z pokoju.
Usiadła na łóżku i wzięłam do ręki swoje stare zdjęcie. Byłam na nim taka niewinna, bezproblemowa ...
Do mojego pokoju znów weszła mama.
- Czyli wyjeżdżasz? - spytała siadając obok.
Złączyłam usta w linię i przytakująco pokiwałam głową.
Lekko się uśmiechnęła i spojrzała na zdjęcie.
- Byłaś wtedy taka mała ...
- Wiem, mamo. Też chciałabym żeby te czasy wróciły, ale to niemożliwe. - przytuliłam ją.
- Nie chodzi mi o to żeby to wróciło, po prostu wtedy wiedziałam że zawsze mogę zapewnić ci bezpieczeństwo, że mogę w każdej chwili cię przytulić i że zawsze jesteś ze mną. A teraz kiedy wyjedziesz nie zobaczę cię przez długi czas. Ewidentnie nie mogę pogodzić się z tym że jesteś już dorosła ...
-Kocham cię! - przytuliłam ją raz jeszcze i dałam jej całusa w policzek.
- Ja ciebie też - szeroko się uśmiechnęła. -To kiedy wyjeżdżasz ? - spytała.
- Jutro na wieczór - spojrzałam na nią z przeprosinową miną.
- No cóż, w takim razie musimy jak najlepiej wykorzystać ten czas.- uśmiechnęła się z przymusu. - Zrobię babeczki, za 30 minut zejdź na dół, dobrze ? -spytała
- No jasne - puściła po woli jej rękę, gdy chciała wyjść z pokoju.
Wyjęłam z szafy swoje wielkie, różowe walizki i zaczęła pakować do nich ubrania. Gdy jedna była już pełna - miałam dość.
Zeszłam na dół w swoich Bożo Narodzeniowych pidżamach, w których moja rodzina chodziła zawsze w 1 dzień świąt i zasiadłam z Mikem, babcią i Kevinem przed telewizorem.
To był bardzo dobry moment żeby im także powiedzieć o moim wyjeździe.
- Chciałam wam o czymś powiedzieć ... - wszyscy się na mnie spojrzeli. - Jutro wyjeżdżam na długo - spuściłam głowę.
- Co? Gdzie wyjeżdżasz ? - spytała babcia.
- Jadę z Justinem w trasę. Tzn. ona się jeszcze nie zaczyna, ale musimy jechać już jutro. -wytłumaczyłam odpowiednio gestykulując rękoma.
- Nie, Perry nie zostawiaj mnie - powiedział Kev ze łzami w oczach.
- Nie chcę, ale muszę to zrobić. Widocznie tak miało ułożyć się moje życie - przytuliłam go.
Mały przez łzy, prawie się dusząc próbował powiedzieć mi że mnie kocha. To było słodkie i kochane.
***
Cały dzień spędziliśmy razem. Taki rodzinny dzień.
O 21:00 poszłam spać.
Odpoczywałam aż do 10:00. Gdy tylko wstałam wzięłam szybki prysznic, związałam włosy w niedbałego koka i ubrałam się.
Mama zrobiła mi pyszne śniadanie, a zaraz po nim poszłam spakować resztę ubrań.
Zajęło mi to 4 godziny, a o 14 zeszłam na obiad. Justin dzwonił do mnie ze 20 razy po to aby zapytać czy jestem już gotowa. Był bardzo podekscytowany...
____________________________________________________________________________
Perry zgodziła się na wyjazd z Justinem... Już niebawem zacznie się masa kłopotów, która uderzy w ich związek: pierwsze sprzeczki, pierwsze nieporozumienia... To będzie dla nich ciężkie.
CZYTAJCIE I KOMENTUJCIE !!!!
PS. Przepraszam że tak długo nie dodawałam rozdziałów, ale mam masę nauki i strasznie dużo godzin w szkole.
Pozdrawiam Julkę, która była chora żeby szybko wyzdrowiała bo musimy pisać nowe rozdziały i Natalkę, która pojechała do Warszawy i nie zajrzała do mnie w weekend - to przez nie między innymi mam napady śmiechu : D :P !!!
Kilka łez zleciało mi po policzku.
-Kochanie, nie płacz. Przejdziemy przez to razem, przecież to twoje słowa - przytulił mnie mocno.
- Nie wierzę... znów to robisz, znów mnie zostawisz i nie będziesz się odzywał- pokręciłam przecząco głową.
- Proszę Cię, przestań -jego oczy także się zeszkliły.
- Ale czy to nie prawda, Justin ? - spytałam, a raczej wykrzyczałam. - Możesz mieć milion takich jak ja i być szczęśliwym, ale ja bez ciebie jestem nikim. - łzy spływały mi strumieniami.
Właśnie czułam jakby moje serce przestawało bić.
- Dlatego chcę żebyś pojechała ze mną ! - wydusił z siebie te słowa, które w pewnym sensie mnie uspokoiły, ale wtedy wydawało mi się to nonsensem.
- Co ? - dopytałam ocierając łzy.
- Chcę żebyś wyjechała ze mną. Nie jesteś kolejną ,,zwykłą dziewczyną". Jesteś moją miłością.- znów mnie przytulił na co ja wybuchłam jeszcze większym szlochem.
Staliśmy tak z 15 minut, aż w końcu Justin powiedział:
- Proszę Cię, przemyśl to. Wyjazd jest już jutro wieczorem, ale mam nadzieję że wybierzesz dobrą decyzję i wyjedziesz ze mną. Nie będę w stanie funkcjonować bez ciebie. - lekko mu przytaknęłam i poszłam do domu.
Nikogo już nie było, ale gdy spojrzałam na zegar, który wskazywał godzinę 00;00 moje zdziwienie się rozmyło.
Poszłam do swojego pokoju. Wzięłam prysznic. Przebrałam się w pidżamy i położyłam się do łóżka. Rozmyślałam nad propozycją Justina. Punktów za jak i przeciw było masakrycznie dużo, ale postanowiłam że porozmawiam o tym z mamą.
***
Wstałam o godzinie 9;00 rano. Cały czas chodziłam jak na szpilkach. Szybko się ubrałam i zbiegłam na dół. Nie chciałam zawlekać z pytaniem mamy o zdanie. Ta sytuacja mnie wykańczała.
Weszłam do salonu. Wszyscy siedzieli na kanapie oglądając świąteczne filmy i zajadając makowiec.
- Mamo, możemy porozmawiać ? - rzuciłam to pytanie od razu po wejściu.
- No jasne córciu, co tam ? - odwróciła się i spytała.
- Ale tak w cztery oczy - lekko się speszyłam, gdyż nie lubiłam mieć tajemnic w towarzystwie.
Mama podniosła się z kanapy i obie udałyśmy się do mojego pokoju.
- Co się dzieje cór... - nagle przerwała. - Chyba nie jesteś w ciąży ? - spytała o oczy prawie wyleciały jej z orbity.
- Nie mamo, nie jestem w ciąży - uspokoiłam ją i złapałam z rękę.- Chodzi o to że dostałam bardzo ważną propozycję i chcę ją podjąć razem z tobą. - lekko zestresowana z odruchu poprawiłam sobie grzywkę.
- Więc... co to za propozycja ? - dopytała nie zdając sobie z niczego sprawy.
- Justin chce abym z nim wyjechała- szybko wypowiedziałam te słowa tak, aby jak najmniej ją zraniły.
- Co? Ale gdzie ? - spytała. Ku mojemu zdziwieniu byłą bardzo spokojna.
- Chce żebym wyjechała z nim w trasę -wyjaśniłam.
Mama lekko przymknęła i powiedziała tylko :
- Zrobisz co uważasz za słuszne, ale pamiętaj nie podejmuj tej decyzji pochopnie. Skoro Justin Cię o to poprosił to pewnie znaczy że bardzo Cię kocha i powinnaś dać mu szansę, ale jeśli już tak zdecydujesz to będziemy za tobą bardzo tęsknić.- złapała mnie za ręce i mocno ścisnęła po czym wstała z łóżka i wyszła z pokoju.
Dalej nie wiedziałam co mam robić. Znów łzy zaczęły lecieć mi z oczu. Włożyłam twarz w poduszkę i zamknęłam oczy.
Nagle ktoś wszedł do mojego pokoju.
Podniosłam głowę i ujrzałam Justina.
- Cześć - powiedziałam bez emocji.
- Cześć , kochanie - przytulił mnie. Zawsze gdy to robił moje emocje znów wariowały. Wiedziałam że nie będę mogła go zostawić.
- Zastanawiałaś się już nad moją propozycją ? - spytał całując mnie w czoło.
- Szczerze ? To zastanawiałam się nad tym przez ostatnie 10 godzin - spuściłam głowę.
- I co wymyśliłaś, ślicznotko ? - lekko się uśmiechnął.
- To nie jest śmieszne - walnęłam go w ramię.
- Ałłł ... - udał ból. - No dobrze już nie będę - podniósł ręce w obronnym geście.
Matko! Jaki on był w tym momencie słodki. Tak mocno go kochałam, jego uśmiech, jego pocałunki, jego dotyk. Był idealny. Musiałam z nim wyjechać.
Bardzo będę tęsknić za rodziną, ale zawsze przecież mogę ich odwiedzić lub wrócić ...
- Czy to znaczy że ze mną wyjeżdżasz ? - spytał.
Nie chciałam mu od razu mówić, a poza tym miałam do niego jeszcze kilka pytań.
- A co ze szkołą ?
- Będziemy mieli prywatnych nauczycieli - uśmiechnął się.
- A co z twoimi fankami? Znienawidzą mnie !
- Skoro kochają mnie to pokochają także ciebie - znów bez zająknięcia odpowiedział na moje pytanie.
- A czy ja w ogóle mogę tak po prostu wejść do twojego życia z buciorami ? Co pomyślą sobie ludzie z twojej ekipy ? - zadałam kolejne pytanie.
- Kochanie ! Oni już od dawna Cię bardzo dobrze znają, a w moim życiu jesteś już od 3 roku życia jako najważniejsza osoba na świecie.- mówił po woli przysuwając się do mnie aż w końcu mnie pocałował.
- Okey, nie mam więcej pytań. Jesteś przygotowany jak na test - wymachnęłam rękoma.
- Czyli ze mną pojedziesz ? - jeszcze raz zadał to samo pytanie.
- Tak ! - uśmiechnęłam się.
Justin wziął mnie na ręce i zakręcił do okoła.
- Nawet nie wiesz jak mocno cię kocham - znów dał mi buziaka. - Pamiętaj wyjeżdżamy jutro o 20;00. A teraz idę oznajmić Scooterowi że jednak się zgodziłaś - powiedział i zadowolony wybiegł z pokoju.
Usiadła na łóżku i wzięłam do ręki swoje stare zdjęcie. Byłam na nim taka niewinna, bezproblemowa ...
Do mojego pokoju znów weszła mama.
- Czyli wyjeżdżasz? - spytała siadając obok.
Złączyłam usta w linię i przytakująco pokiwałam głową.
Lekko się uśmiechnęła i spojrzała na zdjęcie.
- Byłaś wtedy taka mała ...
- Wiem, mamo. Też chciałabym żeby te czasy wróciły, ale to niemożliwe. - przytuliłam ją.
- Nie chodzi mi o to żeby to wróciło, po prostu wtedy wiedziałam że zawsze mogę zapewnić ci bezpieczeństwo, że mogę w każdej chwili cię przytulić i że zawsze jesteś ze mną. A teraz kiedy wyjedziesz nie zobaczę cię przez długi czas. Ewidentnie nie mogę pogodzić się z tym że jesteś już dorosła ...
-Kocham cię! - przytuliłam ją raz jeszcze i dałam jej całusa w policzek.
- Ja ciebie też - szeroko się uśmiechnęła. -To kiedy wyjeżdżasz ? - spytała.
- Jutro na wieczór - spojrzałam na nią z przeprosinową miną.
- No cóż, w takim razie musimy jak najlepiej wykorzystać ten czas.- uśmiechnęła się z przymusu. - Zrobię babeczki, za 30 minut zejdź na dół, dobrze ? -spytała
- No jasne - puściła po woli jej rękę, gdy chciała wyjść z pokoju.
Wyjęłam z szafy swoje wielkie, różowe walizki i zaczęła pakować do nich ubrania. Gdy jedna była już pełna - miałam dość.
Zeszłam na dół w swoich Bożo Narodzeniowych pidżamach, w których moja rodzina chodziła zawsze w 1 dzień świąt i zasiadłam z Mikem, babcią i Kevinem przed telewizorem.
To był bardzo dobry moment żeby im także powiedzieć o moim wyjeździe.
- Chciałam wam o czymś powiedzieć ... - wszyscy się na mnie spojrzeli. - Jutro wyjeżdżam na długo - spuściłam głowę.
- Co? Gdzie wyjeżdżasz ? - spytała babcia.
- Jadę z Justinem w trasę. Tzn. ona się jeszcze nie zaczyna, ale musimy jechać już jutro. -wytłumaczyłam odpowiednio gestykulując rękoma.
- Nie, Perry nie zostawiaj mnie - powiedział Kev ze łzami w oczach.
- Nie chcę, ale muszę to zrobić. Widocznie tak miało ułożyć się moje życie - przytuliłam go.
Mały przez łzy, prawie się dusząc próbował powiedzieć mi że mnie kocha. To było słodkie i kochane.
***
Cały dzień spędziliśmy razem. Taki rodzinny dzień.
O 21:00 poszłam spać.
Odpoczywałam aż do 10:00. Gdy tylko wstałam wzięłam szybki prysznic, związałam włosy w niedbałego koka i ubrałam się.
Mama zrobiła mi pyszne śniadanie, a zaraz po nim poszłam spakować resztę ubrań.
Zajęło mi to 4 godziny, a o 14 zeszłam na obiad. Justin dzwonił do mnie ze 20 razy po to aby zapytać czy jestem już gotowa. Był bardzo podekscytowany...
____________________________________________________________________________
Perry zgodziła się na wyjazd z Justinem... Już niebawem zacznie się masa kłopotów, która uderzy w ich związek: pierwsze sprzeczki, pierwsze nieporozumienia... To będzie dla nich ciężkie.
CZYTAJCIE I KOMENTUJCIE !!!!
PS. Przepraszam że tak długo nie dodawałam rozdziałów, ale mam masę nauki i strasznie dużo godzin w szkole.
Pozdrawiam Julkę, która była chora żeby szybko wyzdrowiała bo musimy pisać nowe rozdziały i Natalkę, która pojechała do Warszawy i nie zajrzała do mnie w weekend - to przez nie między innymi mam napady śmiechu : D :P !!!
Rozdział 18
Siedzieliśmy obok niego jakieś dobre 3 godziny aż lekarz po prostu nasz wyprosił.
Wróciliśmy do domu. Była 05;00 więc wszyscy już spali. Justin udał się do kuchni, a ja do swojego pokoju. Wzięłam zimny prysznic, ubrałam się w pidżamy i poszłam spać.
***
Wstaliśmy około godziny 12, gdyż babcia budziła nas na obiad. Szybko się ogarnęliśmy i zeszliśmy na dół. Po godzinnym lamentowaniu w nocy wyglądałam jak trup, ale makijaż wszystko załatwił.
Babcia za nic w świecie nie mogła dowiedzieć się o tym co się stało.
Gdy tylko zeszliśmy na dół bez Chaz'a od razu o niego spytała.
- Wiesz babciu, Chaz został na noc u swojego dawnego kolegi ... - skłamałam. Rzadko to robiłam, ale gdy było to koniecznością byłam w tym mistrzem.
- Aha - lekko posmutniała.
- A powiedz babciu, spakowałaś się już?- Justin zmienił temat.
Nie trzeba było swa razy powtarzać pytania, babcia tak się rozgadała że chyba zapomniała o Chazie bo więcej o nim nie wspomniała.
O 14;00 pojechaliśmy do szpitala. Musieliśmy iść jeszcze na zeznania, które trwały dwie godziny i dopiero po tym mogliśmy wracać.
O 17;00 wyjechaliśmy z Ottawy do Stratford. Podróż trwała 6 godzin, Były straszne korki i ciężko było jakkolwiek przejechać.
O 21;00 byliśmy na miejscu. Od razu wzięłam prysznic, przebrałam się w pidżamy i poszłam spać.
***
Kiedy rano wstałam do mojego nosa doleciały piękne zapachy. Szybko podniosłam się z łóżka i zbiegłam na dół.
Tak jak przypuszczałam mama i babcia już przygotowywały wypieki na jutrzejszą Wigilię.
- Cóż za cudowne zapachy ! - powiedziałam z wielkim uśmiechem na ustach i przywitałam się z obuma całusem w policzek.
- Już od 2 godzin pieczemy ciasta, ale nie udały by się nam gdyby nie nasz pomocnik.- babcia lekko się zaśmiała i pokazała na drzwi przez, które z jadalni przechodzi się do kuchni. Otworzyły się, a moim oczom ukazał się Justin.
To było trochę niegrzeczne, ale wybuchłam głośnym i nieopanowanym śmiechem. Pamiętam jak jeszcze kilka lat temu przypalał wodę , a ciocia co tydzień musiała kupować nowy czajnik.
- Co nie wierzysz, kochanie ? - spytał obejmując mnie od tyłu.
- Coś nie do końca. - włożyłam palca do masy i maznęłam mu nią nos.
- Ludzie się zmieniają ... , a co do gotowania wody to nadal nie mam talentu, ale ciasta wychodzą mi świetnie - uśmiechnął się i podał mi babeczkę z moim imieniem i serduszkiem.
- Ooooo... to słodkie - powiedziałam i dałam mu całusa.
Mama i babcia tylko się nam przyglądały, a gdy wychodziliśmy skomentowały że jesteśmy ,,przesłodcy".
Poszłam do łazienki wziąć prysznic, a Justin leżał na moim łóżku najpierw oglądając nasze zdjęcia poprzywieszane na szafie, a później moje zeszyty.
Wparowałam do swojego pokoju w samej bieliźnie, gdyż jak zawsze zapomniałam ubrań.
Mój chłopak gwałtownie zerwał się z łóżka i nie mógł oderwać ode mnie wzroku. Nie przeszkadzało mi to , ale chciałam żeby pomógł wybrać mi ubranie.
- Justin! Ocknij się ! - pstryknęłam mu palcami pod nosem i dopiero wtedy się obudził.
- Przepraszam, kotku, ale jesteś sexsowna - przygryzł wargę.
- Tak? A ja myślałam że słodka ? - usiadłam mu na kolanach i objęłam za szyję.
- Jesteś słodka, sexsowna i masz wszystkie najlepsze cechy jakie może mieć dziewczyna. -wyszeptał mi to po woli do ucha. Serce podskoczyło mi do gardła. Zrobiło mi się gorąco - jak zawsze w takich sytuacjach.
W pewnym momencie Justin pocałował mnie, ale to nie był taki zwykły pocałunek. Był magiczny i miłosny. Po woli zaczęło to przechodzić w coś ,,innego", ale do mojego pokoju wszedł Kevin.
Szybko z niego zeskoczyłam , założyłam pierwszy lepszy strój i wszyscy zeszliśmy na dół. Mama wysłała nas po składniki. Ubraliśmy się i poszliśmy do sklepu. Kevin biegał po sklepie, a Justin żeby go złapać biegał za nim. To wyglądało przekomicznie. Mały cały czas krzyczał że ,, spadają mu majtki", ale nie wiedziałam dokładnie o co chodzi bo miał wszystko na swoim miejscu. Robił to chyba po to żeby więcej ludzi zwróciło na niego uwagę. Na prawdę miałam z nich niezły ubaw. Mały dał się złapać dopiero wtedy kiedy ustałam przy kasie.
- O, Matko ! Za Jazzy i Jacksonem jeszcze nigdy nie musiałem tak biegać ! - powiedział zdyszany Biebs.
- Oj słońce, to tylko dla twojej kondycji - uśmiechnęłam się.
***
Wróciliśmy do domu. Resztę dnia pomagaliśmy mamie, babci i Mike'owi. Chaz także do nas wstąpił. Przyznaję - na początku byłam na niego strasznie wściekła, ale później to wszystko mi przeszło.
Nie patrząc na to był dla mnie jak brat.
***
Dzień Wigilii w końcu nadszedł. Wszyscy od samego rana biegali jak poparzeni. Sama atmosfera tego dnia była tak miła że miałam ochotę tylko na to żeby kogoś przytulić.
Spakowałam wszystkie prezenty i włożyłam pod choinkę. Przebrałam się i pomagałam mamie przygotować kolację.
O 18;00 wszyscy już byli. Zasiedliśmy do stołu jak jedna wielka rodzina, mimo że tak na prawdę nią nie byliśmy, a gdy zaświeciła 1 gwiazdka wszyscy rozpakowaliśmy prezenty.
Byłam najszczęśliwsza na świecie kiedy zobaczyłam jak Justin cieszy się z zegarka ode mnie, ale on także sprawił mi prezent - bransoletkę z napisem ,,Kocham cię! Nigdy o mnie nie zapomnij" w serduszku.
Kiedy wszyscy przeszli już do etapu rozmowy, my wybraliśmy się na spacer.
- Czy to nie cudowne ? - spytałam łapiąc Justina za rękę i podpierając podbródek o jego ramię.
- Ale co ? - odwrócił głowę w moją stronę.
- To że kiedyś kochałam Cię jako przyjaciela, a teraz jesteś moim chłopakiem. Nawet nigdy nie pomyślałabym o takim szczęściu. - szeroko się uśmiechnęłam i dałam mu wyraźny znak że chcę buziaka. Z tym nie było problemu. Justin zawsze rozumiał wszystko czego od niego chciałam nawet wtedy kiedy jeszcze nic mu nie powiedziałam.
Lecz zachowywał się trochę nienaturalnie jakby się czymś stresował.
- Justin, co się stało ? - spytałam już trochę poważniej.
- Co???? Nic - odpowiedział panicznie.
- No przecież widzę - zmrużyłam oko i przytwierdziłam go do ściany.
- No dobrze, powiem Ci. Chciałem zrobić to już dawno, ale nie miałem odwagi - powiedział przerażony.
- Justin, cokolwiek teraz powiesz pamiętaj że przejdziemy przez to razem - złapałam go za rękę i spojrzałam głęboko w oczy.
- Okey, no więc... wyjeżdżam.
______________________________________________________________________________
Justin i Perry będą teraz mieli trochę problemów. Czy ich miłość przetrwa próbę? Jak Perry zareaguje na to co powiedział jej Justin ? Jaką złoży jej propozycję ? Dowiecie się już niedługo w następnych rozdziałach...
ZAPRASZAM DO CZYTANIA I KOMENTOWANIA -TO DLA MNIE BARDZO WAŻNE !!!!
Nie patrząc na to był dla mnie jak brat.
***
Dzień Wigilii w końcu nadszedł. Wszyscy od samego rana biegali jak poparzeni. Sama atmosfera tego dnia była tak miła że miałam ochotę tylko na to żeby kogoś przytulić.
Spakowałam wszystkie prezenty i włożyłam pod choinkę. Przebrałam się i pomagałam mamie przygotować kolację.
O 18;00 wszyscy już byli. Zasiedliśmy do stołu jak jedna wielka rodzina, mimo że tak na prawdę nią nie byliśmy, a gdy zaświeciła 1 gwiazdka wszyscy rozpakowaliśmy prezenty.
Byłam najszczęśliwsza na świecie kiedy zobaczyłam jak Justin cieszy się z zegarka ode mnie, ale on także sprawił mi prezent - bransoletkę z napisem ,,Kocham cię! Nigdy o mnie nie zapomnij" w serduszku.
Kiedy wszyscy przeszli już do etapu rozmowy, my wybraliśmy się na spacer.
- Czy to nie cudowne ? - spytałam łapiąc Justina za rękę i podpierając podbródek o jego ramię.
- Ale co ? - odwrócił głowę w moją stronę.
- To że kiedyś kochałam Cię jako przyjaciela, a teraz jesteś moim chłopakiem. Nawet nigdy nie pomyślałabym o takim szczęściu. - szeroko się uśmiechnęłam i dałam mu wyraźny znak że chcę buziaka. Z tym nie było problemu. Justin zawsze rozumiał wszystko czego od niego chciałam nawet wtedy kiedy jeszcze nic mu nie powiedziałam.
Lecz zachowywał się trochę nienaturalnie jakby się czymś stresował.
- Justin, co się stało ? - spytałam już trochę poważniej.
- Co???? Nic - odpowiedział panicznie.
- No przecież widzę - zmrużyłam oko i przytwierdziłam go do ściany.
- No dobrze, powiem Ci. Chciałem zrobić to już dawno, ale nie miałem odwagi - powiedział przerażony.
- Justin, cokolwiek teraz powiesz pamiętaj że przejdziemy przez to razem - złapałam go za rękę i spojrzałam głęboko w oczy.
- Okey, no więc... wyjeżdżam.
______________________________________________________________________________
Justin i Perry będą teraz mieli trochę problemów. Czy ich miłość przetrwa próbę? Jak Perry zareaguje na to co powiedział jej Justin ? Jaką złoży jej propozycję ? Dowiecie się już niedługo w następnych rozdziałach...
ZAPRASZAM DO CZYTANIA I KOMENTOWANIA -TO DLA MNIE BARDZO WAŻNE !!!!
Informacja :D
Hej, chciałam was poinformować o tym że jeśli chcecie być na bieżąco i dostawać powiadomienia o nowych postach na moim blogu to musicie kliknąć ,,obserwuj'' (pod ikonką ze zdjęciem profilowym)!
Pozdrawiam :*
Pozdrawiam :*
poniedziałek, 23 września 2013
Rozdział 17
Mój budzik obudził mnie o 7:30. Wzięłam prysznic, wysuszyłam włosy, umyłam żeby, przebrałam się i wraz ze swoją walizką zeszłam na dół.
Mama miała dziś na drugą zmianę więc Kevin już gotowy siedział przy stole i wystrzelał jedzenie z łyżeczki.
- A co robi ten niegrzeczny chłopczyk ? -spytałam i dałam mu całusa w policzek.
- Nic - uśmiechnął się niewinnie.
- Perry, włożyłam Ci do torby listę rzeczy, których nie może jeść Kevin - powiedziała mama.
- Ale po co ? Przecież to ta sama co wisi na lodówce i wczoraj kazałaś mi na nią ,,zerknąć" - odpowiedziałam z kanapką w twarzy.
- Nie mów z pełnymi ustami - przypomniała mi jak dziecku. - A listę weź na wszelki wypadek.
***
10 minut później Justin podjechał pod nasz dom.
- Cześć kochanie, ale się za tobą stęskniłem. - wziął mnie na ręce, mocno pocałował i okręcił wokoło własnej osi.
- Słońce, nie widzieliśmy się tylko 1 dzień. - zaśmiałam się kiedy tylko udało mi się złapać oddech.
- Czy to znaczy że ty za mną nie tęskniłaś ? - spytał ze smutnymi oczkami ,, kota ze Shreka"
- Bardzo - nachyliłam się nad nim i pocałowałam go w czoło.
Justin włożył walizki do samochodu (6 osobowego), umocował fotelik Kevina tuż obok fotelika Jazzy, na którym już siedziała. Wszyscy wygodnie usadowiliśmy się na miejscach i podjechaliśmy po Chaz'a.
On zawsze był zdezorganizowany. Wepchnął walizki do bagażnika i rozsiadł się na siedzeniu.
- Cześć Chaz, dawno cię nie widziałam. Gdzie byłeś ? -spytałam.
- I tam i tu . - zaśmiał się. Cały Chaz, strasznie wkurzający, ale kochałam go jak dawniej.
- Okey, skoro przed nami 4 godziny drogi to może zapuścimy sobie jakąś muzykę ? - wysunęłam propozycję.
- Tak, ,,Baby" !!! - krzyknęła Jazzy.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, ale zaraz spełniliśmy życzenie Jazz i puściliśmy największy hit Justina ,,Baby".
Gdy tylko nadchodził refren wszyscy darliśmy się w to słowo, ponieważ resztę tekstu znał tylko Justin.
***
W połowie drogi zrobiliśmy sobie przerwę na lunch. Chłopacy jak zawsze wybrali MCDonald.
- Ugh... zawsze to samo - pomyślałam.
Justin i Chaz zamówili sobie jedzenia jak dla 10 osobowej rodziny i to dosłownie. Ja zamówiłam sobie hamburgera, frytki i sok jabłkowy, a Jazzy i Jacksonowi duże frytki, nagetsy i soki pomarańczowe.
Kiedy wszyscy byli już najedzeni wyruszyliśmy w dalszą drogę.
***
O 14:00 byliśmy pod domem babci. Wszystkich przywitała uściskami, a w domu czekały na nas gorące ciasteczka i czekolada. Jak ja kocham przyjeżdżać do babci ...
O 15:00 Kev i Jazz poszli na swoją popołudniową drzemkę, a my wzięliśmy się za oglądanie filmów. Babcia była wniebowzięta tym że razem z Justinem jesteśmy parą i namawiała nas do tego żebyśmy wyszli na jakąś imprezę, ale po 4 godzinnej jeździe byliśmy zbyt zmęczeni. Postanowiliśmy wybrać się gdzieś jutro...
***
Wieczór przebiegł bardzo szybko, ale także bardzo miło i przyjemnie. Babcia opowiadała nam o tym co robi, gdy sama zostaje w domu, a Justin opowiadał o swojej muzyce i fanach. Nie miałam pojęcia że łączy go z nimi aż tak potężna więź. To jest cudowne że może liczyć na ludzi, których w większości jeszcze nie poznał.
***
Wstaliśmy o godzinie 10:00. Zjedliśmy śniadanie i wyruszyliśmy na wędrówkę po galeriach. Babcia miała zaplanowany dla nas już cały dzień.
Przy wejściu wszyscy się rozdzieliliśmy i umówiliśmy w tym samym miejscu za 3 godziny. Ja zabrałam ze sobą Kevina, babcia , Jazzy, a Chaz poszedł z Justinem. Unikaliśmy chłopaków i babci jak ognia bo to dla nich m.in szukaliśmy prezentów.
***
Kevin sam wybrał sobie prezent, a mianowicie : masakrycznie długą kolejkę górską.
- Co oni mają z tymi kolejkami ? - pomyślałam.
Babci zakupiłam dwa wielkie wazony. Chazowi ostatnią część jego ulubionego filmu, a dla Justina wybrałam coś wyjątkowego: zegarek, u którego pod spodem wygrawerowany jest napis ,,Forever Justin+Perry <3", na szczęście pan, który mi go sprzedawał był tak miły i zgodził wygrawerować się napis w ciągu trzech godzin, później wybraliśmy się jeszcze po prezent dla mamy, Mike'a, Cioci Pattie, Ryana, Jazzy, Jacksona i pod koniec weszliśmy do ostatniego sklepu, w którym kupiliśmy masę kartonów i ozdobnego papieru. Ledwo radziłam to wszystko, ale jakoś udało mi się zanieść to do samochodu. Dopilnowałam, aby Justin i Chaz nie spoglądali do środka. Byli bardzo uparci, ale i tak wygrałam.
Po całych zakupach pojechaliśmy do restauracji - wreszcie jakiejś normalnej, NIE MCDonald'a !
***
Do domu wróciliśmy ok. 17:00. Ogarnęliśmy się i we trójkę pojechaliśmy na imprezkę. Babcia była tak dobra i została z młodszymi.
Justin i Chaz wybrali jakiś klub. Już od początku wydawał mi się trochę podejrzany, ale bardzo zależało im właśnie na tym. Nazywał się ,,Gorilla'' i był wielki. Muzykę puszczał DJ, a obok niego tańczyły śliczne tancerki. Z sufitu puszczano lasery, a z podłogi zielony dym. Efekty były nieziemskie.
Świetnie się bawiliśmy. Justin to cudowny tancerz. Wszystko było w porządku aż do momentu kiedy zauważyliśmy dziewczynę, która ciągnie Chaza do jakiegoś pokoju.
Justin złapał go za rękę. Jego żyły całe były fioletowe od nakuć, a on sam był rozanielony.
- Jest naćpany ! - Justin krzyknął tak, abym na pewno go usłyszała.
- Weź go pod rękę. Zaprowadzimy go do samochodu ! - szybko zareagowałam.
***
Posadziliśmy go na siedzeniu. Cały czas zadawał pytania typu:
- Gdzie mój pikachu ? - albo - Ile jeszcze będziemy lecieli na księżyc ? Bo chcę w końcu zobaczyć się z Beyonce.
Zbierało mi się na płacz, gdy widziałam go w takim stanie.
- Co z nim robimy ? - spytałam,a wtedy on po prostu zemdlał.
- Zostanę z nim z tyłu. Ty nie piłaś więc wsiadaj i jedź do szpitala -rozkazał Justin.
Posłusznie wykonałam jego rozkaz. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Od razu zabrali go na oddział. Strasznie zestresowani siedzieliśmy na korytarzu i czekaliśmy na wieści od lekarza.
Gdy w końcu powiedział że jego stan jest stabilny, ale będzie mógł wyjść dopiero jutro po południu nasze emocje spadły.
Weszliśmy do jego sali:
- Chaz, zabiję Cię ! Jak mogłeś to zrobić ? - warknęłam, ale zaraz go przytuliłam.
Justin ani razu się nie odezwał, ale zaraz dołączył do naszych uścisków.
Łzy leciały mi jak ze strumienia, ale to były łzy szczęścia i radości że nic mu nie jest...
___________________________________________________________________
O matko! Teraz strasznie dużo się wydarzy. Justin złoży Perry bardzo poważną propozycje, będzie miała bardzo mało czasu na zastanowienie, ale w końcu podejmie decyzję i wtedy zaczną się ich problemy...
CZYTAJCIE I KOMENTUJCIE !!!! <3
Mama miała dziś na drugą zmianę więc Kevin już gotowy siedział przy stole i wystrzelał jedzenie z łyżeczki.
- A co robi ten niegrzeczny chłopczyk ? -spytałam i dałam mu całusa w policzek.
- Nic - uśmiechnął się niewinnie.
- Perry, włożyłam Ci do torby listę rzeczy, których nie może jeść Kevin - powiedziała mama.
- Ale po co ? Przecież to ta sama co wisi na lodówce i wczoraj kazałaś mi na nią ,,zerknąć" - odpowiedziałam z kanapką w twarzy.
- Nie mów z pełnymi ustami - przypomniała mi jak dziecku. - A listę weź na wszelki wypadek.
***
10 minut później Justin podjechał pod nasz dom.
- Cześć kochanie, ale się za tobą stęskniłem. - wziął mnie na ręce, mocno pocałował i okręcił wokoło własnej osi.
- Słońce, nie widzieliśmy się tylko 1 dzień. - zaśmiałam się kiedy tylko udało mi się złapać oddech.
- Czy to znaczy że ty za mną nie tęskniłaś ? - spytał ze smutnymi oczkami ,, kota ze Shreka"
- Bardzo - nachyliłam się nad nim i pocałowałam go w czoło.
Justin włożył walizki do samochodu (6 osobowego), umocował fotelik Kevina tuż obok fotelika Jazzy, na którym już siedziała. Wszyscy wygodnie usadowiliśmy się na miejscach i podjechaliśmy po Chaz'a.
On zawsze był zdezorganizowany. Wepchnął walizki do bagażnika i rozsiadł się na siedzeniu.
- Cześć Chaz, dawno cię nie widziałam. Gdzie byłeś ? -spytałam.
- I tam i tu . - zaśmiał się. Cały Chaz, strasznie wkurzający, ale kochałam go jak dawniej.
- Okey, skoro przed nami 4 godziny drogi to może zapuścimy sobie jakąś muzykę ? - wysunęłam propozycję.
- Tak, ,,Baby" !!! - krzyknęła Jazzy.
Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, ale zaraz spełniliśmy życzenie Jazz i puściliśmy największy hit Justina ,,Baby".
Gdy tylko nadchodził refren wszyscy darliśmy się w to słowo, ponieważ resztę tekstu znał tylko Justin.
***
W połowie drogi zrobiliśmy sobie przerwę na lunch. Chłopacy jak zawsze wybrali MCDonald.
- Ugh... zawsze to samo - pomyślałam.
Justin i Chaz zamówili sobie jedzenia jak dla 10 osobowej rodziny i to dosłownie. Ja zamówiłam sobie hamburgera, frytki i sok jabłkowy, a Jazzy i Jacksonowi duże frytki, nagetsy i soki pomarańczowe.
Kiedy wszyscy byli już najedzeni wyruszyliśmy w dalszą drogę.
***
O 14:00 byliśmy pod domem babci. Wszystkich przywitała uściskami, a w domu czekały na nas gorące ciasteczka i czekolada. Jak ja kocham przyjeżdżać do babci ...
O 15:00 Kev i Jazz poszli na swoją popołudniową drzemkę, a my wzięliśmy się za oglądanie filmów. Babcia była wniebowzięta tym że razem z Justinem jesteśmy parą i namawiała nas do tego żebyśmy wyszli na jakąś imprezę, ale po 4 godzinnej jeździe byliśmy zbyt zmęczeni. Postanowiliśmy wybrać się gdzieś jutro...
***
Wieczór przebiegł bardzo szybko, ale także bardzo miło i przyjemnie. Babcia opowiadała nam o tym co robi, gdy sama zostaje w domu, a Justin opowiadał o swojej muzyce i fanach. Nie miałam pojęcia że łączy go z nimi aż tak potężna więź. To jest cudowne że może liczyć na ludzi, których w większości jeszcze nie poznał.
***
Wstaliśmy o godzinie 10:00. Zjedliśmy śniadanie i wyruszyliśmy na wędrówkę po galeriach. Babcia miała zaplanowany dla nas już cały dzień.
Przy wejściu wszyscy się rozdzieliliśmy i umówiliśmy w tym samym miejscu za 3 godziny. Ja zabrałam ze sobą Kevina, babcia , Jazzy, a Chaz poszedł z Justinem. Unikaliśmy chłopaków i babci jak ognia bo to dla nich m.in szukaliśmy prezentów.
***
Kevin sam wybrał sobie prezent, a mianowicie : masakrycznie długą kolejkę górską.
- Co oni mają z tymi kolejkami ? - pomyślałam.
Babci zakupiłam dwa wielkie wazony. Chazowi ostatnią część jego ulubionego filmu, a dla Justina wybrałam coś wyjątkowego: zegarek, u którego pod spodem wygrawerowany jest napis ,,Forever Justin+Perry <3", na szczęście pan, który mi go sprzedawał był tak miły i zgodził wygrawerować się napis w ciągu trzech godzin, później wybraliśmy się jeszcze po prezent dla mamy, Mike'a, Cioci Pattie, Ryana, Jazzy, Jacksona i pod koniec weszliśmy do ostatniego sklepu, w którym kupiliśmy masę kartonów i ozdobnego papieru. Ledwo radziłam to wszystko, ale jakoś udało mi się zanieść to do samochodu. Dopilnowałam, aby Justin i Chaz nie spoglądali do środka. Byli bardzo uparci, ale i tak wygrałam.
Po całych zakupach pojechaliśmy do restauracji - wreszcie jakiejś normalnej, NIE MCDonald'a !
***
Do domu wróciliśmy ok. 17:00. Ogarnęliśmy się i we trójkę pojechaliśmy na imprezkę. Babcia była tak dobra i została z młodszymi.
Justin i Chaz wybrali jakiś klub. Już od początku wydawał mi się trochę podejrzany, ale bardzo zależało im właśnie na tym. Nazywał się ,,Gorilla'' i był wielki. Muzykę puszczał DJ, a obok niego tańczyły śliczne tancerki. Z sufitu puszczano lasery, a z podłogi zielony dym. Efekty były nieziemskie.
Świetnie się bawiliśmy. Justin to cudowny tancerz. Wszystko było w porządku aż do momentu kiedy zauważyliśmy dziewczynę, która ciągnie Chaza do jakiegoś pokoju.
Justin złapał go za rękę. Jego żyły całe były fioletowe od nakuć, a on sam był rozanielony.
- Jest naćpany ! - Justin krzyknął tak, abym na pewno go usłyszała.
- Weź go pod rękę. Zaprowadzimy go do samochodu ! - szybko zareagowałam.
***
Posadziliśmy go na siedzeniu. Cały czas zadawał pytania typu:
- Gdzie mój pikachu ? - albo - Ile jeszcze będziemy lecieli na księżyc ? Bo chcę w końcu zobaczyć się z Beyonce.
Zbierało mi się na płacz, gdy widziałam go w takim stanie.
- Co z nim robimy ? - spytałam,a wtedy on po prostu zemdlał.
- Zostanę z nim z tyłu. Ty nie piłaś więc wsiadaj i jedź do szpitala -rozkazał Justin.
Posłusznie wykonałam jego rozkaz. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Od razu zabrali go na oddział. Strasznie zestresowani siedzieliśmy na korytarzu i czekaliśmy na wieści od lekarza.
Gdy w końcu powiedział że jego stan jest stabilny, ale będzie mógł wyjść dopiero jutro po południu nasze emocje spadły.
Weszliśmy do jego sali:
- Chaz, zabiję Cię ! Jak mogłeś to zrobić ? - warknęłam, ale zaraz go przytuliłam.
Justin ani razu się nie odezwał, ale zaraz dołączył do naszych uścisków.
Łzy leciały mi jak ze strumienia, ale to były łzy szczęścia i radości że nic mu nie jest...
___________________________________________________________________
O matko! Teraz strasznie dużo się wydarzy. Justin złoży Perry bardzo poważną propozycje, będzie miała bardzo mało czasu na zastanowienie, ale w końcu podejmie decyzję i wtedy zaczną się ich problemy...
CZYTAJCIE I KOMENTUJCIE !!!! <3
sobota, 14 września 2013
Rozdział 16
***
Do domu wróciłam ok 00:00. To była najlepsza randka w moim życiu. Wniebowzięta, ale trochę zmęczona otworzyłam drzwi i wślizgnęłam się do środka. Wszyscy już spali. Po cichu zdjęłam kurtkę i buty, weszłam na górę, wzięłam krótki prysznic, przebrałam się w pidżamy i poszłam spać.
***
Rano wstałam ok. 10. Kevin zaczął skakać po moim łóżku drąc się że mama kazała mnie obudzić.
- Nawet w wolne dni człowiek nie może dłużej pospać - burknęłam pod nosem.
Wstałam z łóżka, ubrałam pierwszy lepszy strój jaki wyciągnęłam z szafy i razem z młodszym zbiegliśmy na śniadanie. Mike był już w pracy, a mama także się już szykowała:
- Córciu, mam do ciebie prośbę ... - powiedziała tajemniczo.
- Jaką ? - spytałam obojętnie chwytając jedną kanapkę z talerza.
- Zostaniesz dziś z Kevinem. Jego opiekunka się rozchorowała, a ja muszę iść do pracy ? - powiedziała zmartwiona.
- No jasne mamo, nie martw się, będzie dobrze, jasne że z nim zostanę - uśmiechnęłam się i uspakajająco poklepałam ją po ramieniu.
- Dziękuję Ci kochanie, na ciebie zawsze można liczyć - mocno mnie przytuliła.
- A propo Kevina to pomyśleliśmy z Justinem że sokoro Jazzy jedzie z nami to do babci to fajne byłoby też zabrać Kevina ? - wysunęłam propozycję, która właśnie mi się przypomniała.
- Myślę że to dobry pomysł - przytaknęła mi. - Ale musimy uzgodnić to z Mike'm - Ale jednak mocno trzymała się swojej zasady że sama nigdy nie podejmuje wspólnych decyzji. - Zadzwonię do niego w pracy i napiszę Ci sms-a, okey ? - spytała na koniec.
- Okey - uśmiechnęłam się i wzięłam małego na kolanka podając mu jego jedzenie.
- Na lodówce masz listę rzeczy, których nie może jeść Kevin, zanim mu coś podasz proszę cię zerknij na nią- powiedziała w pośpiechu ubierając buty - A no i jeszcze: w razie kłopotów od razu dzwoń i pamiętaj ufam Ci -dokończyła ostatnie słowo i zamknęła za sobą drzwi.
- To co przystojniaczku, co dziś robimy ? - spytałam Kevina.
- Oglądamy literaki- krzyknął i popędził przed telewizor do salonu.
Schowałam wszystkie naczynia do umywalki, przebrałam małego i razem z nim oglądałam bajki
Kiedy zaczęło mi się strasznie nudzić napisałam sms- a do Justina:
P: Cześć kochanie, co robisz ? Może wpadniesz do mnie ?
Odpisał mi dokładnie po 2 sekundach.
J: Przepraszam słonko, ale dziś nie mogę się z tobą spotkać. Widzimy się jutro. Podjadę o 9:00. Kocham Cię <3 :*
Zrobiło mi się trochę przykro, ale rozumiałam to, w końcu był gwiazdą i właśnie wydawał swoją płytę, byłam mu wdzięczna że mogę z nim spędzić chociaż trochę czasu.
***
Była 18:00 mamy i Mike'a jeszcze nie było, z tego co wiem to mają zmiany do 20:00. Nie dostałam żadnej wiadomości od mamy więc pierwsza wysłałam do niej sms-a:
P: Mamo, dzwoniłaś do Mike'a? Kevin może z nami jechać ?
Odpisała mi po 5 minutach, ale to była mama, klawiaturą posługiwała się jak nożem, czyli kiepsko.
M: Tak, może z wami jechać. Spakujcie się :P
Szybko porwałam go na górę i spakowaliśmy same potrzebne rzeczy, zmieściliśmy się w 1 dużej walizce i jednej małej. Mały był tym zachwycony, lubił Jazzy tak samo jak Jacksona. Świetnie się dogadywali.
Ok. 20 Kev zrobił się bardzo senny, w końcu nie dziwiłam mu się, ponieważ dziś nie wykonał swojej popołudniowej drzemki. Przebrałam go w pidżamy i położyłam do łóżka, po 10 minutach spał jak suseł.
Wróciłam do swojego pokoju, przebrałam się w pidżamy i nałożyłam słuchawki na uszy. Puściłam sobie płytę Justina. Myśl o tym że prawie wszystkie piosenki są o mnie była bardzo budująca i schlebiająca. Kiedy przesłuchałam wszystkie piosenki wzięłam się do czytania lektury. Była tak nudna że po 20 minutach odpłynęłam w krainę snów...
________________________________________________________________________
Wiem że trochę nudny, ale już niedługo się rozkręci. Po świętach bardzo dużo się wydarzy...
Przepraszam że tak długo nie dodawałam, ale sądziłam że jeśli nikt nie dodaje komentarzy to nikt nie czyta. Także proszę, jeśli czytacie to napiszcie chociaż jeden, krótki komentarz. One są bardzo budujące i zachęcają do dalszego pisania, a jeśli nie macie konta google to chociaż weźcie udział w sondzie : D<3 :8
Do domu wróciłam ok 00:00. To była najlepsza randka w moim życiu. Wniebowzięta, ale trochę zmęczona otworzyłam drzwi i wślizgnęłam się do środka. Wszyscy już spali. Po cichu zdjęłam kurtkę i buty, weszłam na górę, wzięłam krótki prysznic, przebrałam się w pidżamy i poszłam spać.
***
Rano wstałam ok. 10. Kevin zaczął skakać po moim łóżku drąc się że mama kazała mnie obudzić.
- Nawet w wolne dni człowiek nie może dłużej pospać - burknęłam pod nosem.
Wstałam z łóżka, ubrałam pierwszy lepszy strój jaki wyciągnęłam z szafy i razem z młodszym zbiegliśmy na śniadanie. Mike był już w pracy, a mama także się już szykowała:
- Córciu, mam do ciebie prośbę ... - powiedziała tajemniczo.
- Jaką ? - spytałam obojętnie chwytając jedną kanapkę z talerza.
- Zostaniesz dziś z Kevinem. Jego opiekunka się rozchorowała, a ja muszę iść do pracy ? - powiedziała zmartwiona.
- No jasne mamo, nie martw się, będzie dobrze, jasne że z nim zostanę - uśmiechnęłam się i uspakajająco poklepałam ją po ramieniu.
- Dziękuję Ci kochanie, na ciebie zawsze można liczyć - mocno mnie przytuliła.
- A propo Kevina to pomyśleliśmy z Justinem że sokoro Jazzy jedzie z nami to do babci to fajne byłoby też zabrać Kevina ? - wysunęłam propozycję, która właśnie mi się przypomniała.
- Myślę że to dobry pomysł - przytaknęła mi. - Ale musimy uzgodnić to z Mike'm - Ale jednak mocno trzymała się swojej zasady że sama nigdy nie podejmuje wspólnych decyzji. - Zadzwonię do niego w pracy i napiszę Ci sms-a, okey ? - spytała na koniec.
- Okey - uśmiechnęłam się i wzięłam małego na kolanka podając mu jego jedzenie.
- Na lodówce masz listę rzeczy, których nie może jeść Kevin, zanim mu coś podasz proszę cię zerknij na nią- powiedziała w pośpiechu ubierając buty - A no i jeszcze: w razie kłopotów od razu dzwoń i pamiętaj ufam Ci -dokończyła ostatnie słowo i zamknęła za sobą drzwi.
- To co przystojniaczku, co dziś robimy ? - spytałam Kevina.
- Oglądamy literaki- krzyknął i popędził przed telewizor do salonu.
Schowałam wszystkie naczynia do umywalki, przebrałam małego i razem z nim oglądałam bajki
Kiedy zaczęło mi się strasznie nudzić napisałam sms- a do Justina:
P: Cześć kochanie, co robisz ? Może wpadniesz do mnie ?
Odpisał mi dokładnie po 2 sekundach.
J: Przepraszam słonko, ale dziś nie mogę się z tobą spotkać. Widzimy się jutro. Podjadę o 9:00. Kocham Cię <3 :*
Zrobiło mi się trochę przykro, ale rozumiałam to, w końcu był gwiazdą i właśnie wydawał swoją płytę, byłam mu wdzięczna że mogę z nim spędzić chociaż trochę czasu.
***
Była 18:00 mamy i Mike'a jeszcze nie było, z tego co wiem to mają zmiany do 20:00. Nie dostałam żadnej wiadomości od mamy więc pierwsza wysłałam do niej sms-a:
P: Mamo, dzwoniłaś do Mike'a? Kevin może z nami jechać ?
Odpisała mi po 5 minutach, ale to była mama, klawiaturą posługiwała się jak nożem, czyli kiepsko.
M: Tak, może z wami jechać. Spakujcie się :P
Szybko porwałam go na górę i spakowaliśmy same potrzebne rzeczy, zmieściliśmy się w 1 dużej walizce i jednej małej. Mały był tym zachwycony, lubił Jazzy tak samo jak Jacksona. Świetnie się dogadywali.
Ok. 20 Kev zrobił się bardzo senny, w końcu nie dziwiłam mu się, ponieważ dziś nie wykonał swojej popołudniowej drzemki. Przebrałam go w pidżamy i położyłam do łóżka, po 10 minutach spał jak suseł.
Wróciłam do swojego pokoju, przebrałam się w pidżamy i nałożyłam słuchawki na uszy. Puściłam sobie płytę Justina. Myśl o tym że prawie wszystkie piosenki są o mnie była bardzo budująca i schlebiająca. Kiedy przesłuchałam wszystkie piosenki wzięłam się do czytania lektury. Była tak nudna że po 20 minutach odpłynęłam w krainę snów...
________________________________________________________________________
Wiem że trochę nudny, ale już niedługo się rozkręci. Po świętach bardzo dużo się wydarzy...
Przepraszam że tak długo nie dodawałam, ale sądziłam że jeśli nikt nie dodaje komentarzy to nikt nie czyta. Także proszę, jeśli czytacie to napiszcie chociaż jeden, krótki komentarz. One są bardzo budujące i zachęcają do dalszego pisania, a jeśli nie macie konta google to chociaż weźcie udział w sondzie : D<3 :8
niedziela, 1 września 2013
Rozdział 15
* Ok.23 razem z mamą miałyśmy spakowane już wszystkie rzeczy. Nawet najmniejsze drobiazgi stały już w pudłach. Byłyśmy wykończone.
Wzięłam szybki prysznic, ubrałam pidżamy i poszłam spać.
*
Zmuszona do przebudzenia się, wstałam już o 6;00 gdyż panowie chcieli wynieść moje łóżko. Szybko ubrałam się i zbiegłam na dół. Tak jak myślałam, na dole nie było już mebli.
Nagle do domu wpadł Justin:
- Nie spóźniłem się ? - spytał zdyszany.
- Ale na co ? - lekko się zaśmiała.
- No żeby ci pomóc - wytłumaczył.
- Nie, słońce nie spóźniłeś się - dałam mu całusa w policzek.
Ubrałam buty i razem pojechaliśmy do mojego nowego domu.
Mama, Mike i Kevin byli już na miejscu.
- No pięknie, a o mnie to zapomnieliście ! - powiedziałam udając obrażoną.
- Nie, nie zapomnieliśmy, ale myśleliśmy że panowie będą na razie przywozić tylko meble z dołu - tłumaczyła się mama.
- No dobra, wybaczam- uśmiechnęłam się.
Przywitałam się z Mike'm i Kevinem, który od razu wskoczył mi na ręce i spytał :
- Na mnie też już się nie gniewasz ?
- Na ciebie, nigdy - dałam mu całuska w policzek. - To co idziemy zobaczyć nasze pokoje ? - spytałam go.
- Takkk ! - krzyknął.
Złapałam Justina za rękę i we trójkę poszliśmy na górę.
Najpierw udaliśmy się do pokoju Kevina. Ściany pomalowane były na niebiesko ozdobione białymi gwiazdkami. Przy ścianie stał wielki, biały regał w kształcie litery K, a łóżko wyglądało jak samochód.
- Ale super, co ? - spytałam
- No ! - krzyknął zadowolony i zaczął skakać po łóżku.
- Chyba też sobie załatwię taką szafę - powiedział roześmiany Justin. Tym razem Kevin wskoczył jemu na ręce i poszliśmy do pokoju na przeciwko. Mojego pokoju.
Ściany były brązowo beżowe, a przez środek przechodził pasek tapetowy z moim imieniem. Po prawej stronie stała wielka brązowa, rozsuwana szafa na całą ścianę, a po lewej wielkie łóżko z metalowymi, wzorzastymi końcami. Na ścianie za nim fototapeta z widokiem na Paryż.
- O Matko! To na prawdę mój pokój ? -powiedziałam zastawiając twarz rękoma.
- Tak, jest cały twój - Justin lekko się uśmiechnął i dał mi całusa w czoło.- Ale szafa jest za duża - powiedział.
- Co ? Czemu ? - od razu spytałam.
- Bo Kevin się do niej mieści, a z resztą j też - cwaniacko się uśmiechnął i wlazł do szafy .
- Ciekawe... - złapałam się za podbródek.
***
OK. 14 wszystkie meble były już w nowym domu, ale my wybraliśmy się na obiad, dołączyła do nas także mama Justina i Alfredo- jego kumpel.
- Cześć jestem Perry - przywitałam się z nim.
- Ja jestem Alfredo, ale możesz do mnie mówić Fredo - zaśmiał się.
- Okey- puściłam mu wielki uśmiech.
***
O 16;00 wróciliśmy do domu. Niestety Justin i Fredo musieli jechać do domu, gdyż znów zawitał do nich Scooter.
Gdy tylko weszłam do domu zaczęłam się rozpakowywać. Najpierw ubrania i buty. Moja szafa zmieściła wszystko. Była także bardzo dobrym punktem widokowym. Poprzyklejałam na jej drzwi wszystkie zdjęcia moje i Justina. To był mój wymarzony pokój.
O 20 na mój telefon przyszła wiadomość od Justina :
J: Będę po ciebie za 10 minut i zabieram Cię na kolację.
Uśmiechnęłam się sam do siebie.Szybko się przebrałam, a gdy zeszłam na dół Justin już był.
- Wychodzę z Justinem - krzyknęłam i zamknęłam za sobą drzwi.
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w nieznane mi miejsce.
Weszliśmy do środka. Restauracja w środku była cała złota ( mój ulubiony kolor) i dopiero później przypomniało mi się że została pobudowana ona w tym miejscu gdzie Justin powiedział że wyjeżdża do Atlanty.
- Nie wierzę - powiedziałam po cichu żeby nikt nie usłyszał.
Usiedliśmy do stolika i zamówiliśmy dania.
-Pewnie już się domyślasz dlaczego ta restauracja ? - spytał.
Zapatrzyłam się w jedno miejsce i tylko pokiwałam głową że tak.
- Nie podoba ci się tutaj ? - spytała przerażony.
- Co ? Bardzo mi się podoba - złapałam go za rękę, a wtedy odetchnął z ulgą.
***
Cały czas o czymś rozmawialiśmy, nie robiliśmy ani minuty przerwy. To było cudowne. Uświadomiłam sobie że to najszczęśliwszy okres w moim życiu, a właśnie Justin może być ,,tym jedynym".
Po kolacji poszliśmy na spacer. Krótki bo było trochę zimno ale bardzo miły.
- Wiesz jak bardzo Cię kocham - spytał będąc milimetr od moich ust.
- Wiem - szeroko się uśmiechnęłam.- Ja ciebie jeszcze mocniej - powiedziałam lekko przygryzając wargę i marszcząc nos. Wtedy dostałam buziaka bardzo długiego i zamarzniętego buziaka, ale najlepszego w życiu,tak to były bez wątpienia moje najlepsze chwile w życiu ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I co, jak wam się podoba bo mi nie zbyt, ale ...
Jutro szkoła .... :(((((
Proszę dodawajcie komentarze <3
piątek, 23 sierpnia 2013
Rozdział 14
- Dobrze, ty wcale mi się nie podobałeś - powiedziała prawie przez płacz i pobiegła do łazienki.
- Załatwiłeś ją Bieber - zaśmiałam się.
- To dla ciebie Daniels : ) - uśmiechnął się do mnie szeroko.
*** 3 TYGODNIE PÓŹNIEJ***
Właśnie dziś jest sobota. Od poniedziałku już nie idziemy do szkoły, ponieważ zaczyna się przerwa świąteczna. Za tydzień Boże Narodzenie. Śnieg pięknie pruszy, domy i zaśnieżałe ogrody pięknie poustrajane. Wszyscy przygotowywują się do świąt. U nas także panuje rodzinna atmosfera. Mike i mama są już oficjalnie razem, można powiedzieć że oni już u nas mieszkają, gdyż praktycznie są u nas cały czas.
Justin nagrał już wszystkie swoje piosenki na płytę, którą zatytuował ,,Believe"i nakręcił teledyski do dwóch piosenek : ,,Boyfriend" i ,,As long as you love me ". Ostatnio wspomniał także coś o trasie koncertowej, ale to jeszcze nie potwierdzone.
Te ostatnie tygodnie były bardzo intensywne. Wszyscy pracowaliśmy nad tym żeby Justin znów wrócił na rynek i udało się, ale postanowił przynajmniej do końca roku zostać jeszcze w Stratford.
***
Siedziałam razem z Kevinem przed telewizorem i oglądaliśmy Scoobiego - Doo. Nagle Mike i mama zawołali nas do kuchni.
- Mamy wam coś ważnego do powiedzenia - zaczął poważnie Mike.
- A mianowicie: Postanowiliśmy że zamieszkamy razem - powiedziała mama.
- To super ! Bardzo się cieszę - przytuliłam obojga.
- Ale to nie koniec - dokończył Mike.To mówienie na zmianę było strasznie dziwne.
-Przeprowadzamy się ! Dom mamy już kupiony - krzyknęła podekscytowana mama.
- Co ? Ale gdzie ? - trochę się wystraszyłam.
- Spokojnie, kochanie. Przeprowadzamy się po prostu na inne osiedle do większego domu.- uspokoiła mnie mama.
Kamień spadł mi z serca.
- Musicie spakować się do poniedziałku bo będziemy przewozić meble - powiedział Mike.
- A gdzie dokładnie ten dom ? -spytałam.
- Dokładnie to dwa domy dalej od domu cioci Pattie i Justina - powiedziała.
- Żartujesz ? - spytałam cała w skowronkach, gdyż zaczęło nam się dobrze układać. Byliśmy na etapie ,,najlepszy przyjaciel - związek".
Nagle zadzwonił mój telefon. To był właśnie Justin:
P: No co tam ? - spytałam.
J: Perry wyjdź przed dom. Muszę z tobą porozmawiać - powiedział zdenerwowany.
Ubrałam kurtkę i buty i wyszłam na zewnątrz.
Justin stał oparty o swoje auto.
- To o czym chciałeś pogadać? - spytałam
Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Zrobiło się gorąco pomimo -15 stopni na dworze.
- Już wiem że się przeprowadzasz. - powiedział smutny. Chciałam mu przerwać, ale mi na to nie pozwolił.- Nic nie mów tylko mnie posłuchaj - powiedział poważny.- Wiem, różnie między nami bywało, ale podobałaś mi się nawet wtedy kiedy byliśmy mali. Te wszystkie podchody, piosenki, które napisałem są o tobie i dla ciebie. Wiem że teraz powiesz że chcesz być tylko moją przyjaciółką, albo że związki na odległości nie mają sensu, ale ja chcę być z tobą . Mam masę forsy. Kupię dom obok ciebie i zrobię wszystko żebyś była obok mnie. Po prostu Cię kocham - powiedział i wytarł mi łezkę szczęścia, która właśnie spływała mi po policzku.
Byłam strasznie szczęśliwa. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie usłyszałam.
- Nie wyprowadzam się ze Stratford - powiedziałam wtulając się w niego, ale nic nie usłyszał przez moje szlochy.
- Możesz powtórzyć ? -spytał.
- Nie wyprowadzam się ze Stratford, idioto - powiedziałam i wbiłam się w jego lekko zaczerwienione usta.
- Ale jak to ? - spytał kiedy skończyliśmy nasz pocałunek .
- Tak to. Przeprowadzam się po prostu do innej dzielnicy. Na nasze szczęście, dwa domy dalej od ciebie.- powiedziałam przecierając łzy.
- Na prawdę ? - spytał z niedowierzaniem.
- Tak, ale cieszę się że myślałeś że wyjeżdżam bo inaczej to chyba nigdy nie dowiedziałabym się co do mnie czujesz - uśmiechnęłam się szeroko.- Muszę już iść. Mama i Mike kazali nam spakować się do poniedziałku, a wiesz ile ja mam ciuchów - powiedziałam
- Wiem - lekko się uśmiechnął i zamrugał.
- Co ? - spytałam bo nie miałam pojęcia o co mu chodzi.
- Jesteś taka piękna - powiedział i jeszcze bardziej się do mnie przysunął.
- Tak ? Nie wiedziałam - wyszczerzyłam się, a Justin cmoknął mnie lekko w usta.
- Idź się już pakować- powiedział. - Ale zobaczymy się jutro ? -spytał.
- No jasne, to pa - powiedziałam i udałam się do domu.
To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu .
****
- Mamo, a macie jakieś kartony ? -spytałam zdejmując kurtkę i buty.
- Tak, są w piwnicy. Weź tyle ile ci potrzeba - krzyknęła z kuchni.
Zeszłam na dół, na razie wzięłam ich kilka i poszłam pakować swoje rzeczy.
Najpierw spakowałam ubrania i buty co zajęło mi 3 godziny, a resztę zostawiłam na jutro.
Wzięłam kąpiel. Przebrałam się w pidżamy i poszłam spać .
***
Wstałam ok 8;00. Wzięłam prysznic, ubrałam się, umyłam zęby, wysmarowałam się moim ulubionym arbuzowym kremem i zeszłam na dół na śniadanie.
***
Razem z mamą pojechałyśmy do kościoła i wróciłyśmy ok.11;00.
Po powrocie od razu zabrałyśmy się do pakowania.
W moim pokoju zostało tylko kilka ramek ze zdjęciami i obrazków na ścianach. Szybko je pozdejmowałam i zeszłam na dół pomóc mamie.
Nagle zadzwonił dzwonek.
- To ja otworzę - powiedziała mama.
- Okey - zgodziłam się byłam właśnie w trakcie pakowania szklanek w kuchni.
W pewnym momencie ciarki przeszły po całym moim ciele, ponieważ ktoś położył swoje zimne łapska na moim brzuchu. To był oczywiście Justin, od którego dostałam zmarzniętego buziaka.
- Masz zimny nos - powiedziałam szczerząc się.
- Co ty powiesz? - spojrzał na mnie z miną myśliciela.
- Co tu się dzieje ? - spytała zaskoczona mama kiedy weszła do kuchni, a tam zastała ,, nas "- Czy ja o czymś nie wiem ? - Chciała być poważna podczas tego pytania, ale nie wytrzymała i zaczęła się śmiać.- Żartowałam, ale się cieszę że jesteście razem - powiedziała i przytuliła nas.- Ale teraz proszę wyjdźcie z kuchni bo mi przeszkadzacie - uśmiechnęła się.
- Okey, to chodźmy do mnie - powiedziałam i pociągnęłam go za rękę do góry.
- Mam dla ciebie prezent - powiedział Biebs wyciągając pudełko z kieszeni.
Gdy tylko je otworzył moim oczom ukazał się piękny pierścionek z literą J.
- O matko ! Jaki on śliczny !! - przytuliłam go. Wyjęłam pierścionek z pudełka i wsunęłam go na palec.
- Czyli podoba ci się- spytał.
- Podoba ? On jest świetny - powiedziałam. - Należy ci się nagroda - uśmiechnęłam się cwaniacko i dałam mu słodkiego buziaka. Niestety musieliśmy przerwać gdyż mój telefon zaczął dzwonić bez opamiętania.
To byłą babcia...
P: Co tam babciu ? - spytałam.
B: Bo wiesz Perry pomyślałam że jeżeli i tak musisz po mnie przyjechać to może zabrała byś swoich przyjaciół i przyjechała do mnie już w środę. Zostalibyście trochę u mnie .
P; No jasne babciu. Zapytam ich i oddzwonię do ciebie - powiedziałam i rozłączyłam się,
Moja babcia miał na imię Clara i mieszkała w Ottawie. Jest bardzo fajna i rozrywkowa. Kiedyś często do niej zaglądałam.
- Babcia zaprasza nas do siebie - powiedziałam do Justina.
- Kiedy ? - spytał kładąc się na łóżku.
- No zapewne od środy do soboty - uśmiechnęłam się.
- Nie mogę. Muszę zostać z Jazzy. Obiecałem - powiedział smutny.
- Co za problem ? Może przecież jechać z nami - powiedziałam.- A tak w ogóle to jak z Jacksonem. Jak on się czuje ?- spytałam.
Jackson złamał sobie nóżkę schodząc ze schodów. Strasznie było mi go szkoda.
- Dobrze. Noga się zrasta. - odpowiedział.
Usiadłam obok niego na łóżku.
- To zadzwonię jeszcze do Chaza i Ryana - wyjęłam telefon z kieszeni.
- Co ? Myślałem że pojedziemy sami - objął mnie od tyłu i pocałował w szyję.
- To źle myślałeś, kotku - powiedziałam i lekko dotknęłam jego nosa.
Zadzwoniłam do chłopaków. Dowiedziałam się że Ryan jest u babci i wraca dopiero w sobotę, ale z to Chaz zgodził się z nami jechać.
- Hej, skoro zabieramy Chaza i Jazzy to może zabierzemy też Kevina, chociaż malutka będzie miała co robić- zaproponował Justin.
- Okey, zapytam - uśmiechnęłam się szeroko a w zamian dostałam buziaka.
Nagle telefon Justina zawibrował. To był znak że dostał sms-a.
Odczytał go i powiedział :
- Muszę iść. Scooter przyjechał omówić jakieś sprawy, ale może pójdziesz ze mną ? - spytał łapiąc mnie za ręce.
- Nie mogę. Muszę pomóc mamie spakować resztę rzeczy - odpowiedziałam smutna.
- Szkoda, ale zajrzę do ciebie jutro żeby Ci pomóc - uśmiechnął się.
- Okey, pa - dałam mu całusa w policzek.
Justin wyszedł z pokoju , ale schodząc po schodach krzyknął :
- Już tęsknie - uśmiechnęłam się sama do siebie i udałam się z pudłami na strych, gdzie znajdowały się wszystkie stare zdjęcia i rzeczy. Oczywiście zdjęć było najwięcej moich, Caitlin, Chaza, Chriastiana, Justina i Ryana. Wszystkie te rzeczy spakowałam do oddzielnego pudła i zniosałm na dół. Zjadłam sobie jakiś jogurt i włączyłam telewizje.
Byłam strasznie zdziwiona bo mama ani razu nie spytała o mnie i o Justina, ale było mi to na rękę bo niezbyt lubiłam dzielić swoimi sprawami uczuciowymi ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W końcu razem ... mam nadzieję że wam się podoba : ) Proszę o komentarze :* <3
- Załatwiłeś ją Bieber - zaśmiałam się.
- To dla ciebie Daniels : ) - uśmiechnął się do mnie szeroko.
*** 3 TYGODNIE PÓŹNIEJ***
Właśnie dziś jest sobota. Od poniedziałku już nie idziemy do szkoły, ponieważ zaczyna się przerwa świąteczna. Za tydzień Boże Narodzenie. Śnieg pięknie pruszy, domy i zaśnieżałe ogrody pięknie poustrajane. Wszyscy przygotowywują się do świąt. U nas także panuje rodzinna atmosfera. Mike i mama są już oficjalnie razem, można powiedzieć że oni już u nas mieszkają, gdyż praktycznie są u nas cały czas.
Justin nagrał już wszystkie swoje piosenki na płytę, którą zatytuował ,,Believe"i nakręcił teledyski do dwóch piosenek : ,,Boyfriend" i ,,As long as you love me ". Ostatnio wspomniał także coś o trasie koncertowej, ale to jeszcze nie potwierdzone.
Te ostatnie tygodnie były bardzo intensywne. Wszyscy pracowaliśmy nad tym żeby Justin znów wrócił na rynek i udało się, ale postanowił przynajmniej do końca roku zostać jeszcze w Stratford.
***
Siedziałam razem z Kevinem przed telewizorem i oglądaliśmy Scoobiego - Doo. Nagle Mike i mama zawołali nas do kuchni.
- Mamy wam coś ważnego do powiedzenia - zaczął poważnie Mike.
- A mianowicie: Postanowiliśmy że zamieszkamy razem - powiedziała mama.
- To super ! Bardzo się cieszę - przytuliłam obojga.
- Ale to nie koniec - dokończył Mike.To mówienie na zmianę było strasznie dziwne.
-Przeprowadzamy się ! Dom mamy już kupiony - krzyknęła podekscytowana mama.
- Co ? Ale gdzie ? - trochę się wystraszyłam.
- Spokojnie, kochanie. Przeprowadzamy się po prostu na inne osiedle do większego domu.- uspokoiła mnie mama.
Kamień spadł mi z serca.
- Musicie spakować się do poniedziałku bo będziemy przewozić meble - powiedział Mike.
- A gdzie dokładnie ten dom ? -spytałam.
- Dokładnie to dwa domy dalej od domu cioci Pattie i Justina - powiedziała.
- Żartujesz ? - spytałam cała w skowronkach, gdyż zaczęło nam się dobrze układać. Byliśmy na etapie ,,najlepszy przyjaciel - związek".
Nagle zadzwonił mój telefon. To był właśnie Justin:
P: No co tam ? - spytałam.
J: Perry wyjdź przed dom. Muszę z tobą porozmawiać - powiedział zdenerwowany.
Ubrałam kurtkę i buty i wyszłam na zewnątrz.
Justin stał oparty o swoje auto.
- To o czym chciałeś pogadać? - spytałam
Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Zrobiło się gorąco pomimo -15 stopni na dworze.
- Już wiem że się przeprowadzasz. - powiedział smutny. Chciałam mu przerwać, ale mi na to nie pozwolił.- Nic nie mów tylko mnie posłuchaj - powiedział poważny.- Wiem, różnie między nami bywało, ale podobałaś mi się nawet wtedy kiedy byliśmy mali. Te wszystkie podchody, piosenki, które napisałem są o tobie i dla ciebie. Wiem że teraz powiesz że chcesz być tylko moją przyjaciółką, albo że związki na odległości nie mają sensu, ale ja chcę być z tobą . Mam masę forsy. Kupię dom obok ciebie i zrobię wszystko żebyś była obok mnie. Po prostu Cię kocham - powiedział i wytarł mi łezkę szczęścia, która właśnie spływała mi po policzku.
Byłam strasznie szczęśliwa. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie usłyszałam.
- Nie wyprowadzam się ze Stratford - powiedziałam wtulając się w niego, ale nic nie usłyszał przez moje szlochy.
- Możesz powtórzyć ? -spytał.
- Nie wyprowadzam się ze Stratford, idioto - powiedziałam i wbiłam się w jego lekko zaczerwienione usta.
- Ale jak to ? - spytał kiedy skończyliśmy nasz pocałunek .
- Tak to. Przeprowadzam się po prostu do innej dzielnicy. Na nasze szczęście, dwa domy dalej od ciebie.- powiedziałam przecierając łzy.
- Na prawdę ? - spytał z niedowierzaniem.
- Tak, ale cieszę się że myślałeś że wyjeżdżam bo inaczej to chyba nigdy nie dowiedziałabym się co do mnie czujesz - uśmiechnęłam się szeroko.- Muszę już iść. Mama i Mike kazali nam spakować się do poniedziałku, a wiesz ile ja mam ciuchów - powiedziałam
- Wiem - lekko się uśmiechnął i zamrugał.
- Co ? - spytałam bo nie miałam pojęcia o co mu chodzi.
- Jesteś taka piękna - powiedział i jeszcze bardziej się do mnie przysunął.
- Tak ? Nie wiedziałam - wyszczerzyłam się, a Justin cmoknął mnie lekko w usta.
- Idź się już pakować- powiedział. - Ale zobaczymy się jutro ? -spytał.
- No jasne, to pa - powiedziałam i udałam się do domu.
To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu .
****
- Mamo, a macie jakieś kartony ? -spytałam zdejmując kurtkę i buty.
- Tak, są w piwnicy. Weź tyle ile ci potrzeba - krzyknęła z kuchni.
Zeszłam na dół, na razie wzięłam ich kilka i poszłam pakować swoje rzeczy.
Najpierw spakowałam ubrania i buty co zajęło mi 3 godziny, a resztę zostawiłam na jutro.
Wzięłam kąpiel. Przebrałam się w pidżamy i poszłam spać .
***
Wstałam ok 8;00. Wzięłam prysznic, ubrałam się, umyłam zęby, wysmarowałam się moim ulubionym arbuzowym kremem i zeszłam na dół na śniadanie.
***
Razem z mamą pojechałyśmy do kościoła i wróciłyśmy ok.11;00.
Po powrocie od razu zabrałyśmy się do pakowania.
W moim pokoju zostało tylko kilka ramek ze zdjęciami i obrazków na ścianach. Szybko je pozdejmowałam i zeszłam na dół pomóc mamie.
Nagle zadzwonił dzwonek.
- To ja otworzę - powiedziała mama.
- Okey - zgodziłam się byłam właśnie w trakcie pakowania szklanek w kuchni.
W pewnym momencie ciarki przeszły po całym moim ciele, ponieważ ktoś położył swoje zimne łapska na moim brzuchu. To był oczywiście Justin, od którego dostałam zmarzniętego buziaka.
- Masz zimny nos - powiedziałam szczerząc się.
- Co ty powiesz? - spojrzał na mnie z miną myśliciela.
- Co tu się dzieje ? - spytała zaskoczona mama kiedy weszła do kuchni, a tam zastała ,, nas "- Czy ja o czymś nie wiem ? - Chciała być poważna podczas tego pytania, ale nie wytrzymała i zaczęła się śmiać.- Żartowałam, ale się cieszę że jesteście razem - powiedziała i przytuliła nas.- Ale teraz proszę wyjdźcie z kuchni bo mi przeszkadzacie - uśmiechnęła się.
- Okey, to chodźmy do mnie - powiedziałam i pociągnęłam go za rękę do góry.
- Mam dla ciebie prezent - powiedział Biebs wyciągając pudełko z kieszeni.
Gdy tylko je otworzył moim oczom ukazał się piękny pierścionek z literą J.
- O matko ! Jaki on śliczny !! - przytuliłam go. Wyjęłam pierścionek z pudełka i wsunęłam go na palec.
- Czyli podoba ci się- spytał.
- Podoba ? On jest świetny - powiedziałam. - Należy ci się nagroda - uśmiechnęłam się cwaniacko i dałam mu słodkiego buziaka. Niestety musieliśmy przerwać gdyż mój telefon zaczął dzwonić bez opamiętania.
To byłą babcia...
P: Co tam babciu ? - spytałam.
B: Bo wiesz Perry pomyślałam że jeżeli i tak musisz po mnie przyjechać to może zabrała byś swoich przyjaciół i przyjechała do mnie już w środę. Zostalibyście trochę u mnie .
P; No jasne babciu. Zapytam ich i oddzwonię do ciebie - powiedziałam i rozłączyłam się,
Moja babcia miał na imię Clara i mieszkała w Ottawie. Jest bardzo fajna i rozrywkowa. Kiedyś często do niej zaglądałam.
- Babcia zaprasza nas do siebie - powiedziałam do Justina.
- Kiedy ? - spytał kładąc się na łóżku.
- No zapewne od środy do soboty - uśmiechnęłam się.
- Nie mogę. Muszę zostać z Jazzy. Obiecałem - powiedział smutny.
- Co za problem ? Może przecież jechać z nami - powiedziałam.- A tak w ogóle to jak z Jacksonem. Jak on się czuje ?- spytałam.
Jackson złamał sobie nóżkę schodząc ze schodów. Strasznie było mi go szkoda.
- Dobrze. Noga się zrasta. - odpowiedział.
Usiadłam obok niego na łóżku.
- To zadzwonię jeszcze do Chaza i Ryana - wyjęłam telefon z kieszeni.
- Co ? Myślałem że pojedziemy sami - objął mnie od tyłu i pocałował w szyję.
- To źle myślałeś, kotku - powiedziałam i lekko dotknęłam jego nosa.
Zadzwoniłam do chłopaków. Dowiedziałam się że Ryan jest u babci i wraca dopiero w sobotę, ale z to Chaz zgodził się z nami jechać.
- Hej, skoro zabieramy Chaza i Jazzy to może zabierzemy też Kevina, chociaż malutka będzie miała co robić- zaproponował Justin.
- Okey, zapytam - uśmiechnęłam się szeroko a w zamian dostałam buziaka.
Nagle telefon Justina zawibrował. To był znak że dostał sms-a.
Odczytał go i powiedział :
- Muszę iść. Scooter przyjechał omówić jakieś sprawy, ale może pójdziesz ze mną ? - spytał łapiąc mnie za ręce.
- Nie mogę. Muszę pomóc mamie spakować resztę rzeczy - odpowiedziałam smutna.
- Szkoda, ale zajrzę do ciebie jutro żeby Ci pomóc - uśmiechnął się.
- Okey, pa - dałam mu całusa w policzek.
Justin wyszedł z pokoju , ale schodząc po schodach krzyknął :
- Już tęsknie - uśmiechnęłam się sama do siebie i udałam się z pudłami na strych, gdzie znajdowały się wszystkie stare zdjęcia i rzeczy. Oczywiście zdjęć było najwięcej moich, Caitlin, Chaza, Chriastiana, Justina i Ryana. Wszystkie te rzeczy spakowałam do oddzielnego pudła i zniosałm na dół. Zjadłam sobie jakiś jogurt i włączyłam telewizje.
Byłam strasznie zdziwiona bo mama ani razu nie spytała o mnie i o Justina, ale było mi to na rękę bo niezbyt lubiłam dzielić swoimi sprawami uczuciowymi ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
W końcu razem ... mam nadzieję że wam się podoba : ) Proszę o komentarze :* <3
środa, 21 sierpnia 2013
Rozdział 13
Kiedy wszyscy opuściliśmy restauracje zrobiliśmy małą wymianę. Mama pojechała z ciocią Robyn, a Perry pojechała ze mną odwieźć Jacksona i Jazzy.
***
- To pa. Widzimy się w następną sobotę - powiedziałem kiedy wychodziliśmy z domu taty. - To co jedziemy nagrać ten filmik - stwierdziłem pytająco.
- No jasne - powiedziała z uśmiechem. - O ! Miałam Ci o czymś powiedzieć - przypomniała sobie podekscytowana. - Wczoraj byli u nas na kolacji Mike i Kevin.
- A kto to ? - spytałem bo nie miałem pojęcia o kim mówi.
- No poczekaj, daj mi skończyć - uciszyła mnie.- Mike to chłopak mamy, a Kevin to jego przesłodziutki synek.Ma trzy latka : )
- To super. Mam nadzieję że niedługo będziemy bawić się na weselu - zaśmiałem się.
- Fajnie by było - przytaknęła mi z uśmiechem.
***OCZAMI PERRY***
W końcu dojechaliśmy do domu Biebsa. Pierwsze za co się zabraliśmy to nagrywanie filmiku.
Wzięłam jego telefon i włączyłam nagrywanie.:
-Cześć kochani ! To znów ja. Chciałem wam powiedzieć że jestem strasznie podekscytowany nową płytą. Dziękuję za wasze wsparcie i za to że ,,znów jesteśmy". Mam wielkie plany co do najnowszej płyty i jestem pewien że mnie w nich wspomożecie. Już za kilka dni zaczynamy pracę nad nią. Moi przyjaciele, czyli : Ryan, Chaz i Perry bardzo mi pomagają no więc pamiętajcie NEVER SAY NEVER i trzymajcie się mocno. Kocham was - powiedział i jak zawsze na końcu puścił całuska.
- Było świetnie. To może wrzuć to na tt, a ja zadzwonię po chłopaków ? - spytałam.
- Dobry pomysł - powiedział, ale chyba nie był zbyt zadowolony.
Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam to tych matołów, a później przyglądałam się co Justin robi w swoim laptopie.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Razem zeszliśmy na dół żeby je otworzyć. Byli to Chaz, Ryan i menedżer Justina - Scooter, jak sądzę.
Chłopcy od razu weszli do salonu i usadowili się przed telewizorem.
- Scooter, poznaj moją przyjaciółkę Perry - powiedział Justin.
- Cześć, miło mi poznać - powiedziałam uśmiechając się.
- Perry ? - złapał się za podbródek.- To jest połowa ponownego sukcesu Justina - powiedział.
- Dokładnie - zaśmiał się Justin.
- W takim razie cieszę się że mogę poznać - ukłonił się i zwrócił się do Justina. - Daj mi piosenki. Podkład do nich będzie za tydzień. Jeśli chcesz możesz nagrać je u siebie w domu, chłopacy chętnie do ciebie wpadną - powiedział.- A no i nowe piosenki to najlepiej już na za tydzień - uśmiechnął się.
- Zrobi się - krzyknął Justin i pobiegł do góry.
***
Kiedy Scooter dostał to po co przyszedł, szybko się zmył bo miał do załatwienia jakieś ,,ważne sprawy ", jak twierdził.
Po drodze wyminęła go także ciocia Pattie, która właśnie wróciła do domu.
- Mam propozycje - powiedziałam.- Mama pracuje dziś na noc. Możemy zrobić sobie dziś mini wieczór filmowy tylko musicie wziąć ubrania bo jutro do szkoły - uśmiechnęłam się.
- Wyrąbiście - krzyknął Ryan i razem z Chaz'em wybiegli z domu jak torpedy.
- A ty Jusi, idziesz ? - spytałam słodko.
- No jasne. Jakbym mógł tobie odmówić - obrócił mnie w swoją stronę i przytulił.
Wziął kilka ubrań. Powiedział cioci że dziś razem z chłopakami nocują u mnie i pojechaliśmy do mojego domu. Wyjęłam klucze spod wycieraczki i otworzyłam drzwi. Chaz i Ryan także byli już po 5 minutach.
Nasypaliśmy chipsów, popcornu i żelków do misek. Nalaliśmy sobie coli do szklanek i oglądalśmy filmy do momentu, w którym wszyscy usnęliśmy na kanapie.
***
Budzik obudził mnie o 7;00 rano. Ku swojemu zdziwieniu leżałam już w swoim łóżku, ale postanowiłam się wnikać w szczegóły tego zajścia.
Wzięłam szybki prysznic. Rozczesałam włosy, umyłam zęby, ubrałam się i zeszłam na dół.
Chłopcy siedzieli przy stole i zajadali jajecznicę. To był rzadki widok.
- A co tu się dzieje ? - spytałam zdziwiona.
- Ryan zrobił jajecznicę - powiedział Justin.
- Siadaj, na ciebie też już czeka - powiedział Ray.
Jajecznica była pyszna.
Kiedy wszyscy już do końca się ogarnęliśmy udaliśmy się do szkoły.
***
Lekcje mijały bardzo spokojnie aż w końcu nadeszła pora lunchu.
Podeszła do mnie Mary i spytała:
- Cześć, możemy chwilkę pogadać ?
- No jasne- zgodziłam się.
- Wiesz... skoro ja teraz jestem dziewczyną Justina to może byśmy mogły się zaprzyjaźnić? - spytała.
- Tsa... wiesz co może później - powiedziałam lekko się odsuwając z zażenowania.- A z tego co wiem to Justin wcale Cię nie zapytał o to czy chcesz być jego dziewczyną - powiedziałam i odwróciłam się w drugą stronę kierując się do bufetu, ale Mary złapała mnie za rękę i przyciągnęła do siebie.
- Słuchaj suko ! - wrzasnęła. - Wiem że chcesz mi go zabrać, ale nawet o tym nie myśl. On nigdy nie chciałby być z takim brzydalem jak ty - powiedziała.
Nagle podszedł do nas Justin.
- O Justin ! Wiesz co ona mi powiedziała - poskarżyła się oburzona.
- Tak, słyszałem i słyszałem także co ty powiedziałeś i chcę Ci tylko powiedzieć że umówiłem się z tobą dla zabawy. Nigdy nie chciałbym być z kimś taki jak ty, a Perry nawet nie powinnaś do siebie porównywać bo ona jest od ciebie mądrzejsza, ładniejsza i na pewno milsza - powiedział.
Szczęka opadała mi do piersi.
- Co chcesz przez to powiedzieć ? - spytała.
- To że o sto razy bardziej wolałbym być z Perry niż t tobą ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział pisany przy muzyce Chrisa Browna i Rihanny haha. Proszę o komentarze i strasznieee się cieszę że czytacie i dziękuję za tyle wejść :* <3
***
- To pa. Widzimy się w następną sobotę - powiedziałem kiedy wychodziliśmy z domu taty. - To co jedziemy nagrać ten filmik - stwierdziłem pytająco.
- No jasne - powiedziała z uśmiechem. - O ! Miałam Ci o czymś powiedzieć - przypomniała sobie podekscytowana. - Wczoraj byli u nas na kolacji Mike i Kevin.
- A kto to ? - spytałem bo nie miałem pojęcia o kim mówi.
- No poczekaj, daj mi skończyć - uciszyła mnie.- Mike to chłopak mamy, a Kevin to jego przesłodziutki synek.Ma trzy latka : )
- To super. Mam nadzieję że niedługo będziemy bawić się na weselu - zaśmiałem się.
- Fajnie by było - przytaknęła mi z uśmiechem.
***OCZAMI PERRY***
W końcu dojechaliśmy do domu Biebsa. Pierwsze za co się zabraliśmy to nagrywanie filmiku.
Wzięłam jego telefon i włączyłam nagrywanie.:
-Cześć kochani ! To znów ja. Chciałem wam powiedzieć że jestem strasznie podekscytowany nową płytą. Dziękuję za wasze wsparcie i za to że ,,znów jesteśmy". Mam wielkie plany co do najnowszej płyty i jestem pewien że mnie w nich wspomożecie. Już za kilka dni zaczynamy pracę nad nią. Moi przyjaciele, czyli : Ryan, Chaz i Perry bardzo mi pomagają no więc pamiętajcie NEVER SAY NEVER i trzymajcie się mocno. Kocham was - powiedział i jak zawsze na końcu puścił całuska.
- Było świetnie. To może wrzuć to na tt, a ja zadzwonię po chłopaków ? - spytałam.
- Dobry pomysł - powiedział, ale chyba nie był zbyt zadowolony.
Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam to tych matołów, a później przyglądałam się co Justin robi w swoim laptopie.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Razem zeszliśmy na dół żeby je otworzyć. Byli to Chaz, Ryan i menedżer Justina - Scooter, jak sądzę.
Chłopcy od razu weszli do salonu i usadowili się przed telewizorem.
- Scooter, poznaj moją przyjaciółkę Perry - powiedział Justin.
- Cześć, miło mi poznać - powiedziałam uśmiechając się.
- Perry ? - złapał się za podbródek.- To jest połowa ponownego sukcesu Justina - powiedział.
- Dokładnie - zaśmiał się Justin.
- W takim razie cieszę się że mogę poznać - ukłonił się i zwrócił się do Justina. - Daj mi piosenki. Podkład do nich będzie za tydzień. Jeśli chcesz możesz nagrać je u siebie w domu, chłopacy chętnie do ciebie wpadną - powiedział.- A no i nowe piosenki to najlepiej już na za tydzień - uśmiechnął się.
- Zrobi się - krzyknął Justin i pobiegł do góry.
***
Kiedy Scooter dostał to po co przyszedł, szybko się zmył bo miał do załatwienia jakieś ,,ważne sprawy ", jak twierdził.
Po drodze wyminęła go także ciocia Pattie, która właśnie wróciła do domu.
- Mam propozycje - powiedziałam.- Mama pracuje dziś na noc. Możemy zrobić sobie dziś mini wieczór filmowy tylko musicie wziąć ubrania bo jutro do szkoły - uśmiechnęłam się.
- Wyrąbiście - krzyknął Ryan i razem z Chaz'em wybiegli z domu jak torpedy.
- A ty Jusi, idziesz ? - spytałam słodko.
- No jasne. Jakbym mógł tobie odmówić - obrócił mnie w swoją stronę i przytulił.
Wziął kilka ubrań. Powiedział cioci że dziś razem z chłopakami nocują u mnie i pojechaliśmy do mojego domu. Wyjęłam klucze spod wycieraczki i otworzyłam drzwi. Chaz i Ryan także byli już po 5 minutach.
Nasypaliśmy chipsów, popcornu i żelków do misek. Nalaliśmy sobie coli do szklanek i oglądalśmy filmy do momentu, w którym wszyscy usnęliśmy na kanapie.
***
Budzik obudził mnie o 7;00 rano. Ku swojemu zdziwieniu leżałam już w swoim łóżku, ale postanowiłam się wnikać w szczegóły tego zajścia.
Wzięłam szybki prysznic. Rozczesałam włosy, umyłam zęby, ubrałam się i zeszłam na dół.
Chłopcy siedzieli przy stole i zajadali jajecznicę. To był rzadki widok.
- A co tu się dzieje ? - spytałam zdziwiona.
- Ryan zrobił jajecznicę - powiedział Justin.
- Siadaj, na ciebie też już czeka - powiedział Ray.
Jajecznica była pyszna.
Kiedy wszyscy już do końca się ogarnęliśmy udaliśmy się do szkoły.
***
Lekcje mijały bardzo spokojnie aż w końcu nadeszła pora lunchu.
Podeszła do mnie Mary i spytała:
- Cześć, możemy chwilkę pogadać ?
- No jasne- zgodziłam się.
- Wiesz... skoro ja teraz jestem dziewczyną Justina to może byśmy mogły się zaprzyjaźnić? - spytała.
- Tsa... wiesz co może później - powiedziałam lekko się odsuwając z zażenowania.- A z tego co wiem to Justin wcale Cię nie zapytał o to czy chcesz być jego dziewczyną - powiedziałam i odwróciłam się w drugą stronę kierując się do bufetu, ale Mary złapała mnie za rękę i przyciągnęła do siebie.
- Słuchaj suko ! - wrzasnęła. - Wiem że chcesz mi go zabrać, ale nawet o tym nie myśl. On nigdy nie chciałby być z takim brzydalem jak ty - powiedziała.
Nagle podszedł do nas Justin.
- O Justin ! Wiesz co ona mi powiedziała - poskarżyła się oburzona.
- Tak, słyszałem i słyszałem także co ty powiedziałeś i chcę Ci tylko powiedzieć że umówiłem się z tobą dla zabawy. Nigdy nie chciałbym być z kimś taki jak ty, a Perry nawet nie powinnaś do siebie porównywać bo ona jest od ciebie mądrzejsza, ładniejsza i na pewno milsza - powiedział.
Szczęka opadała mi do piersi.
- Co chcesz przez to powiedzieć ? - spytała.
- To że o sto razy bardziej wolałbym być z Perry niż t tobą ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział pisany przy muzyce Chrisa Browna i Rihanny haha. Proszę o komentarze i strasznieee się cieszę że czytacie i dziękuję za tyle wejść :* <3
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Rozdział 12
O 23:00 goście już się zmyli, gdyż malutki Kevin zrobił się bardzo senny.
Pomogłam posprzątać mamie i poszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w pidżamy i włączyłam laptopa.
Weszłam na twittera i z ciekawości odwiedziłam profil Justina żeby zobaczyć czy liczba obserwujących chociaż trochę się poprawiła. To co zobaczyłam było cudowne! Liczba znów wzrosła do 35 milinów, co prawda to i tak nie wszyscy, ale coś było ...
Szybko wykręciłam numer do Justina i zadzwoniłam żeby podzielić się z nim tą informacją :
P: Śpisz ? - spytałam.
J: Nie, oglądam telewizje - odpowiedział.
P: To dobrze. Wejdź na swój profil na twitterze - powiedziałam bez żadnych emocji żeby nie zepsuć niespodzianki.
J: Okey, tylko pójdę po laptopa - odpowiedział.
Po kilku minutach słyszałam tylko : - O matko ! O my goschhh !!! Jak to możliwe. Już myślałem że poszedłem w zapomnienie :( - powiedział .
P: Widzisz. Miałam racje. Jak zwykle oczywiście - powiedziałam przez śmiech w żartach .
J; Jesteś kochana. Pomożesz mi jutro nagrać kolejny filmik, prawda ? - spytał.
P: No jasne. Ja też muszę Ci coś powiedzieć - pomyślałam oczywiście o Mike'u i o Kevinie i o wczorajszej kolacji. - Dobra to do jutra, pa :* - powiedziałam.
J: Pa, miłych snów - odpowiedział i rozłączyliśmy się.
Dodałam krótką wzmiankę :
,, Ludzie bywają kłamliwi, ale prawdziwi przyjaciele zawsze Ci pomogą'' i wyłączyłam laptopa.
Wysmarowałam się kremem i poszłam spać.
***OCZAMI JUSTINA***
Byłem tak szczęśliwy że nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Moi Beliebers uwierzyli we mnie po raz drugi. Tego wieczoru postanowiłem że swoją płytę zatytułuję ,,Believe". Słowa piosenki pod tym tytułem także już były w mojej głowie. Szybko je spisałem żeby tylko nie wyleciały mi z głowy.
Mój telefon zadzwonił po raz drugi, ale tym razem był to Scooter. Przeciągnąłem palcem po wyświetlaczu i odebrałem połączenie.
J: Co tam ? - spytałem chociaż i tak wiedziałem że chodzi mu o wzrost obserwujących na tt.
S: Nie wiem jak udało Ci się ich odzyskać, ale wracasz na rynek. Jutro wpadnę po przynajmniej 4 piosenki. Oddam je wytwórni na przeróbkę i robimy sesję na okładkę nowej płyty, a no i mam nadzieję że masz już jej nazwę - powiedział.
J: Tak mam wszystko - odpowiedziałem podekscytowany.
S: Okey, to nie przeszkadzam. Widzimy się jutro po południu - powiedział po czym się rozłączył.
Poszedłem do łazienki. Nalałem wody do wanny i rozłożyłem się w pianie.
Nagle przyszedł mi sms. Jego dźwięk był tak drażliwy że ze strachu walnąłem nogą w pobocze wanny.
- Kurde ! - wrzasnąłem.
Podniosłem telefon z półki i i sprawdziłem nadawcę : MARY
M: Cześć. Mam nadzieję że Cię nie obudziłam. Nie mogę doczekać się poniedziałku kiedy w końcu znów będę mogła Cię zobaczyć.
Mary była miła i fajna, ale totalnie nie w moim typie. Nie wiedziałem co jej odpisać. Jedyne co teraz chciałem to jak najłagodniej to zakończyć bo władowałem się w to bez potrzeby.
M: Jesteś tam ? - napisała kolejną wiadomość.
Odpisałem jej szybko, tylko po to żeby się doczepiła;
J: Tak, ale jestem strasznie zmęczony i idę spać.
Ubrałem się i położyłem się do łóżka. Wziąłem swój telefon i dodałem wpis na tt : ,,Dziękuję wam, jesteście kochani <3 #lovebeliebers ''.
Nagle do mojego pokoju wbiegła Jazzy i wskoczyła na moje łóżko.
- Nie śpisz jeszcze, księżniczko ? - spytałem zdziwiony.
- Nie, bo do mojego pokoju przyszły kucyki i chcą zjeść mi kołderkę - powiedziała smutna. - Mogę spać u ciebie ? - spytała.
- No jasne. - uśmiechnąłem się i przytuliłem ją.
- Justin ??? - spytała słodko przeciągając.
- Co tam ?
- Perry to twoja dziewczyna, prawda ? - spytała.
Byłem strasznie zdziwiony jej pytaniem.
- Nie księżniczko. Nie jest moją dziewczyną - powiedziałem całując ją w czółko.
- Ale kochasz ją ? - zadała kolejne pytanie.
- Bardzo - odpowiedziałem z lekkim uśmiechem.
Jazzy o nic więcej nie spytała i po chwili zasnęliśmy jak susły.
***
Obudziłem się ok. 10, gdyż moja przepiękna siostrzyczka zaczęła skakać po moim łóżku.
- Ktoś tu się prosi o łaskotki - powiedziałem wstając z łóżka i zacząłem ją delikatnie łaskotać.
Przestałem dopiero wtedy kiedy mama zawołała nas na śniadanie.
Pochyliłem się a Jazzy wskoczyła mi na barana. Poszliśmy po Jacksona i zeszliśmy do kuchni.
- No normalnie Zoo - zaśmiała się mama.
Zjedliśmy śniadanie. Wyszykowaliśmy się i w czwórkę pojechaliśmy do kościoła. Zajęliśmy miejsca obok Perry i cioci Robyn ,a Chaz i Ryan wraz ze swoimi rodzicami siedzieli w ławce przed nami.
***
Po kościele wszyscy ( Chaz i Ryan ze swoimi rodzicami, Perry z mamą i my) udaliśmy się do włoskie restauracji ,,Olive" na obiad.
Już dawno nie czułem się tak rodzinnie. To było cudowne uczucie i żałuję że prawie tu nie zaglądałem ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę o komentarze :)
Pomogłam posprzątać mamie i poszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w pidżamy i włączyłam laptopa.
Weszłam na twittera i z ciekawości odwiedziłam profil Justina żeby zobaczyć czy liczba obserwujących chociaż trochę się poprawiła. To co zobaczyłam było cudowne! Liczba znów wzrosła do 35 milinów, co prawda to i tak nie wszyscy, ale coś było ...
Szybko wykręciłam numer do Justina i zadzwoniłam żeby podzielić się z nim tą informacją :
P: Śpisz ? - spytałam.
J: Nie, oglądam telewizje - odpowiedział.
P: To dobrze. Wejdź na swój profil na twitterze - powiedziałam bez żadnych emocji żeby nie zepsuć niespodzianki.
J: Okey, tylko pójdę po laptopa - odpowiedział.
Po kilku minutach słyszałam tylko : - O matko ! O my goschhh !!! Jak to możliwe. Już myślałem że poszedłem w zapomnienie :( - powiedział .
P: Widzisz. Miałam racje. Jak zwykle oczywiście - powiedziałam przez śmiech w żartach .
J; Jesteś kochana. Pomożesz mi jutro nagrać kolejny filmik, prawda ? - spytał.
P: No jasne. Ja też muszę Ci coś powiedzieć - pomyślałam oczywiście o Mike'u i o Kevinie i o wczorajszej kolacji. - Dobra to do jutra, pa :* - powiedziałam.
J: Pa, miłych snów - odpowiedział i rozłączyliśmy się.
Dodałam krótką wzmiankę :
,, Ludzie bywają kłamliwi, ale prawdziwi przyjaciele zawsze Ci pomogą'' i wyłączyłam laptopa.
Wysmarowałam się kremem i poszłam spać.
***OCZAMI JUSTINA***
Byłem tak szczęśliwy że nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Moi Beliebers uwierzyli we mnie po raz drugi. Tego wieczoru postanowiłem że swoją płytę zatytułuję ,,Believe". Słowa piosenki pod tym tytułem także już były w mojej głowie. Szybko je spisałem żeby tylko nie wyleciały mi z głowy.
Mój telefon zadzwonił po raz drugi, ale tym razem był to Scooter. Przeciągnąłem palcem po wyświetlaczu i odebrałem połączenie.
J: Co tam ? - spytałem chociaż i tak wiedziałem że chodzi mu o wzrost obserwujących na tt.
S: Nie wiem jak udało Ci się ich odzyskać, ale wracasz na rynek. Jutro wpadnę po przynajmniej 4 piosenki. Oddam je wytwórni na przeróbkę i robimy sesję na okładkę nowej płyty, a no i mam nadzieję że masz już jej nazwę - powiedział.
J: Tak mam wszystko - odpowiedziałem podekscytowany.
S: Okey, to nie przeszkadzam. Widzimy się jutro po południu - powiedział po czym się rozłączył.
Poszedłem do łazienki. Nalałem wody do wanny i rozłożyłem się w pianie.
Nagle przyszedł mi sms. Jego dźwięk był tak drażliwy że ze strachu walnąłem nogą w pobocze wanny.
- Kurde ! - wrzasnąłem.
Podniosłem telefon z półki i i sprawdziłem nadawcę : MARY
M: Cześć. Mam nadzieję że Cię nie obudziłam. Nie mogę doczekać się poniedziałku kiedy w końcu znów będę mogła Cię zobaczyć.
Mary była miła i fajna, ale totalnie nie w moim typie. Nie wiedziałem co jej odpisać. Jedyne co teraz chciałem to jak najłagodniej to zakończyć bo władowałem się w to bez potrzeby.
M: Jesteś tam ? - napisała kolejną wiadomość.
Odpisałem jej szybko, tylko po to żeby się doczepiła;
J: Tak, ale jestem strasznie zmęczony i idę spać.
Ubrałem się i położyłem się do łóżka. Wziąłem swój telefon i dodałem wpis na tt : ,,Dziękuję wam, jesteście kochani <3 #lovebeliebers ''.
Nagle do mojego pokoju wbiegła Jazzy i wskoczyła na moje łóżko.
- Nie śpisz jeszcze, księżniczko ? - spytałem zdziwiony.
- Nie, bo do mojego pokoju przyszły kucyki i chcą zjeść mi kołderkę - powiedziała smutna. - Mogę spać u ciebie ? - spytała.
- No jasne. - uśmiechnąłem się i przytuliłem ją.
- Justin ??? - spytała słodko przeciągając.
- Co tam ?
- Perry to twoja dziewczyna, prawda ? - spytała.
Byłem strasznie zdziwiony jej pytaniem.
- Nie księżniczko. Nie jest moją dziewczyną - powiedziałem całując ją w czółko.
- Ale kochasz ją ? - zadała kolejne pytanie.
- Bardzo - odpowiedziałem z lekkim uśmiechem.
Jazzy o nic więcej nie spytała i po chwili zasnęliśmy jak susły.
***
Obudziłem się ok. 10, gdyż moja przepiękna siostrzyczka zaczęła skakać po moim łóżku.
- Ktoś tu się prosi o łaskotki - powiedziałem wstając z łóżka i zacząłem ją delikatnie łaskotać.
Przestałem dopiero wtedy kiedy mama zawołała nas na śniadanie.
Pochyliłem się a Jazzy wskoczyła mi na barana. Poszliśmy po Jacksona i zeszliśmy do kuchni.
- No normalnie Zoo - zaśmiała się mama.
Zjedliśmy śniadanie. Wyszykowaliśmy się i w czwórkę pojechaliśmy do kościoła. Zajęliśmy miejsca obok Perry i cioci Robyn ,a Chaz i Ryan wraz ze swoimi rodzicami siedzieli w ławce przed nami.
***
Po kościele wszyscy ( Chaz i Ryan ze swoimi rodzicami, Perry z mamą i my) udaliśmy się do włoskie restauracji ,,Olive" na obiad.
Już dawno nie czułem się tak rodzinnie. To było cudowne uczucie i żałuję że prawie tu nie zaglądałem ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę o komentarze :)
Rozdział 11
Obudziłam się ok.9:00. Ubrałam się. Włosy uczesałam w luźnego koka. I zeszłam na dół. na śniadanie. Mama przebrana właśnie gdzieś wychodziła.
- Gdzie idziesz mamo ? - spytałam
- O wstałaś już ! Idę z ciocią Pattie na siłownię - krzyknęła i wyszła.
Właśnie kiedy kończyłam jedzenie swoich płatków zadzwonił mój telefon.
J: Będziemy z Ryanem po ciebie za 10 minut - i rozłączył się.
Schowałam naczynia do zmywarki. Ubrałam kurtkę, buty, zamknęłam drzwi i wyszłam na zewnątrz.
Kiedy chłopcy w końcu po mnie podjechali, wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy po młodsze rodzeństwo Biebsa.
***
Gdy tylko tata Justina otworzył nam drzwi, przywitaliśmy się z nim, a Jackson i Jazzy oglądali bajki.
-Halo! Jest tu ktoś ? 0 spytał z żartem Justin kiedy wchodziliśmy do ich pokoju.
Jazzy wskoczyła na ręce Justinowi, a Jackson mnie.
- Dawno Cię nie widziałam, ale z ciebie przystojniak - dotknęłam palcem jego noska.
- To co jedziemy do Wesołego Miasteczka ? - spytał Justin.
- TAK ! - krzyknęli młodsi.
- Okey, to ubierajcie kurteczki i buciki i idziemy - powiedziałam.
Ryan i Justin umocowali foteliki, do których wsadzili Jacksona i Jazzy i pojechaliśmy do Wesołego Miasteczka.
Najpierw poszliśmy na gokarty, później na karuzele, zrobiliśmy sobie tatuaże z henny, a na koniec przypadło malowanie twarzy.
- Justin ty też pomalujesz ? - spytała Jazzy.
- Nie, ja nie mogę, ale Perry chętnie się z tobą pomaluje - spojrzał na mnie cwaniacko.
- O nie, nie, nie! Skoro ja mam się malować to wy też - powiedziałam.
- Dobra - zgodzili się.
Pani która malowała twarze dała nam katalog z wzorami. Umówiliśmy się że wybierzemy je dla siebie na wzajem.
W końcu wyszło że ja umalowana byłam jako tygrys, Justin jako panda, Ryan jako zebra, Jazzy jako kot, a Jackson jako żaba. Mieliśmy z tego niezły ubaw. I zrobiliśmy miliony zdjęć z czego połowa trafiła na instagrama.
Nagle przy budce ze zdjęciami zauważyłam Austina. Postanowiłam do niego podejść i się przywitać.
- No cześć Austi - powiedziałam uśmiechnięta.
- Perry ? - powiedział z niedowierzaniem przez mój tygrysi makijaż, ale był też zestresowany.
Nagle z budki wyszła jakaś dziewczyna.
- Kochanie, ile mam czekać ? Mieliśmy zrobić sobie zdjęcia - powiedziała obejmując go od tyłu.
- Yyy... kto to jest ? - spytałam sparaliżowana.
- Perry, to moja dziewczyna Olivia, ale zanim coś powiesz to przepraszam. Nie chciałem żeby tak wyszło - tłumaczył się.
Wtedy podszedł do nas Justin i spytał :
- Wszystko w porządku ?
Nawet nie zwróciłam uwagi na to pytanie tylko krzyknęłam Austinowi prosto w twarz :
- Nie chciałeś żeby tak wyszło ? - zmarszczyłam czoło.- Niby jak. Miałeś dziewczynę i umówiłeś się ze mną ? Wiesz co ? Strasznie mnie wkurzasz! I nie myśl sobie że wszystko Ci wolno bo jesteś nikim i proszę Cię WIĘCEJ SIĘ DO MNIE NIE ODZYWAJ - wściekła ubrałam kurtkę i wyszłam poza budynek . Było strasznie zimno. Ukucnęłam i zamknęłam oczy. Nie miałam zamiaru płakać, ale było mi strasznie przykro.
Czułam się jakby nikt mnie nie chciał.
Wtedy przyszedł do mnie Justin:
- Hej !Tygrysie nie smuć się bo ludzie nie będą się Ciebie bać - powiedział chcąc mnie pocieszyć. Od razu lekko się uśmiechnęłam.
- Daj spokój. Nigdy się tak nie czułam, tak jakby nikt mnie nie chciał - powiedziałam spuszczając głowę.
Wyciągnął do mnie rękę, a gdy tylko wstałam mocno mnie do siebie przytulił.
- Ja ciebie chce - powiedział i dał mi całusa w policzek.
Nic mu nie odpowiedziałam. Nie miałam głowy żeby teraz o tym myśleć.
- Wracamy ? - spytał
- Jasne. Jackson i Jazzy pewnie nie dają taryfy ulgowej Ryanowi - zaśmiałam się.
***
Wyszliśmy z tamtąd obładowani zabawkami, wymalowani za zwierzęta i wydaliśmy kupe kasy.
Później wybraliśmy się na obiad do MCDonalda, a ok 18;00 wróciliśmy do domów.
- Pa. Dziękuję za miły dzień. Widzimy się jutro w kościele - pomachałam im.
Weszłam do domu. Mama przygotowywała jedzenie.
- A ty nie miałaś być na randce z Mike'm ? - spytałam zdziwiona.
- No właśnie. Mała zmiana planów. - powiedziała. Mike przyjdzie dziś do nas na kolację wraz ze swoim synkiem - uśmiechnęła się.
- On ma syna ? - zadałam kolejne pytanie.
- Tak, ma 3 latka i ma na imię Kevin. Jest uczulony na bardzo dużo rzeczy bo jest alergikiem, ale jest przesłodki - zapewniła.
- To świetnie. Chętnie ich poznam - uśmiechnęłam się i podeszłam bliżej mamy mocno ją przytulając.- To coś poważnego, nie ? - spytałam
- Bardzo - pocałowała mnie w czoło.- A teraz biegnij się umyć i przebrać tygrysie - zaśmiała się.
Szybko pobiegłam do swojego pokoju. Wyjęłam z szafki czyste ubrania i poszłam do łazienki. Wzięłam kąpiel. Zmyłam makijaż, a później nałożyłam maseczkę na 10 min. Gdy ją zmyłam, ubrałam się i zeszłam na dół. Pomogłam poustawiać mamie talerze.
***
Kiedy Mike i Kevin przyszli atmosfera bardzo się rozluźniła. Mike był przystojny, taki jak mama go obrazowała, a Kev był słodziutki. Od razu się polubiliśmy. Dowiedziałam się że Mike jest prawnikiem, a jego żona zostawiła jego i Kevina tuż po porodzie i uciekła.
Oboje z mamą byli bardzo szczęśliwi. Już dawno jej takiej nie widziałam ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział zapisywany z 10 razy, gdyż moje światło cały czas się wyłączało. Strasznie się napracowałam więc proszę wszystkich czytających o komentowanie, albo chociaż branie udziału w sondzie :D
Pozdrawiam !!! CZYTASZ=KOMENTUJ !!!
- Gdzie idziesz mamo ? - spytałam
- O wstałaś już ! Idę z ciocią Pattie na siłownię - krzyknęła i wyszła.
Właśnie kiedy kończyłam jedzenie swoich płatków zadzwonił mój telefon.
J: Będziemy z Ryanem po ciebie za 10 minut - i rozłączył się.
Schowałam naczynia do zmywarki. Ubrałam kurtkę, buty, zamknęłam drzwi i wyszłam na zewnątrz.
Kiedy chłopcy w końcu po mnie podjechali, wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy po młodsze rodzeństwo Biebsa.
***
Gdy tylko tata Justina otworzył nam drzwi, przywitaliśmy się z nim, a Jackson i Jazzy oglądali bajki.
-Halo! Jest tu ktoś ? 0 spytał z żartem Justin kiedy wchodziliśmy do ich pokoju.
Jazzy wskoczyła na ręce Justinowi, a Jackson mnie.
- Dawno Cię nie widziałam, ale z ciebie przystojniak - dotknęłam palcem jego noska.
- To co jedziemy do Wesołego Miasteczka ? - spytał Justin.
- TAK ! - krzyknęli młodsi.
- Okey, to ubierajcie kurteczki i buciki i idziemy - powiedziałam.
Ryan i Justin umocowali foteliki, do których wsadzili Jacksona i Jazzy i pojechaliśmy do Wesołego Miasteczka.
Najpierw poszliśmy na gokarty, później na karuzele, zrobiliśmy sobie tatuaże z henny, a na koniec przypadło malowanie twarzy.
- Justin ty też pomalujesz ? - spytała Jazzy.
- Nie, ja nie mogę, ale Perry chętnie się z tobą pomaluje - spojrzał na mnie cwaniacko.
- O nie, nie, nie! Skoro ja mam się malować to wy też - powiedziałam.
- Dobra - zgodzili się.
Pani która malowała twarze dała nam katalog z wzorami. Umówiliśmy się że wybierzemy je dla siebie na wzajem.
W końcu wyszło że ja umalowana byłam jako tygrys, Justin jako panda, Ryan jako zebra, Jazzy jako kot, a Jackson jako żaba. Mieliśmy z tego niezły ubaw. I zrobiliśmy miliony zdjęć z czego połowa trafiła na instagrama.
Nagle przy budce ze zdjęciami zauważyłam Austina. Postanowiłam do niego podejść i się przywitać.
- No cześć Austi - powiedziałam uśmiechnięta.
- Perry ? - powiedział z niedowierzaniem przez mój tygrysi makijaż, ale był też zestresowany.
Nagle z budki wyszła jakaś dziewczyna.
- Kochanie, ile mam czekać ? Mieliśmy zrobić sobie zdjęcia - powiedziała obejmując go od tyłu.
- Yyy... kto to jest ? - spytałam sparaliżowana.
- Perry, to moja dziewczyna Olivia, ale zanim coś powiesz to przepraszam. Nie chciałem żeby tak wyszło - tłumaczył się.
Wtedy podszedł do nas Justin i spytał :
- Wszystko w porządku ?
Nawet nie zwróciłam uwagi na to pytanie tylko krzyknęłam Austinowi prosto w twarz :
- Nie chciałeś żeby tak wyszło ? - zmarszczyłam czoło.- Niby jak. Miałeś dziewczynę i umówiłeś się ze mną ? Wiesz co ? Strasznie mnie wkurzasz! I nie myśl sobie że wszystko Ci wolno bo jesteś nikim i proszę Cię WIĘCEJ SIĘ DO MNIE NIE ODZYWAJ - wściekła ubrałam kurtkę i wyszłam poza budynek . Było strasznie zimno. Ukucnęłam i zamknęłam oczy. Nie miałam zamiaru płakać, ale było mi strasznie przykro.
Czułam się jakby nikt mnie nie chciał.
Wtedy przyszedł do mnie Justin:
- Hej !Tygrysie nie smuć się bo ludzie nie będą się Ciebie bać - powiedział chcąc mnie pocieszyć. Od razu lekko się uśmiechnęłam.
- Daj spokój. Nigdy się tak nie czułam, tak jakby nikt mnie nie chciał - powiedziałam spuszczając głowę.
Wyciągnął do mnie rękę, a gdy tylko wstałam mocno mnie do siebie przytulił.
- Ja ciebie chce - powiedział i dał mi całusa w policzek.
Nic mu nie odpowiedziałam. Nie miałam głowy żeby teraz o tym myśleć.
- Wracamy ? - spytał
- Jasne. Jackson i Jazzy pewnie nie dają taryfy ulgowej Ryanowi - zaśmiałam się.
***
Wyszliśmy z tamtąd obładowani zabawkami, wymalowani za zwierzęta i wydaliśmy kupe kasy.
Później wybraliśmy się na obiad do MCDonalda, a ok 18;00 wróciliśmy do domów.
- Pa. Dziękuję za miły dzień. Widzimy się jutro w kościele - pomachałam im.
Weszłam do domu. Mama przygotowywała jedzenie.
- A ty nie miałaś być na randce z Mike'm ? - spytałam zdziwiona.
- No właśnie. Mała zmiana planów. - powiedziała. Mike przyjdzie dziś do nas na kolację wraz ze swoim synkiem - uśmiechnęła się.
- On ma syna ? - zadałam kolejne pytanie.
- Tak, ma 3 latka i ma na imię Kevin. Jest uczulony na bardzo dużo rzeczy bo jest alergikiem, ale jest przesłodki - zapewniła.
- To świetnie. Chętnie ich poznam - uśmiechnęłam się i podeszłam bliżej mamy mocno ją przytulając.- To coś poważnego, nie ? - spytałam
- Bardzo - pocałowała mnie w czoło.- A teraz biegnij się umyć i przebrać tygrysie - zaśmiała się.
Szybko pobiegłam do swojego pokoju. Wyjęłam z szafki czyste ubrania i poszłam do łazienki. Wzięłam kąpiel. Zmyłam makijaż, a później nałożyłam maseczkę na 10 min. Gdy ją zmyłam, ubrałam się i zeszłam na dół. Pomogłam poustawiać mamie talerze.
***
Kiedy Mike i Kevin przyszli atmosfera bardzo się rozluźniła. Mike był przystojny, taki jak mama go obrazowała, a Kev był słodziutki. Od razu się polubiliśmy. Dowiedziałam się że Mike jest prawnikiem, a jego żona zostawiła jego i Kevina tuż po porodzie i uciekła.
Oboje z mamą byli bardzo szczęśliwi. Już dawno jej takiej nie widziałam ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział zapisywany z 10 razy, gdyż moje światło cały czas się wyłączało. Strasznie się napracowałam więc proszę wszystkich czytających o komentowanie, albo chociaż branie udziału w sondzie :D
Pozdrawiam !!! CZYTASZ=KOMENTUJ !!!
Rozdział 10
- To super że masz w kimś takie natchnienie - powiedziałam speszona bo wiedziałam że chodzi mu o mnie.- Daj mi swój telefon. Mieliśmy nagrać filmik dla fanów - przypomniałam.
Justin bez słowa podał mi swojego IPhona. Włączyłam nagrywanie i wsłuchiwałam się dokładnie w jego słowa:
- Cześć Kochani ! Na początku mocno chciałem was przeprosić za moje dawne zachowanie. Byłem nieodpowiedzialny i zawiodłem was. Wyjazd do mojego rodzinnego miasta- Stratford i spotkanie z moimi przyjaciółmi uświadomiło mi że moje zachowanie było złe i szczeniackie. Jesteście moją rodziną i nigdy nie powinienem robić takich rzeczy. Wiem także że takie przeprosiny to nic, ale proszę abyście mi wybaczyli. Właśnie pracuję nad moją nową płytą. Będzie ona najbardziej uczuciową i emocjonalną płytą jaką kiedykolwiek wydałem. Piosenki będą ukazywać moje emocje i miłość do was - moich najbliższych. Dziękuję za zrozumienie i kocham was - powiedział i przesłał buziaczka.
- Co o tym sądzisz ? - spytał
- Było super. Widać że bardzo się zmieniłeś - pokazałam kciuk w górę i uśmiechnęłam się.
Nagle zaczął dzwonić mój telefon. To była mama. Szybko przesunęłam palcem po wyświetlaczu i odebrałam połączenie:
M: Perry, kiedy wrócisz ? - spytała
P: A co tam ? - odpowiedziałam pytaniem.
M: Bo chciałabym żebyś już przyszła. Mam dla ciebie wiadomość, a zaraz jadę na noc do pracy - powiedziała.
P: Okey, będę za 20 minut - powiedziałam i rozłączyłam się.
20 minut - bo właśnie tyle zajmowało mi dojście od Justina do mojego domu.
- Muszę już iść- powiedziałam chowając telefon do torby.
- Już ? - spytał smutny.
- Tak, bo mama jedzie dziś na noc do pracy i chce mi coś jeszcze powiedzieć, ale było bardzo miło. Dziękuję - powiedziałam i dałam mu całusa w policzek. Lekko zarumienił się na policzkach. To było takie słodkie...
Ubrałam kurtką. Pożegnałam się z ciocią i poszłam do domu.
***
Kiedy weszłam do domu mama była już przygotowana do wyjścia.
- Jesteś - powiedziała z ulgą.
- Tak, co chciałaś mi powiedzieć ? - spytałam.
- Chanel i Ally przyjadą dopiero po świętach - powiedziała podnosząc torebkę z kanapy.
- Aha. Szkoda, ale okey - odpowiedziałam bez emocji zdejmując kurtkę i buty.
- Dobra, muszę spadać do pracy. Pogadamy jutro. Pa - powiedziała. Dała mi całusa w czoło i wyszła.
Spojrzałam na zegarek. Była 19;00. Odrobiłam lekcje. Założyłam swoje grube, różowe w białe serduszka, frotowe skarpety, przykryłam się kocem i włączyłam telewizor. Oglądałam jakieś kreskówki do 01;00 w nocy.
Chyba dziecinnieje...
***
Rano obudziłam się w tym samym miejscu, czyli w salonie na kanapie. Była dopiero 6:00. Wzięłam prysznic. Zrobiłam sobie lekkie fale na włosach. Ubrałam się. Zjadłam swoje ulubione płatki i po woli poszłam do szkoły.
***
O 15;30 wszyscy wyszliśmy z kozy. Justin podwiózł mnie pod sam dom.
Wzięłam długą kąpiel. Przebrałam się i o 17;00 razem z Austinem pojechaliśmy na naszą randkę.
- To gdzie mnie zabierasz ? - spytałam.
- Do Golden Rose - odpowiedział zadowolony.
- Serio ? - spytałam z niedowierzaniem.- To moja ulubiona restauracja - uśmiechnęłam się.
- Hmm... czyli jesteśmy podobni. Pasujemy do siebie ... - stwierdził.
- Możliwe - powiedziałam poprawiając spódniczkę.
***
Usiedliśmy przy wcześniej zarezerwowanym stoliku. Zamówiliśmy jedzenie i zaczęliśmy rozmowę:
- Może lepiej się poznamy ? - spytał.
- No jasne. Co chcesz o mnie wiedzieć ?- odpowiedziałam pytanie.
- Wszystko - powiedział z wielkim uśmiechem.
- No więc jestem Perry Anne Daniels. Mam 17 lat i mieszkam w Startford - spojrzałam na niego
- To już wiem - zaśmiał się.
***
Rozmawialiśmy tak ok. 3 godzin, a później odwiózł mnie do domu.
- Dziękuję za świetny wieczór - powiedziałam i dałam mu całusa w policzek.
- Ja też dziękuję - powiedział uśmiechnięty.
Z rumieńcem na twarzy weszłam do domu. Zdjęłam kurtkę i buty i weszłam do salonu.
Mama patrzyła na telewizję.
- Cześć mamo. Jestem - powiedziałam siadając obok niej na kanapie.
- Cześć, jak tam na randce ? - od razu spytała
- Fajnie - uśmiechnęłam się.
- Tylko fajnie ?- spojrzała na mnie spod oka.
- Pojechaliśmy do Golden Rose, rozmawialiśmy, lepiej się poznaliśmy. Austin jest doskonałym słuchaczem i bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało.- uśmiechnęłam się
- W takim razie cieszę się że dobrze się bawiłaś. - powiedziała.
- No, a ty kiedy idziesz na randkę ? - spytałam zadowolona.
- Jutro. Czuję że on na prawdę mnie lubi.
- Powiedz mamo, jak ciebie można nie lubić ? - przytuliłam ją.- Idę do siebie - powiedziałam udając się do swojego pokoju.
Wzięłam prysznic. Ubrałam pidżamy. Usiadłam na parapecie i napisałam sms-a do Justina :
P: Jak tam na randce ?
Szybko odpisał mi :
J: Dobrze, a u ciebie ?
Nie wiedziałam co napisać więc wysłałam mu wiadomość że było bardzo miło.
J: Mam pytanie
P: Jakie?
J: Jadę jutro po Jacksona i Jazzy. Może miałabyś ochotę pojechać ze mną ?
Chwilę nad ty pomyślałam, ale później odpisałam:
P: No jasne :)
J: No i oczywiście później wypad do krytego wesołego miasteczka .
Uśmiechnęłam się sama do siebie i odpisałam :
P: Oczywiście
Odłożyłam telefon na półkę i poszłam spać...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę komentujcie !!!! :D
Justin bez słowa podał mi swojego IPhona. Włączyłam nagrywanie i wsłuchiwałam się dokładnie w jego słowa:
- Cześć Kochani ! Na początku mocno chciałem was przeprosić za moje dawne zachowanie. Byłem nieodpowiedzialny i zawiodłem was. Wyjazd do mojego rodzinnego miasta- Stratford i spotkanie z moimi przyjaciółmi uświadomiło mi że moje zachowanie było złe i szczeniackie. Jesteście moją rodziną i nigdy nie powinienem robić takich rzeczy. Wiem także że takie przeprosiny to nic, ale proszę abyście mi wybaczyli. Właśnie pracuję nad moją nową płytą. Będzie ona najbardziej uczuciową i emocjonalną płytą jaką kiedykolwiek wydałem. Piosenki będą ukazywać moje emocje i miłość do was - moich najbliższych. Dziękuję za zrozumienie i kocham was - powiedział i przesłał buziaczka.
- Co o tym sądzisz ? - spytał
- Było super. Widać że bardzo się zmieniłeś - pokazałam kciuk w górę i uśmiechnęłam się.
Nagle zaczął dzwonić mój telefon. To była mama. Szybko przesunęłam palcem po wyświetlaczu i odebrałam połączenie:
M: Perry, kiedy wrócisz ? - spytała
P: A co tam ? - odpowiedziałam pytaniem.
M: Bo chciałabym żebyś już przyszła. Mam dla ciebie wiadomość, a zaraz jadę na noc do pracy - powiedziała.
P: Okey, będę za 20 minut - powiedziałam i rozłączyłam się.
20 minut - bo właśnie tyle zajmowało mi dojście od Justina do mojego domu.
- Muszę już iść- powiedziałam chowając telefon do torby.
- Już ? - spytał smutny.
- Tak, bo mama jedzie dziś na noc do pracy i chce mi coś jeszcze powiedzieć, ale było bardzo miło. Dziękuję - powiedziałam i dałam mu całusa w policzek. Lekko zarumienił się na policzkach. To było takie słodkie...
Ubrałam kurtką. Pożegnałam się z ciocią i poszłam do domu.
***
Kiedy weszłam do domu mama była już przygotowana do wyjścia.
- Jesteś - powiedziała z ulgą.
- Tak, co chciałaś mi powiedzieć ? - spytałam.
- Chanel i Ally przyjadą dopiero po świętach - powiedziała podnosząc torebkę z kanapy.
- Aha. Szkoda, ale okey - odpowiedziałam bez emocji zdejmując kurtkę i buty.
- Dobra, muszę spadać do pracy. Pogadamy jutro. Pa - powiedziała. Dała mi całusa w czoło i wyszła.
Spojrzałam na zegarek. Była 19;00. Odrobiłam lekcje. Założyłam swoje grube, różowe w białe serduszka, frotowe skarpety, przykryłam się kocem i włączyłam telewizor. Oglądałam jakieś kreskówki do 01;00 w nocy.
Chyba dziecinnieje...
***
Rano obudziłam się w tym samym miejscu, czyli w salonie na kanapie. Była dopiero 6:00. Wzięłam prysznic. Zrobiłam sobie lekkie fale na włosach. Ubrałam się. Zjadłam swoje ulubione płatki i po woli poszłam do szkoły.
***
O 15;30 wszyscy wyszliśmy z kozy. Justin podwiózł mnie pod sam dom.
Wzięłam długą kąpiel. Przebrałam się i o 17;00 razem z Austinem pojechaliśmy na naszą randkę.
- To gdzie mnie zabierasz ? - spytałam.
- Do Golden Rose - odpowiedział zadowolony.
- Serio ? - spytałam z niedowierzaniem.- To moja ulubiona restauracja - uśmiechnęłam się.
- Hmm... czyli jesteśmy podobni. Pasujemy do siebie ... - stwierdził.
- Możliwe - powiedziałam poprawiając spódniczkę.
***
Usiedliśmy przy wcześniej zarezerwowanym stoliku. Zamówiliśmy jedzenie i zaczęliśmy rozmowę:
- Może lepiej się poznamy ? - spytał.
- No jasne. Co chcesz o mnie wiedzieć ?- odpowiedziałam pytanie.
- Wszystko - powiedział z wielkim uśmiechem.
- No więc jestem Perry Anne Daniels. Mam 17 lat i mieszkam w Startford - spojrzałam na niego
- To już wiem - zaśmiał się.
***
Rozmawialiśmy tak ok. 3 godzin, a później odwiózł mnie do domu.
- Dziękuję za świetny wieczór - powiedziałam i dałam mu całusa w policzek.
- Ja też dziękuję - powiedział uśmiechnięty.
Z rumieńcem na twarzy weszłam do domu. Zdjęłam kurtkę i buty i weszłam do salonu.
Mama patrzyła na telewizję.
- Cześć mamo. Jestem - powiedziałam siadając obok niej na kanapie.
- Cześć, jak tam na randce ? - od razu spytała
- Fajnie - uśmiechnęłam się.
- Tylko fajnie ?- spojrzała na mnie spod oka.
- Pojechaliśmy do Golden Rose, rozmawialiśmy, lepiej się poznaliśmy. Austin jest doskonałym słuchaczem i bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało.- uśmiechnęłam się
- W takim razie cieszę się że dobrze się bawiłaś. - powiedziała.
- No, a ty kiedy idziesz na randkę ? - spytałam zadowolona.
- Jutro. Czuję że on na prawdę mnie lubi.
- Powiedz mamo, jak ciebie można nie lubić ? - przytuliłam ją.- Idę do siebie - powiedziałam udając się do swojego pokoju.
Wzięłam prysznic. Ubrałam pidżamy. Usiadłam na parapecie i napisałam sms-a do Justina :
P: Jak tam na randce ?
Szybko odpisał mi :
J: Dobrze, a u ciebie ?
Nie wiedziałam co napisać więc wysłałam mu wiadomość że było bardzo miło.
J: Mam pytanie
P: Jakie?
J: Jadę jutro po Jacksona i Jazzy. Może miałabyś ochotę pojechać ze mną ?
Chwilę nad ty pomyślałam, ale później odpisałam:
P: No jasne :)
J: No i oczywiście później wypad do krytego wesołego miasteczka .
Uśmiechnęłam się sama do siebie i odpisałam :
P: Oczywiście
Odłożyłam telefon na półkę i poszłam spać...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę komentujcie !!!! :D
niedziela, 18 sierpnia 2013
Rozdział 9
Strasznie się tym zestresowałam. Cały czas modliłam się w myślach : - żeby tylko nikomu nie powiedział, żeby tylko nikomu nie powiedział ...
***OCZAMI JUSTINA***
Gdy tylko wyszliśmy z klasy Ryan zaciągnął Perry na bok, a Chaz zrobił to samo ze mną. Poszliśmy do szatni, ponieważ miał do mnie ,,bardzo ważną sprawę".
- Przyznaj się! Podoba Ci się ! - spojrzał na mnie z cwaniackim uśmieszkiem i uniósł brwi do góry.
- Mary ? No jasne. Chyba dla tego się z nią umówiłem - powiedziałem oblizując lekko wargi.
- Nie mówię o Mary, tylko o Perry, idioto - walnął mnie pięścią w bark.
Zrobiło mi się gorąco, nie wiedziałem co powiedzieć i postanowiłem wszystkiemu zaprzeczyć:
- Co? Co ty pierdzielisz ? - spytałem
- To co wiedzę - odpowiedział pewny siebie.
- To kup sobie okulary bo chyba nie dowidzisz - wskazałem palcem na jego twarz i odszedłem do klasy.
Perry siedziała już w ławce. Szybko się do niej dosiadłem.
- Ciebie też Ryan przepytywał ? - spytałem.
Zrobiła się czerwona i przytaknęła. To było słodkie...
- Hej, a może wpadniesz dziś do mnie? Chciałem pokazać ci kilka tekstów i nagrać filmik dla fanów. Może byś mi pomogła ? - spytałem
Po chwili zastanowienia odpowiedziała :
- Tak, w sumie czemu nie - i ślicznie się uśmiechnęła.
Moje kolana stały się miękkie, a serce zabiło szybciej.
STOP JUSTIN! Zachowujesz się jak baba - krzyknąłem do siebie w myślach.
***
Kiedy lekcje się skończyły wszyscy poszliśmy do kozy. Tak, wszyscy bo tym razem Ryan i Chaz też coś przeskrobali. Gadaliśmy o jakiś głupotach, a o 15:00 w końcu wyszliśmy. Po Perry przyjechała mama. Szkoda bo miałem nadzieję że to ja będę mógł ją odwieźć.
Wsiadłem do auta i pojechałem do domu. Gdy tylko wszedłem do środka zadzwonił mój telefon:
M: Cześć, Justin to ja Mary. Chciałam tylko upewnić się czy nasza jutrzejsza randka jest aktualna ? - spytała
J: Tak, będę po ciebie o 17:00. Nie mogę teraz rozmawiać, pa - powiedziałem i rozłączyłem się.
Poszedłem do kuchni. Zjadłem obiad i udałem się do swojego pokoju czekając na Perry.
***OCZAMI PERRY***
Wróciłam do domu. Zjadłam obiad, wzięłam swojego laptopa i na prośbę Justina udałam się do jego domu.
Otworzyła mi ,,ciocia" Pattie:
- Cześć ciociu. Jest Justin ? - spytałam
- Perry. Tak dawno Cię nie widziałam - przytuliła mnie. - Justin jest na górze - powiedziała.
Zdjęłam kurtkę i buty i poszłam do jego pokoju.
Siedział na łóżku odwrócony w stronę okna, z gitarą w ręku i słuchawkami w uszach.
Po cichu do niego podeszłam i od tyłu zasłoniłam mu oczy.
- Mama ? - spytał
- Pudło ! - krzyknęłam mu do ucha.
- Perry ? - wstał i odwrócił się w moją stronę. - Pożałujesz moich popękanych bębenków w uchu - powiedział i cwaniacko się do mnie uśmiechnął po czym zaczął mnie łaskotać
Śmiałam się jak debil i prosiłam żeby przestał, ale to nie pomagało.
W końcu wrzasnęłam przez śmiech:
- STOP ! - dzięki bogu przestał mnie łaskotać i poprawił sobie fryzurę. - No więc chciałeś pokazać mi teksty - powiedziałam z uśmiechem.
Wyjął z pod poduszki kartki i mi je podał. Były to spisane dwie piosenki pod nazwami : ,,As Long As You Love Me" i ,, Boyfriend" . Były świetne. Nigdy nie czytałam równie dobrych.
- Są świetne - powiedziałam
- Też tak myślę. W końcu są wzięte z życia - spojrzał na mnie.
- Tak. Mary to na prawdę świetna dziewczyna - sztucznie się uśmiechnęłam.
- Ale mi wcale nie chodziło o nią - usiadł obok mnie i złapał mnie za rękę zbliżając się do mnie.
Widziałam tylko jego śliczne czekoladowe oczy, w których momentalnie się utopiłam.
Nagle oprzytomniałam i wstałam z łóżka.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam miliony pomysłów w głowie, ale musicie dodawać komentarze bo nie wiem czy opłaca mi się pisać następne rozdziały. Wszystkim czytającym i komentującym bardzo dziękuję :D
CZYTASZ=KOMENTUJ !!!
***OCZAMI JUSTINA***
Gdy tylko wyszliśmy z klasy Ryan zaciągnął Perry na bok, a Chaz zrobił to samo ze mną. Poszliśmy do szatni, ponieważ miał do mnie ,,bardzo ważną sprawę".
- Przyznaj się! Podoba Ci się ! - spojrzał na mnie z cwaniackim uśmieszkiem i uniósł brwi do góry.
- Mary ? No jasne. Chyba dla tego się z nią umówiłem - powiedziałem oblizując lekko wargi.
- Nie mówię o Mary, tylko o Perry, idioto - walnął mnie pięścią w bark.
Zrobiło mi się gorąco, nie wiedziałem co powiedzieć i postanowiłem wszystkiemu zaprzeczyć:
- Co? Co ty pierdzielisz ? - spytałem
- To co wiedzę - odpowiedział pewny siebie.
- To kup sobie okulary bo chyba nie dowidzisz - wskazałem palcem na jego twarz i odszedłem do klasy.
Perry siedziała już w ławce. Szybko się do niej dosiadłem.
- Ciebie też Ryan przepytywał ? - spytałem.
Zrobiła się czerwona i przytaknęła. To było słodkie...
- Hej, a może wpadniesz dziś do mnie? Chciałem pokazać ci kilka tekstów i nagrać filmik dla fanów. Może byś mi pomogła ? - spytałem
Po chwili zastanowienia odpowiedziała :
- Tak, w sumie czemu nie - i ślicznie się uśmiechnęła.
Moje kolana stały się miękkie, a serce zabiło szybciej.
STOP JUSTIN! Zachowujesz się jak baba - krzyknąłem do siebie w myślach.
***
Kiedy lekcje się skończyły wszyscy poszliśmy do kozy. Tak, wszyscy bo tym razem Ryan i Chaz też coś przeskrobali. Gadaliśmy o jakiś głupotach, a o 15:00 w końcu wyszliśmy. Po Perry przyjechała mama. Szkoda bo miałem nadzieję że to ja będę mógł ją odwieźć.
Wsiadłem do auta i pojechałem do domu. Gdy tylko wszedłem do środka zadzwonił mój telefon:
M: Cześć, Justin to ja Mary. Chciałam tylko upewnić się czy nasza jutrzejsza randka jest aktualna ? - spytała
J: Tak, będę po ciebie o 17:00. Nie mogę teraz rozmawiać, pa - powiedziałem i rozłączyłem się.
Poszedłem do kuchni. Zjadłem obiad i udałem się do swojego pokoju czekając na Perry.
***OCZAMI PERRY***
Wróciłam do domu. Zjadłam obiad, wzięłam swojego laptopa i na prośbę Justina udałam się do jego domu.
Otworzyła mi ,,ciocia" Pattie:
- Cześć ciociu. Jest Justin ? - spytałam
- Perry. Tak dawno Cię nie widziałam - przytuliła mnie. - Justin jest na górze - powiedziała.
Zdjęłam kurtkę i buty i poszłam do jego pokoju.
Siedział na łóżku odwrócony w stronę okna, z gitarą w ręku i słuchawkami w uszach.
Po cichu do niego podeszłam i od tyłu zasłoniłam mu oczy.
- Mama ? - spytał
- Pudło ! - krzyknęłam mu do ucha.
- Perry ? - wstał i odwrócił się w moją stronę. - Pożałujesz moich popękanych bębenków w uchu - powiedział i cwaniacko się do mnie uśmiechnął po czym zaczął mnie łaskotać
Śmiałam się jak debil i prosiłam żeby przestał, ale to nie pomagało.
W końcu wrzasnęłam przez śmiech:
- STOP ! - dzięki bogu przestał mnie łaskotać i poprawił sobie fryzurę. - No więc chciałeś pokazać mi teksty - powiedziałam z uśmiechem.
Wyjął z pod poduszki kartki i mi je podał. Były to spisane dwie piosenki pod nazwami : ,,As Long As You Love Me" i ,, Boyfriend" . Były świetne. Nigdy nie czytałam równie dobrych.
- Są świetne - powiedziałam
- Też tak myślę. W końcu są wzięte z życia - spojrzał na mnie.
- Tak. Mary to na prawdę świetna dziewczyna - sztucznie się uśmiechnęłam.
- Ale mi wcale nie chodziło o nią - usiadł obok mnie i złapał mnie za rękę zbliżając się do mnie.
Widziałam tylko jego śliczne czekoladowe oczy, w których momentalnie się utopiłam.
Nagle oprzytomniałam i wstałam z łóżka.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam miliony pomysłów w głowie, ale musicie dodawać komentarze bo nie wiem czy opłaca mi się pisać następne rozdziały. Wszystkim czytającym i komentującym bardzo dziękuję :D
CZYTASZ=KOMENTUJ !!!
środa, 14 sierpnia 2013
Pytania
Hej, zapraszamy was do zadawania nam pytań. Na pewno odpowiemy na wszystkie : http://ask.fm/BeliebersismyfamilyForever. Pozdrawiamy wszystkich czytelników i czytelniczki i bardzooo prosimy o komentarze :) :* <3
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
Rozdział 8
*OCZAMI PERRY*
Mama właśnie zaczęła ubierać się na randkę.
- Ślicznie wyglądasz, mamuś - powiedziałam do niej i przytuliłam ją
- Dziękuję, kochanie - pocałowała mnie w czoło.
- Mamo, a ja w piątek też idę na randkę- powiedziałam lekko się uśmiechając
- Z Justinem ? - spytała podekscytowana z wielkim ,,SMILE" na twarzy.
- NIE, nie z Justinem. O co wam z nim chodzi ? - spytałam oburzona wyrzucając ręce w powietrze.
- Nic, tak po prostu spytałam, ale mniejsza o to. To z kim w końcu idziesz ? - spytała
- Z Austinem - powiedziałam krótko
- Z tym,w którym byłaś kiedyś zakochana ? -spytała dla upewnienia
- Tak, właśnie z tym- złączyła usta. Przypomniało mi się to co prawie zrobiliśmy z Justinem i od razu dodałam :
- On jest bardzo romantyczny - i uśmiechnęłam się.
- No nie wątpię - powiedziała wesoła.
***
Kiedy mama wyszła przypomniało mi się że dziś nie jadłam nic poza frytkami na lunch.
Postanowiłam przygotować sobie na kolację szpinak.. Wyjęłam składniki. Ugotowałam szpinak i kaszę, doprawiłam, wymieszałam i szybkie zdrowe danie było gotowe.
***
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko podniosłam się z krzesła i poszłam je otworzyć. Stał w nich wkurzony Chaz.
- Jesteś sama ? - spytał
- Tak, a co się stało ? - spytałam widząc że jest strasznie wkurzony.
- Co się stało ? Ona ta... ta małpa wiesz co zrobiła ? -krzyknął
- Candy ? - spytałam dla pewności
- Tak, ona. Poszliśmy na kręgle. Ja musiałem iść do łazienki, a gdy już z niej wyszedłem ona całowała się z jakimś gnojkiem.
- I co jej powiedziałeś ?- zadałam kolejne pytanie
- Nic, nie mogłem na nią patrzeć. Perry ja na prawdę ją polubiłem - powiedział smutny opuszczając głowę.
Przytuliłam go i powiedziałam :
- Siadaj na kanapę. - wskazałam mu miejsce. Zadzwonię do chłopaków i przyniosę ci coś do jedzenia
- Okey, najlepiej chipsy i cole - powiedział.
Uśmiechnęłam się tylko i zasalutowałam :
- Już się robi !
Wyjęłam z szafki jakieś chipsy i wsypałam je do miski. Do szklanki nalałam coli i zaniosłam do salonu. Wzięłam swojego IPhona i napisałam sms-a do Justina i Ryana :
P: Chaz, Candy ... Ugh...
Potrzebuje pomocy na złamane serce.
Schowałam go do kieszeni i poszłam do Chaza.
***
Po jakiś 5 minutach Justin i Ryan byli już u mnie w domu z tonami coli, chipsów, lodów, żelków itp.
Oni zawsze umieli go pocieszyć. Od razu był weselszy. Grali w jakieś głupie gry, a póżniej oglądaliśmy nasz ulubiony serial ,, Przyjaciele". Tak, to wyglądało trochę jakby cztery stare baby bez własnego życia oglądały raz po raz jakieś miłosne terenowele i płakały przy tym jak bobry...
- Jesteście nienormalni, ale mocno was kocham - powiedziałam i wszyscy się przytuliliśmy.
***
O jakiejś 01;00 w nocy chłopcy poszli do siebie. Wzięłam kąpiel, wysmarowałam się swoim ulubionym arbuzowym kremem, założyłam pidżamy i poszłam spać.
***
Rano obudziła mnie mama. Po woli wstałam z łóżka. Związałam włosy w luźnego koka. Umyłam twarz i zęby. Ubrałam się. Zjadłam śniadanie i pojechałam z mamą do szkoły.
Chaz siedział w szatni i czekał aż Candy wejdzie do klasy.
- Wszystko w porządku ? - spytałam
- Tak, po prostu czekam aż sobie pójdzie - odpowiedział
- Chaz, ale nie możesz jej wiecznie unikać- powiedziałam
- Tak, masz rację- powiedział stanowczo i wyszedł z klasy.
Rozmawiali, widziałam to ,ale nie przeszkadzałam im i szybko przemknęłam na ławkę.
Chwilę później podeszła do mnie Candy
- Słuchaj Perry, musisz mi pomóc - powiedziała
- Nie! To ty słuchaj - wstałam z ławki. Zadarłaś z Chazem więc zadarłaś z nami wszystkimi. Nie mam zamiaru Ci w niczym pomagać. Chaz widział to co widział i nigdy ci tego nie wybaczy.- powiedziałam jej prosto w twarz i poszłam usiąść na inną ławkę.
Siedział na niej Austin.
- Gotowa na jutrzejszą randkę ? - spytał całując mnie w policzek
- Tak, oczywiście - powiedziałam lekko się rumieniąc.
Nagle zadzwonił dzwonek i wszyscy udaliśmy się do klas.
Przywitałam się z Ryanem i Justinem tak jak zawsze - przytulając ich i usiadłam do ławki. Gdy tylko widziałam Justina serce mi mocniej waliło, ale wiedziałam że nie mogę się wydać i próbowałam zachowywać się naturalnie.
***
Kiedy lekcja się skończyła wszyscy wyszliśmy z klasy. Ryan szybko zepchnął mnie na bok i powiedział :
- Przecież widzę jak na niego patrzysz ! Nie udawaj! Znam Cię od urodzenia. Justin nie jest Ci obojętny - powiedział przekonany .
Cholera, przejrzał mnie - zaklnęłam w myślach, ale próbowałam się z tego wymigać
- Co? Pff...- machnęłam ręką. Oczywiście że nie jest mi obojętny bo to mój przyjaciel - powiedziałam
- Na pewno ,, tylko" przyjaciel? - spojrzał na mnie z pod oka
Zmierzyłam go wzrokiem i poszłam wymienić książki .
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bardzo proszę o komentarze. Bardzo mi pomagają w pisaniu <3 CZYTASZ=KOMENTUJ !!!
Mama właśnie zaczęła ubierać się na randkę.
- Ślicznie wyglądasz, mamuś - powiedziałam do niej i przytuliłam ją
- Dziękuję, kochanie - pocałowała mnie w czoło.
- Mamo, a ja w piątek też idę na randkę- powiedziałam lekko się uśmiechając
- Z Justinem ? - spytała podekscytowana z wielkim ,,SMILE" na twarzy.
- NIE, nie z Justinem. O co wam z nim chodzi ? - spytałam oburzona wyrzucając ręce w powietrze.
- Nic, tak po prostu spytałam, ale mniejsza o to. To z kim w końcu idziesz ? - spytała
- Z Austinem - powiedziałam krótko
- Z tym,w którym byłaś kiedyś zakochana ? -spytała dla upewnienia
- Tak, właśnie z tym- złączyła usta. Przypomniało mi się to co prawie zrobiliśmy z Justinem i od razu dodałam :
- On jest bardzo romantyczny - i uśmiechnęłam się.
- No nie wątpię - powiedziała wesoła.
***
Kiedy mama wyszła przypomniało mi się że dziś nie jadłam nic poza frytkami na lunch.
Postanowiłam przygotować sobie na kolację szpinak.. Wyjęłam składniki. Ugotowałam szpinak i kaszę, doprawiłam, wymieszałam i szybkie zdrowe danie było gotowe.
***
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko podniosłam się z krzesła i poszłam je otworzyć. Stał w nich wkurzony Chaz.
- Jesteś sama ? - spytał
- Tak, a co się stało ? - spytałam widząc że jest strasznie wkurzony.
- Co się stało ? Ona ta... ta małpa wiesz co zrobiła ? -krzyknął
- Candy ? - spytałam dla pewności
- Tak, ona. Poszliśmy na kręgle. Ja musiałem iść do łazienki, a gdy już z niej wyszedłem ona całowała się z jakimś gnojkiem.
- I co jej powiedziałeś ?- zadałam kolejne pytanie
- Nic, nie mogłem na nią patrzeć. Perry ja na prawdę ją polubiłem - powiedział smutny opuszczając głowę.
Przytuliłam go i powiedziałam :
- Siadaj na kanapę. - wskazałam mu miejsce. Zadzwonię do chłopaków i przyniosę ci coś do jedzenia
- Okey, najlepiej chipsy i cole - powiedział.
Uśmiechnęłam się tylko i zasalutowałam :
- Już się robi !
Wyjęłam z szafki jakieś chipsy i wsypałam je do miski. Do szklanki nalałam coli i zaniosłam do salonu. Wzięłam swojego IPhona i napisałam sms-a do Justina i Ryana :
P: Chaz, Candy ... Ugh...
Potrzebuje pomocy na złamane serce.
Schowałam go do kieszeni i poszłam do Chaza.
***
Po jakiś 5 minutach Justin i Ryan byli już u mnie w domu z tonami coli, chipsów, lodów, żelków itp.
Oni zawsze umieli go pocieszyć. Od razu był weselszy. Grali w jakieś głupie gry, a póżniej oglądaliśmy nasz ulubiony serial ,, Przyjaciele". Tak, to wyglądało trochę jakby cztery stare baby bez własnego życia oglądały raz po raz jakieś miłosne terenowele i płakały przy tym jak bobry...
- Jesteście nienormalni, ale mocno was kocham - powiedziałam i wszyscy się przytuliliśmy.
***
O jakiejś 01;00 w nocy chłopcy poszli do siebie. Wzięłam kąpiel, wysmarowałam się swoim ulubionym arbuzowym kremem, założyłam pidżamy i poszłam spać.
***
Rano obudziła mnie mama. Po woli wstałam z łóżka. Związałam włosy w luźnego koka. Umyłam twarz i zęby. Ubrałam się. Zjadłam śniadanie i pojechałam z mamą do szkoły.
Chaz siedział w szatni i czekał aż Candy wejdzie do klasy.
- Wszystko w porządku ? - spytałam
- Tak, po prostu czekam aż sobie pójdzie - odpowiedział
- Chaz, ale nie możesz jej wiecznie unikać- powiedziałam
- Tak, masz rację- powiedział stanowczo i wyszedł z klasy.
Rozmawiali, widziałam to ,ale nie przeszkadzałam im i szybko przemknęłam na ławkę.
Chwilę później podeszła do mnie Candy
- Słuchaj Perry, musisz mi pomóc - powiedziała
- Nie! To ty słuchaj - wstałam z ławki. Zadarłaś z Chazem więc zadarłaś z nami wszystkimi. Nie mam zamiaru Ci w niczym pomagać. Chaz widział to co widział i nigdy ci tego nie wybaczy.- powiedziałam jej prosto w twarz i poszłam usiąść na inną ławkę.
Siedział na niej Austin.
- Gotowa na jutrzejszą randkę ? - spytał całując mnie w policzek
- Tak, oczywiście - powiedziałam lekko się rumieniąc.
Nagle zadzwonił dzwonek i wszyscy udaliśmy się do klas.
Przywitałam się z Ryanem i Justinem tak jak zawsze - przytulając ich i usiadłam do ławki. Gdy tylko widziałam Justina serce mi mocniej waliło, ale wiedziałam że nie mogę się wydać i próbowałam zachowywać się naturalnie.
***
Kiedy lekcja się skończyła wszyscy wyszliśmy z klasy. Ryan szybko zepchnął mnie na bok i powiedział :
- Przecież widzę jak na niego patrzysz ! Nie udawaj! Znam Cię od urodzenia. Justin nie jest Ci obojętny - powiedział przekonany .
Cholera, przejrzał mnie - zaklnęłam w myślach, ale próbowałam się z tego wymigać
- Co? Pff...- machnęłam ręką. Oczywiście że nie jest mi obojętny bo to mój przyjaciel - powiedziałam
- Na pewno ,, tylko" przyjaciel? - spojrzał na mnie z pod oka
Zmierzyłam go wzrokiem i poszłam wymienić książki .
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Bardzo proszę o komentarze. Bardzo mi pomagają w pisaniu <3 CZYTASZ=KOMENTUJ !!!
Rozdział 7
Gdy w końcu byliśmy na miejscu odezwałam się pierwsza i powiedziałam :
- Dzięki że ze mną pojechałeś
- Nie ma za co- odpowiedział z uśmiechem
Szybko poszłam do swojego domu. Zdjęłam kurtkę, rzuciłam torbę na ziemię i walnęłam się na kanapę.
Dobrze że to się nie stało, że się nie pocałowaliśmy. W końcu on ma ,, prawie" dziewczynę, a ja ,,prawie" chłopaka, a poza tym to JUSTIN. Mój przyjaciel. Byłam w nim kiedyś zakochana, ale to było kiedyś...
Nie teraz, ale może mi to wcale nie przeszło ??? - zadawałam sobie to pytanie w myślach, ale wiedziałam że jeśli nie chcę popsuć nasze przyjaźni to nie mogę dopuścić więcej do takiej sytuacji
***OCZAMI JUSTINA***
Gdy wszedłem tylko do domu od razu poszedłem wziąć zimny prysznic.
Jestem nienormalny . Jak mogłem zakochać się w Perry, ale wiem co muszę teraz zrobić. Zaponę o tym, będę zachowywał się normalnie i dobrze poznam Mary na randce. Może jest fajna...
Gdy wyszedłem z pod prysznica. Ubrałem się i założyłem swoje ciepłe kapcie z moimi inicjałami. Wziąłem gitarę i zacząłem brzdąkać. Strasznie bolało mnie gardło. Teksty same przychodziły do mojej głowy. I tak spisałem trzy piosenki - As Long As You Love Me, Boyfriend i Fall. Ta ostatnia była dokładnie o mnie i o Perry wyrażało to co do niej czuję. Miała w sobie masę uczuć i tak stała się moją ulubioną.
Nagle usłyszałem krzyk z dołu :
- Justin, zejdź na kolację - wydarła się mama
- Idę ! - odkrzyknąłem. Odłożyłem gitarę, włożyłem teksty pod poduszkę i zszedłem do kuchni.
- Co dziś jemy ? - spytałem.
- Twoje ulubione spaghetti ! -powiedziała z uśmiechem. Zawsze poprawiała mi humor. Bardzo ją kochałem.
- Super. Dawno nie jadłem twojego spaghetti - powiedziałem ucieszony.
- I jak tam z Perry ? - spytała
- Yyy... dobrze, a jak ma być? - odpowiedziałem z kłopotany. A dlaczego nie spytasz o Ryana, albo Chaza ? - spytałem chcąc nie mówić o Perry.
- Bo oni do Ciebie zaglądali, a Perry nie - wytłumaczyła.
- Jest dobrze - uśmiechnąłem się.
Mama dziwnie na mnie spojrzała jak by wiedziała że coś ukrywam.
- To znaczy wcale nie jest dobrze, ale nie chce o tym rozmawiać- powiedziałem smutny
- Dobrze, nie będę naciskała, ale przemyśl wszystko dokładnie - lekko się uśmiechnęła i wyszła z kuchni
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę dodawajcie komentarze CZYTASZ=KOMENTUJESZ !!! <3
- Dzięki że ze mną pojechałeś
- Nie ma za co- odpowiedział z uśmiechem
Szybko poszłam do swojego domu. Zdjęłam kurtkę, rzuciłam torbę na ziemię i walnęłam się na kanapę.
Dobrze że to się nie stało, że się nie pocałowaliśmy. W końcu on ma ,, prawie" dziewczynę, a ja ,,prawie" chłopaka, a poza tym to JUSTIN. Mój przyjaciel. Byłam w nim kiedyś zakochana, ale to było kiedyś...
Nie teraz, ale może mi to wcale nie przeszło ??? - zadawałam sobie to pytanie w myślach, ale wiedziałam że jeśli nie chcę popsuć nasze przyjaźni to nie mogę dopuścić więcej do takiej sytuacji
***OCZAMI JUSTINA***
Gdy wszedłem tylko do domu od razu poszedłem wziąć zimny prysznic.
Jestem nienormalny . Jak mogłem zakochać się w Perry, ale wiem co muszę teraz zrobić. Zaponę o tym, będę zachowywał się normalnie i dobrze poznam Mary na randce. Może jest fajna...
Gdy wyszedłem z pod prysznica. Ubrałem się i założyłem swoje ciepłe kapcie z moimi inicjałami. Wziąłem gitarę i zacząłem brzdąkać. Strasznie bolało mnie gardło. Teksty same przychodziły do mojej głowy. I tak spisałem trzy piosenki - As Long As You Love Me, Boyfriend i Fall. Ta ostatnia była dokładnie o mnie i o Perry wyrażało to co do niej czuję. Miała w sobie masę uczuć i tak stała się moją ulubioną.
Nagle usłyszałem krzyk z dołu :
- Justin, zejdź na kolację - wydarła się mama
- Idę ! - odkrzyknąłem. Odłożyłem gitarę, włożyłem teksty pod poduszkę i zszedłem do kuchni.
- Co dziś jemy ? - spytałem.
- Twoje ulubione spaghetti ! -powiedziała z uśmiechem. Zawsze poprawiała mi humor. Bardzo ją kochałem.
- Super. Dawno nie jadłem twojego spaghetti - powiedziałem ucieszony.
- I jak tam z Perry ? - spytała
- Yyy... dobrze, a jak ma być? - odpowiedziałem z kłopotany. A dlaczego nie spytasz o Ryana, albo Chaza ? - spytałem chcąc nie mówić o Perry.
- Bo oni do Ciebie zaglądali, a Perry nie - wytłumaczyła.
- Jest dobrze - uśmiechnąłem się.
Mama dziwnie na mnie spojrzała jak by wiedziała że coś ukrywam.
- To znaczy wcale nie jest dobrze, ale nie chce o tym rozmawiać- powiedziałem smutny
- Dobrze, nie będę naciskała, ale przemyśl wszystko dokładnie - lekko się uśmiechnęła i wyszła z kuchni
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę dodawajcie komentarze CZYTASZ=KOMENTUJESZ !!! <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
