poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 12

O 23:00 goście już się zmyli, gdyż malutki Kevin zrobił się bardzo senny.
  Pomogłam posprzątać mamie i poszłam do swojego pokoju. Przebrałam się w pidżamy i włączyłam laptopa.
 Weszłam na twittera i z ciekawości odwiedziłam profil Justina żeby zobaczyć czy liczba obserwujących chociaż trochę się poprawiła. To co zobaczyłam było cudowne! Liczba znów wzrosła do 35 milinów, co prawda to i tak nie wszyscy, ale coś było ...
Szybko wykręciłam numer do Justina i zadzwoniłam żeby podzielić się z nim tą informacją :
P: Śpisz ? - spytałam.
J: Nie, oglądam telewizje - odpowiedział.
P: To dobrze. Wejdź na swój profil na twitterze - powiedziałam bez żadnych emocji żeby nie zepsuć niespodzianki.
J: Okey, tylko pójdę po laptopa - odpowiedział.
Po kilku minutach słyszałam tylko : - O matko ! O my goschhh !!! Jak to możliwe. Już myślałem że poszedłem w zapomnienie :( - powiedział .
P: Widzisz. Miałam racje. Jak zwykle oczywiście - powiedziałam przez śmiech w żartach .
J; Jesteś kochana. Pomożesz mi jutro nagrać kolejny filmik, prawda ? - spytał.
P: No jasne. Ja też muszę Ci coś powiedzieć - pomyślałam oczywiście o Mike'u i o Kevinie i o wczorajszej kolacji. - Dobra to do jutra, pa :* - powiedziałam.
J: Pa, miłych snów - odpowiedział i rozłączyliśmy się.
Dodałam krótką wzmiankę :
,, Ludzie bywają kłamliwi, ale prawdziwi przyjaciele zawsze Ci pomogą''  i wyłączyłam laptopa.
Wysmarowałam się kremem i poszłam spać.
***OCZAMI JUSTINA***
Byłem tak szczęśliwy że nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Moi Beliebers uwierzyli we mnie po raz drugi. Tego wieczoru postanowiłem że swoją płytę zatytułuję ,,Believe". Słowa piosenki pod tym tytułem także już były w mojej głowie. Szybko je spisałem żeby tylko nie wyleciały mi z głowy.
  Mój telefon zadzwonił po raz drugi, ale tym razem był to Scooter. Przeciągnąłem palcem po wyświetlaczu i odebrałem połączenie.
J: Co tam ? - spytałem chociaż i tak wiedziałem że chodzi mu o wzrost obserwujących na tt.
S: Nie wiem jak udało Ci się ich odzyskać, ale wracasz na rynek. Jutro wpadnę po przynajmniej 4 piosenki. Oddam je wytwórni na przeróbkę i robimy sesję na okładkę nowej płyty, a no i mam nadzieję że masz już jej nazwę - powiedział.
J: Tak mam wszystko - odpowiedziałem podekscytowany.
S: Okey, to nie przeszkadzam. Widzimy się jutro po południu - powiedział po czym się rozłączył.
Poszedłem do łazienki. Nalałem wody do wanny i rozłożyłem się w pianie.
  Nagle przyszedł mi sms. Jego dźwięk był tak drażliwy że ze strachu walnąłem nogą w pobocze wanny.
- Kurde ! - wrzasnąłem.
Podniosłem telefon z półki i i sprawdziłem nadawcę : MARY
M: Cześć. Mam nadzieję że Cię nie obudziłam. Nie mogę doczekać się poniedziałku kiedy w końcu znów będę mogła Cię zobaczyć.
   Mary była miła i fajna, ale totalnie nie w moim typie. Nie wiedziałem co jej odpisać. Jedyne co teraz chciałem to jak najłagodniej to zakończyć bo władowałem się w to bez potrzeby.
M: Jesteś tam ? - napisała kolejną wiadomość.
Odpisałem jej szybko, tylko po to żeby się doczepiła;
J: Tak, ale jestem strasznie zmęczony i idę spać.
 Ubrałem się i położyłem się do łóżka. Wziąłem swój telefon i dodałem wpis na tt : ,,Dziękuję wam, jesteście kochani <3 #lovebeliebers ''.
     Nagle do mojego pokoju wbiegła Jazzy i wskoczyła na moje łóżko.
- Nie śpisz jeszcze, księżniczko ? - spytałem zdziwiony.
- Nie, bo do mojego pokoju przyszły kucyki i chcą zjeść mi kołderkę - powiedziała smutna. - Mogę spać u ciebie ? - spytała.
- No jasne. - uśmiechnąłem się i przytuliłem ją.
- Justin ??? - spytała słodko przeciągając.
- Co tam ?
- Perry to twoja dziewczyna, prawda ? - spytała.
Byłem strasznie zdziwiony jej pytaniem.
- Nie księżniczko. Nie jest moją dziewczyną - powiedziałem całując ją w czółko.
- Ale kochasz ją ? - zadała kolejne pytanie.
- Bardzo - odpowiedziałem z lekkim uśmiechem.
   Jazzy o nic więcej nie spytała i po chwili zasnęliśmy jak susły.
***
Obudziłem się ok. 10, gdyż moja przepiękna siostrzyczka zaczęła skakać po moim łóżku.
- Ktoś tu się prosi o łaskotki - powiedziałem wstając z łóżka i zacząłem ją delikatnie łaskotać.
  Przestałem dopiero wtedy kiedy mama zawołała nas na śniadanie.
Pochyliłem się a Jazzy wskoczyła mi na barana. Poszliśmy po Jacksona i zeszliśmy do kuchni.
- No normalnie Zoo - zaśmiała się mama.
Zjedliśmy śniadanie. Wyszykowaliśmy się i w czwórkę pojechaliśmy do kościoła. Zajęliśmy miejsca obok Perry i cioci Robyn ,a Chaz i Ryan wraz ze swoimi rodzicami siedzieli w ławce przed nami.
***
Po kościele wszyscy ( Chaz i Ryan ze swoimi rodzicami, Perry z mamą i my) udaliśmy się do włoskie restauracji ,,Olive" na obiad.
    Już dawno nie czułem się tak rodzinnie. To było cudowne uczucie i żałuję że prawie tu nie zaglądałem ...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Proszę o komentarze :) 

2 komentarze:

  1. Cudowne *.* Czekam na kolejny :>

    OdpowiedzUsuń
  2. http://ilosteverythingwhatihave.blogspot.com/ <------------------------- Na prawdę polecam, dla wszystkich fanów JB:)) Autorka dodaje bardzo czybko rozdziały i są one naprawdę długie <3

    OdpowiedzUsuń